Australia i Polonia, Lifestyle, Podróże

Cape York. Wodospady i krokodyle

Już trzy tygodnie minęły od wyjazdu z Sydney – mówię do Ani przy porannej kawie. Tak mało mamy czasu na odpoczynek. Codzienne rozbijanie namiotów, poranne ich składanie i wyjazd do kolejnego miejsca. Jedziemy trasą Old Telegraph Track: wyboje, nierówności, rzeki i wszechobecna czerwień. Właściwie wszystko, czego dotykamy, jest czerwone. Wielka torba zawieszona na kole zapasowym już dawno zapomniała, że kiedyś była czarna. Cokolwiek z niej wyciągamy, obsypane jest rdzawym pyłem, który natychmiast barwi dłonie na ten sam kolor. Czerwona ziemia wgryza się we wszystko, jakby chciała zademonstrować, że jesteśmy na jej terenie. To ona tu rządzi.

Trudna droga do Ellis Falls

Zatrzymujemy się na moście. Jego intensywna barwa wygląda spektakularnie na tle zieleni drzew i błękitu nieba. W dole rzeka, przez którą przeprawiają się samochody. Podczas przejazdu Piotr gubi przednią tablicę rejestracyjną. To już druga, którą pochłania woda. Pierwszą zgubili wczoraj Sally i Mark. Dojeżdżamy do ostatniego z czterdziestu radarów z czasów II wojny światowej. Na pamiątkowej tablicy widnieje dedykacja dla tych, którzy służyli w RAAF Radar Station No. 52 od marca 1943 do września 1945 roku. W drodze powrotnej, na brzegu rzeki, Mark znajduje tablicę Piotra. Nie skończy ona jednak na słupie z zagubionymi rejestracjami.

Fruit Bat Falls

Tego dnia lunch jemy w Heathlands National Park, na parkingu przy Fruit Bat Falls. „To specjalne miejsce spotkań rdzennych właścicieli tej ziemi. Zapraszamy cię i prosimy – uszanuj je. Jest dla nas bardzo ważne” – głosi tablica przy ścieżce prowadzącej do wodospadów. Tuż obok ostrzeżenie przed krokodylami. Podchodzimy bliżej. Skały, przezroczysta, rwąca woda, z której wystają głowy kąpiących się turystów. Wchodzimy i my, rozkoszując się pierwszą kąpielą w naturalnym akwenie. Jest bosko! Pytam Marka, po co te ostrzeżenia, skoro wszyscy się kąpią. Kiedyś, podczas powodzi, ktoś zobaczył tu krokodyla. Rząd musiał postawić znak. „Wkurza mnie to” – dodaje – „bo może doprowadzić do ignorowania ostrzeżeń w miejscach, gdzie naprawdę są potrzebne”.

Pitchers to unikalne, mięsożerne dzbaneczniki z rodzaju Nepenthes

W drodze powrotnej podziwiamy niezwykłe rośliny. Pitchers to unikalne, mięsożerne dzbaneczniki z rodzaju Nepenthes, rodzime dla dalekiej północy Półwyspu Cape York. Wytwarzają duże dzbanki, rosnące przy ziemi lub wsparte na innych roślinach, służące do chwytania owadów. Niektóre wyróżniają się ogromnymi, masywnymi pułapkami, inne mają sztywne liście i spiralnie skręcone wąsy czepne. Są tak oryginalne, że nie mogę przestać ich fotografować.

Niestety ruszamy dalej – do Elliot Falls. To cudowne miejsce kempingowe znajduje się w środku lasu, między rwącymi strumieniami Canal i Elliot oraz dwoma malowniczymi wodospadami: Elliot i Twin. Aby tu dotrzeć, przekraczamy trudny, miejscami głęboki potok Scrubby Creek. Nasze samochody dostają dodatkową kąpiel. Tak jak i my.

Ellis Falls

Po rozbiciu namiotów przebieramy się w stroje kąpielowe i ruszamy w stronę wodospadu Elliot. Droga przez busz wprowadza element tajemnicy: gęsta roślinność, nieznane odgłosy, wąska ścieżka prowadząca ku wodzie. Nagle przed nami otwiera się spektakularny widok z akompaniamentem szumu spadającej wody. Zrzucamy ubrania, wchodzimy do krystalicznego basenu i stajemy się częścią tego niezwykłego widowiska. Pływamy, wchodzimy pod kaskady, oddajemy się naturalnemu spa. Tylko czasem rozglądam się niespokojnie – czy aby na pewno nie ma tu krokodyli?

Teks i zdjęcia Ela Chylewska