
Anna Banasiak jest poetką, laureatką konkursów poetyckich w Londynie, Berlinie i Bratysławie oraz zdobywczynią medalu UNESCO w Londynie. Otrzymała złoty i srebrny tomik Fundacji Kamena, a także złoty, srebrny i brązowy medal w konkursach All Poetry. Zdobyła również srebrny medal za wiersz surrealistyczny oraz srebrny medal za wiersz o psie.
Jej utwory były wyróżniane jako „wiersze dnia” na PoemHunter.com oraz „wiersze miesiąca” na PoetBay.com. Jest także laureatką I nagrody w Biesiadzie Literackiej w Łodzi oraz I nagrody w konkursie All About Love Challenge. Jej tomik „Kołysz mnie kołysz” był prezentowany na Kubie w Cuba Libro, a swoje tomiki poetyckie publikuje również w Indiach.
kołysz mnie kołysz
ja z tobą
ty ze mną
zawsze obok
śmieje się cały świat
w naszej pamięci
kołysze
moje dzieciństwo
bez Ciebie
nie ma nic
Pokój zabaw
mam metr dwadzieścia
w japońskiej sukieneczce
wspinam się po drzewach
łapię motyle na łące
wyprowadzam na spacer żółwia Kubusia
strzelam bramkę
oglądam baśnie na ścianie
o Misiu Fąfeluszku o Królowej Śniegu
wchodzę do studni bez dna
wszystko dzieje się zbyt szybko
czas pędzi jak kolejka
w pokoju zabaw
drewniane łóżeczko
Mamo pamiętasz
jak kołysałaś mnie nieraz
wyrwana ze snu biegłaś
do drewnianego łóżeczka
uczyłaś pierwszych słów
ciepłych jak sweterki wydziergane
twoją miłością
Teraz otulasz mnie wspomnieniami
trzymasz za rękę
i prowadzisz przez życie
Poezja
w zamyśleniu
powoli dorastam
do siebie
słowami
zakrzywiam czas
odwracam świat
do góry nogami
zatrzymana
w krainie mojego dzieciństwa
ucieczka
snuć się jak pająk
w pajęczynie czasu
zagubić
smakować życie
przeżute
tkać swój los z uporem
nicią
zamkniętą
w sieci ciszy
schować się w kokon
z dala od głosów
świata
Maskarada
Edwardowi Hirschowi
Wychodzę
z przebieralni ciał
kostiumy są pożyczone
włożone na próbę
ręce
ubranie
twarz
należą do obcej osoby
za chwilę
ktoś niewidzialną ręką
zdejmie ze mnie życie
jak zużyty rekwizyt
a ja będę grać
w nowej masce
Bagaż
zaplątałam się
w czasie
pogubiłam w chaosie spraw
odłożonych na później
myśli zamilkły
w lukach pamięci
znów gdzieś odjadę
kogoś zostawię
ucieknę
od siebie
bez bagażu
pośród ludzi i rzeczy
rozpędzonych donikąd
ta podróż nigdy się nie kończy
w przedziałach
mylę koleje rzeczy
śmierć kasuje bilety
szuka sensu
w poczekalni życia
Depresja
Hannie Prosnak
w nieposprzątanym niepokoju
ktoś potknął się o rzeczy
pozostawione niedorzecznie
nie mogłam ich poskładać
w posprzątanym spokoju
niezałatwionych spraw
Park przemienienia
J.M. Sypniewskiej
rozlewają się barwy jesieni
obrazy uderzają jak spienione fale
zieleń wycofuje się
zgaszona
znika w głębi stawu
pochylone drzewa
przeglądają się
w czerwonym oku parku
wykorzeniają
zasłuchane w ciszy
nagle rudy seter
zaszczekał świat
i wszystko
wraca na swoje miejsca
Pobyt
W.S. Merwinowi
Tam skąd przybywam
chodzi się na palcach
by nie zbudzić
Echa Chaosu
tam skąd przybywam
wędruje się wiecznie
i nigdy nie powraca
życie wiruje na karuzeli wydarzeń
w pustych spojrzeniach przechodniów
zmienia się jak Sziwa
za szybą
bawi się moim bytem
Szufladkowanie
Arturowi
zamykają mnie w szufladach
nie słyszę swoich myśli
spojrzenia szufladkują
zaciskają pętlą strachu
gubię się
zamykam na świat
piętrzą się stare rzeczy
nie mogę ich domknąć
szukam klucza
zaszufladkowana
uciekam
w nowe szuflady
Śniło mi się, że jestem górą
mamie
przerasta mnie
ten świat
to boli
nie dorastam
do życia
tańczę jak Herodiada
zakleszczona w kolczastych klatkach
migocą oczy w kominach
wyostrzone barwy i obrazy
brzęczą jak szerszenie
zaciemniają niebo nade mną
w czarno-żółtych kokonach
schody wspomnień unoszą mnie
poza istnienie
rzeczywistość uwiera
jak wykoślawione buty
skrzypienie drzwi zagłusza ciszę
zatrzaskuje przeszłość
Po drugiej stronie
Tomasowi Tranströmerowi
zakratowane ptaki
duszą się na wolności
krążą w zamkniętych kręgach
powoli wyplątują się z sieci
wchodzę do łodzi odpływającej
w ciemną wieczność
wykrzywione twarze
wyrastają z korony drzew
dźwięczą w snach
wołają mnie do powrotu
w martwy las
szukam wyjścia
z kamiennego świata
w niekończący się karnawał
walczę o oddech
Koncert
Kochaj mnie
muzyką morza
krzykiem mew
pchnij statki płynące
leniwie przy plaży
rozkoszuj się mną
w szalonym rytmie Bacha
trzepotem fal
wejdź
w moją niezmienność
Przebudzenie
usta szukają ust
między wierszami
wyzwalają się
z zakazanych metafor
stwarzają światbez ozdób
Czarny śnieg na białą ziemię spadł…
rozpalaj się we mnie
purpurą języków
rozkołysz
aż zasnę w twoich ramionach
aż życie będzie pulsować
czarnym śniegiem
na białej ziemi
w rytmie naszych serc
Psiakość
mojemu psu Alti
Nie ma się pożalić
poszczekać nikomu
zatańczyć z radości
pogryźć co nieco
karcony wzrokiem obcych
szukam starych kątów
wolności
na smyczy
z Tobą chcę
biegać pod wiatr
smakować życie
rzucane pod nogi
szczekam
na cały ten świat
Metamorfoza
rozsypało się życie
ukryło
w półcieniu
bytu
w ciszy
jestem
muzyką
gram
zatrzymana
w istnieniu
ponad
czasem
Masquerade
I’m leaving my body
the costumes are borrowed
from the changing room of life
my face belongs to a foreign person
for the moment
someone’s invisible hand
removes my life
as a used prop
I’m leaving
to start playing
in the new mask
Van Gogh’s Ear
The space is blurred
I see men in the fur of red birds
yellow clocks wearing hats
are sitting at the table
mirrors are laughing at me
things are ticking
in the echo of chaos
I spread
burning wings
suspended
in doubled dimensions
the sea of colours
is shaping sadness
I feel so lonely
in my locked reality




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












