Lifestyle, Polska, Sport, Świat

Biało-Czerwoni obronili mistrzostwo Europy! Jedziemy na Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles 2028

Kiedy wczorajszego wieczoru siatkarska reprezentacja Polski zamknęła w Mediolanie finałowy bój z Francją, w moim sercu, i z pewnością w sercach wszystkich rodaków na całym świecie, zapanowała czysta, niczym niezmącona radość i duma. Nasza kadra po raz kolejny udowodniła, że nie ma sobie równych na Starym Kontynencie. Wygrana 3:1 (31:29, 25:19, 20:25, 25:16) to coś więcej niż tylko obrona tytułu wywalczonego w poprzednim czempionacie. To przepustka na Letnie Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku i kolejny dowód na to, że polska siatkówka to absolutny fenomen globalny.

Reprezentacja Polski w piłce siatkowej – Mistrzowie Europy 2026 Fot. pzps.pl

Droga na szczyt – od bojów w grupie po twardy półfinał

Tegoroczna mistrzowska ścieżka wcale nie była usłana różami (choć w grupie szło dość gładko). Podopieczni trenera Nikoli Grbicia musieli włożyć mnóstwo zdrowia, potu i taktycznego sprytu, by przebrnąć przez kolejne sita turnieju. Każdy mecz niósł ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, wymagając od naszej drużyny żelaznej dyscypliny i konsekwencji.

W półfinale przyszło nam się mierzyć z niezwykle trudną, niewygodnie grającą Słowenią, czyli naszym „odwiecznym” i niezwykle wymagającym rywalem na europejskich parkietach. Starcie to zakończyło się naszym zwycięstwem 3:0, choć na parkiecie trwała twarda, fizyczna walka o każdą piłkę. Jak celnie zauważył po tym spotkaniu wybitny przedstawiciel polskiego siatkarskiego środowiska, Włodzimierz Sadalski (mistrz świata z Meksyku 1974 i olimpijski z Montrealu 1976 oraz… trener reprezentacji Finlandii 1987–1992), może nie był to najpiękniejszy mecz w naszym wykonaniu, ale umiejętność wygrywania z trudnych sytuacji i zachowania chłodnej głowy to cecha absolutnie wielkich zespołów.

Z kolei Trójkolorowi – nasi rywale w wielkim finale – zameldowali się w nim po odprawieniu rewelacji turnieju, Finlandii (która wcześniej sprawiła mnóstwo sensacji, wygrywając m.in. z Włochami, a w meczu o brąz pewnie pokonała Słowenię 3:0). Scena w Mediolanie była więc przygotowana pod absolutny, siatkarski hit.

Przebieg finałowej batalii: Emocje od pierwszej do ostatniej piłki

Pojedynek o złoto od pierwszego gwizdka trzymał w napięciu, które mogłoby zasilić małe miasto. Pierwszy set to był prawdziwy siatkarski dreszczowiec i bezkompromisowa wymiana ciosów. Wynik oscylował wokół remisu, a w końcówce to Francuzi mieli w rękach piłki setowe. Polscy siatkarze pokazali jednak gen zwycięzców i odwrócili losy tej dramatycznej partii. Wygraliśmy na przewagi 31:29, głównie dzięki świetnej grze w bloku i kapitalnym asom serwisowym Wilfredo Leona.

 

Druga odsłona to już był absolutny koncert Biało-Czerwonych. Trener Grbić poukładał klocki idealnie, a nasz zespół błyskawicznie odskoczył rywalom (4:1, 13:5), w kulminacyjnym momencie prowadząc różnicą aż dziesięciu punktów (17:7). Francuzi byli bezradni wobec naszej precyzji w każdym elemencie. Świetne zawody w środku siatki rozgrywał m.in. Bartłomiej Lemański, który w dwóch pierwszych setach zapisał na swoim koncie aż 10 punktów, w tym kluczowe bloki paraliżujące poczynania rywali.

Trzeci set przyniósł chwilowe rozluźnienie i przebudzenie Trójkolorowych. Wykorzystali oni moment naszej dekoncentracji, dyktując warunki i pewnie zwyciężając 25:20. Jak się jednak okazało, był to tylko krótki przestój w doskonale naoliwionej maszynie.

Czwarta partia nie pozostawiła już żadnych złudzeń. Po krótkim, wyrównanym fragmencie na początku, Polacy wrzucili wyższy bieg. Przewaga rosła z każdą akcją, a kropkę nad „i” postawiono w kapitalnym stylu, zamykając set wynikiem 25:16 i całe spotkanie 3:1.

Złote fundamenty i polskie serca na parkiecie

Warto przypomnieć, jak długą i krętą drogę przeszła polska siatkówka na przestrzeni dziesięcioleci. Od legendarnych złotych drużyn Huberta Jerzego Wagnera, przez lata chude, aż po współczesną, trwającą do dziś hegemonię na świecie. Nasza reprezentacja stała się symbolem waleczności, niezłomności, profesjonalizmu i narodowej dumy.

Nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie wspomniał o zawodnikach mojego ulubionego klubu – Aluronu CMC Warty Zawiercie – którzy wnieśli do tej reprezentacji gigantyczną jakość i bez których trudno wyobrazić sobie ten złoty sukces. Bartłomiej Bołądź, Tomasz Fornal oraz Jakub Popiwczak zagrali w tym turnieju kluczowe role. Niezłomna obrona libero Jakuba Popiwczaka, siła ognia Bartłomieja Bołądzia i charyzma Tomasza Fornala to wizytówka nie tylko Zawiercia, ale całego polskiego sportu.

Złoty medal mistrzostw Europy w Mediolanie to kolejny piękny rozdział w historii naszej siatkówki. Daje nam radość, dumę i wspaniałą perspektywę przed igrzyskami w Los Angeles.

Grzegorz Turski (gpt)

Na podstawie informacji z Polsat Sport 1