Australia i Polonia, Lifestyle

11. Rajd Katyń-Smoleńsk, Australia – Pamiętamy!

Rozmowa z dr. Ryszardem Dzierzbą – wieloletnim komandorem Rajdu „Katyń 1940 – Smoleńsk 2010. Pamiętamy – Australia”, organizowanego przez Klub Gazety Polskiej w Sydney. Komandor mówi o historii rajdu, jego znaczeniu dla Polonii oraz planach na tegoroczną edycję i kolejne lata.

Marek Weiss: Co skłoniło Pana do zainicjowania rajdu?

Komandor Ryszard Dzierzba: 

dr Ryszard Dzierzba, komandor Rajdu Katyń-Smoleńsk, fot. nadesłane

Wraz z grupą przyjaciół postanowiliśmy połączyć te dwa tragiczne wydarzenia – symbole śmierci polskich patriotów. Chciałbym jednak dodać, że nie ograniczamy się wyłącznie do upamiętniania narodowej gehenny. Od dwóch lat oddajemy również hołd żołnierzom australijskim poległym w obu wojnach światowych.

Głównym przesłaniem rajdu jest upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej oraz uczczenie pamięci poległych w Smoleńsku. Pierwszy rajd odbył się w 2016 roku.

W ubiegłym roku, w związku z tysiącleciem Królestwa Polskiego, czyli koronacji króla Bolesława Chrobrego oraz pięćsetleciem Hołdu Pruskiego, rajd odbywał się także pod tymi hasłami. Oprócz przypominania o martyrologii narodu polskiego chcemy zwrócić uwagę – zarówno naszego, jak i młodszego pokolenia oraz osób, które spotykamy na trasie – na historię Polski i jej znaczenie.

Jakie, według Pana, znaczenie ma rajd dla Polonii w Australii?

Myślę, że to jedno z naszych sztandarowych przedsięwzięć, które upamiętnia obecność Polaków na antypodach. Zależy nam głównie na tym, by informować o tym społeczność australijską.

Jednym z kluczowych elementów rajdu jest składanie wieńców w War Memorial w Canberrze, gdzie jesteśmy wymieniani z nazwy jako polonijny Rajd Katyń – Smoleńsk oraz Stowarzyszenie Polskich Kombatantów. Wieńce składamy wspólnie z ambasadorem lub przedstawicielem Ambasady Rzeczypospolitej w Canberrze.

Spotykamy się również z burmistrzem lub zastępcą burmistrza miasta Cooma, gdzie Polacy zapisali piękną kartę jako osadnicy regionu Snowy Monaro. Wchodzimy również na Górę Kościuszki. Uczestnicy rajdu dekorują swoje motocykle i samochody flagami Polski i plakatami z nazwą rajdu, dzięki czemu – jak sądzimy – wnosimy wkład w promocję działalności Polonii w Australii.

Dodam jeszcze, że podczas rajdu zatrzymujemy się w wielu miejscowościach na trasie do Jindabyne, przy pomnikach żołnierzy australijskich poległych w wojnach światowych, by złożyć kwiaty i uczcić ich pamięć chwilą refleksji.

  • Rajd Katyń-Smoleńsk, 2025 r. (fot. nadesłane)

Jakie największe wyzwania napotykają organizatorzy i uczestnicy podczas przygotowań i trwania rajdu?

Największym wyzwaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom oraz sprawny przebieg całego przedsięwzięcia. Zazwyczaj udaje nam się zgromadzić około 30–40 osób.

Warto dodać, że biorą w nim udział także dzieci – zarówno moje, jak i innych uczestników. Czujemy się zaszczyceni ich obecnością, bo to już drugie pokolenie, które ma okazję poznawać historię w praktyce.

Czy zdarzały się niebezpieczne lub nieprzewidziane sytuacje podczas rajdu?

Niestety tak. Ze smutkiem wspominam, że kilka lat temu w wypadku motocyklowym zginął nasz przyjaciel, uczestnik rajdu – Andrzej Pokorski.

Podczas każdego kolejnego rajdu wspominamy jego osobę i składamy kwiaty w miejscu wypadku.

Jak układa się współpraca z instytucjami, na przykład z Ambasadą RP czy instytucjami australijskimi?

Muszę powiedzieć, że układa się znakomicie.

Przedstawiciele polskiej dyplomacji w Australii zawsze nas wspierają – w rajdach uczestniczyły poprzednie panie konsul, a obecny konsul ds. polonijnych również aktywnie bierze udział w wydarzeniu. Często spotykamy się też z ambasadorem w Ambasadzie RP.

Z żalem jednak stwierdzam, że brakuje nam obecnie spotkań w Ambasadzie Węgier. Wcześniej, w ramach Grupy Wyszehradzkiej, wspólnie z ambasadorami Polski, Węgier, Czech i Słowacji spotykaliśmy się naprzemiennie w ambasadach Polski i Węgier.

Mieliśmy nadzieję, że w przyszłości do tej grupy dołączą państwa Trójmorza, lecz sytuacja polityczna niestety pokrzyżowała te plany. Na razie spotykamy się tylko w Ambasadzie Polskiej, ale mamy nadzieję, że w przyszłości to się zmieni.

Kto może wziąć udział w rajdzie?

Rajd ogłaszamy na tyle szeroko, na ile to możliwe – głównie w formie przekazywania informacji z ust do ust. Udział może wziąć każdy chętny, prosimy jedynie o wcześniejsze zgłoszenie.

Spotykamy się o siódmej rano przy obelisku smoleńskim w Marayong, gdzie odbywa się odprawa oraz krótka msza święta, po której wyruszamy w trasę.

Czy spodziewacie się w tym roku uczestników z innych stanów Australii?

Dziękuję za to pytanie.

Tak, w poprzednich latach mieliśmy dwoje lub troje uczestników z Melbourne, natomiast w tym roku spodziewamy się dwóch osób z Perth, a także co najmniej dwóch z Adelaidy oraz jednej lub dwóch z Melbourne.

Można więc powiedzieć, że nasz Rajd „Katyń 1940 – Smoleńsk 2010. Pamiętamy – Australia” nabiera rozmachu i staje się wydarzeniem o ogólnokrajowym zasięgu.

Czy według Pana rajd wpływa na relacje polsko-australijskie, jeśli tak to w jaki sposób?

Myślę, że zdecydowanie tak. Dzięki naszej obecności w War Memorial i składaniu wieńców przez ambasadora lub przedstawiciela Ambasady RP, władze australijskie dostrzegają aktywność polskiej społeczności.

Ponadto, dzięki kontaktom z Cooma Council i Snowy Monaro Council, nasz ambasador spotkał się z ówczesnym burmistrzem miasta, by rozmawiać o relacjach polsko-australijskich i roli Polaków w tym regionie.

Jak wiadomo, pojawiał się kiedyś temat zmiany nazwy Góry Kościuszki. Nasz ambasador mógł wówczas skorzystać z naszych kontaktów w tej sprawie.

Dodam też, że burmistrz Coomy uczestniczył w spotkaniu z uczestnikami Rajdu Katyń–Smoleńsk w Ambasadzie RP. Warto wspomnieć, że nasze wizyty w ambasadach wpisują się w coroczne Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, które odbywają się w czasie trwania rajdu.

Jakie są plany organizatorów na kolejne lata?

Mamy nadzieję, że nasza inicjatywa będzie kontynuowana. Marzy nam się rajd z Sydney przez Canberrę i Jindabyne aż do Melbourne, a może nawet dalej – do Adelaidy, trasą pierwszych polskich osadników w Australii Południowej.

To duże wyzwanie logistyczne, bo to kilka tysięcy kilometrów i wiele dni nieobecności w pracy, a większość uczestników jest czynna zawodowo. Niemniej jednak marzenia mamy i wierzę, że uda się je zrealizować w najbliższych latach.

Dziękuję za rozmowę.

Marek Weiss