Pominięcie Dariusza Dziurzyńskiego w narracjach o polskiej poezji przełomu XXI wieku nie jest jedynie krytycznym przeoczeniem, lecz aktem formującym — negatywną definicją awangardy, zbudowaną na wykluczeniu precyzji, postimpresjonistycznej wrażliwości i heroizmu warsztatu. Ten esej jest próbą nazwania jednego z ciężkich grzechów zaniedbania współczesnej krytyki literackiej – pisze prof. Karol Samsel.

Dariusz Dziurzyński jest poetą, tłumaczem i wykładowcą uniwersyteckim, od lat konsekwentnie obecnym na obrzeżach głównego nurtu polskiej krytyki literackiej. Debiutował w połowie lat dziewięćdziesiątych, publikując wiersze m.in. na łamach „Powściągliwości i Pracy”, „Frazy” i „Toposu”, a jego książkowy debiut Epitafia ukazał się w 2001 roku. Kolejne tomy takie jak Metrum, Symultana oraz Epitafia. Remake budowały spójny projekt poetycki, oparty na rygorze formalnym i wyczuleniu na językowy detal. Równolegle Dziurzyński prowadził intensywną działalność translatorską i krytyczną, współtworząc m.in. dwujęzyczny tom przekładów poezji Borisa Viana oraz publikując eseje, recenzje i przekłady w najważniejszych pismach literackich. Jest laureatem licznych nagród poetyckich, na co dzień zaś pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zajmuje się edytorstwem, teorią przekładu i historią literatury.
Jego twórczość jednak jest konsekwentnie przez krytyków literackich pomijana, a to uważam za jeden z ważniejszych gestów autodestrukcyjnych, autorewolucyjnych i – siłą rzeczy, autodefiniujących (negatywnie autodefiniujących poezję) w łonie polskiej literatury zarówno lat 2000., jak i 2010-ych. Przemilczenie to było istotne, ażeby uczynić awangardę wyrazistą, jednostronnie autonomiczną, czy – jak powiedzieliby czytelnicy Dziurzyńskiemu niechętni – wolną od „usług” poezji czystej. Ale – co istotniejsze – jaką „poezję czystą” Dziurzyński uprawiał, jeżeli nie został przyjęty do grona wtajemniczonych, literackich hermetystów? „Hermetyzm swój mamy”, przecież, „sekty swoje mamy” – choć z drugiej strony, Dariusz Dziurzyński debiutował w okolicznościach szczególnych – takich, w których również nie znajdował swojego miejsca ani w literaturze, ani w nauce Krzysztof Rutkowski, autor – Zabijania Adama w Kole Sprawy Bożej i propagator autorskiej oryginalnej interpretacji – towianizmu. Miało to miejsce nieco wcześniej niż debiut Dziurzyńskiego, bo Zabijanie… Rutkowski wydał w 1992 roku, Dziurzyński zaś zadebiutował w 2001 roku tomikiem pt. Epitafia, Metrum przyszło w 2005 roku, Symultana – w 2010, z kolei Epitafia – remake – w 2013 roku, w końcu Poliptyk. Wiersze w roku 2016. Łatwo było jego postparnasistowską twórczość w latach zerowych XXI wieku zignorował – ignorancja ta była warunkiem koniecznym, by jak uważam – w latach 2020. uprawiać awangardę bez poetyckiego postimpresjonizmu Dziurzyńskiego. Literatura pełna przecież jest podobnych zbrodni – może więc czas na wielką oczyszczających spowiedź – wszystkich – bo wszyscy byliśmy przeciw wszystkimi…
Jakim prawem
wstępujesz w progi tego zamku?
Dlaczego chodzisz
po piersiach mojej ziemi?
Ja zdobyłem Anglię,
ty bilet powrotny na święta.
Ja zakładałem opactwa,
ty rozdziały w podręcznikach.
Ja podpisywałem traktaty,
ty formularze o pracę.
Czy dlatego jesteś eunuchem,
że nie pochodzisz
z rodu Zdobywców?
Czy, że wyrzekłeś się łona historii?
Gdzie twój namiestnik?
Gdzie twoja katedra?
Gdzie twoja moneta?
W jakich kronikach
zapisana twoja krew?
Ty
Ty
Może zacznijmy tu od problemów samej egzystencjalności warsztatu – obcujemy z osobowością warsztatową, dla niego idea życiopisania w pełni wyraża się w życiorzemiośle (rzemiosło świadczy o życiu i jego jakości, nie konkretne tematy i motywy tego czy innego pisma). Nie jest tak, że postawy pisarskie Dziurzyńskiego nie mogły Polaków interesować. Jednak to, za czym optował on, było wyzwaniem detalicznym, tropieniem najgłębszych i najtrudniejszych do zauważenia śladów możliwości (postparnasizmu, postimpresjonizmu – cyzelomanii, monostylu, monostylistyczności) „w śniegu”. Za czym uganiali się Polacy w latach dzesiątych, jeżeli tak bardzo nie chcieli przyjąć do wiadomości – „detali Dariusza Dziurzyńskiego”? Cóż, za Wittgensteinem i jego koncepcją języka – ona służyła produkcji „czystej poezji”, którą chcieli nazywać awangardą… Rozczytywali się także w Mallarmém, którego objaśniał Polakom Piotr Śniedziewski. W międzyczasie: Dariusz Dziurzyński – z Alicją Ślusarską – tłumaczyli na język polski wiersze Borisa Viana.
Był rok 2010. Dariusz Dziurzyński wydawał W hołdzie płetwom. Wybór wierszy / À nageoires. Choix de poèmes. Potem był rok 2012… Rafał Kwiatkowski wydawał swój debiut, pt. Twarde „O”… A najwcześniej był rok 2008 i Piotr Śniedziewski wydawał książkę pt. Mallarmé – Norwid. Milczenie i poetycki modernizm we Francji, całe światło tak często ograniczonej (ale też i ograniczanej, z zewnątrz), niestety, polskiej uwagi, puszczając na Stéphane’a Mallarmégo. Może Dziurzyńskiego pracy nad polską wersją językowego preciosité nie dopuściliśmy do głosu ze względu na obecną – po dziś dzień – karpowiczomanię czy kult Tymoteusza Karpowicza. Spróbujmy śmielej powiedzieć – wieloryb polskiej karpowiczomanii połknął, „pożarł” Jonasza polskiego postimpresjonizmu – w poezji? Jak dzisiaj – po Dariuszu Dziurzyńskim, który zamilkł, mówić o postimpresjonistycznych możliwościach polskiej awangardy – pola o brzegach – ujmę to brutalnie – „»zaostrzonych« Karpowiczem czy karpowiczowskim stylem »do krwi«”.
Karpowicz czy Dziurzyński? Potrzebny jest jeden i drugi… Nie pozwólmy sobie wmówić, że potrzebny jest tylko raniący do krwi Karpowicz, bowiem Dziurzyński jest bezkrwisty. Dziurzyński nie jest bezkrwisty, uprawia raczej – zatrzymywany w jakże trudnych warunkach polskich, a trudniejszych, moim zdaniem, nie można sobie wyobrazić (poza rosyskimi) – swoiste, bardzo polskie sans peur et reproche, „heroizm bez darcia kulis”, „heroizm precyzyjności”, bo – cyrkiel nie może udawać noża, cyrkla nie wolno stosować do oprawiania zwierzyny – architekt nie może być rzeźnikiem (marzenia o rzeczach tak sprzecznych jak cyrkiel myśliwego, są myślami wynaturzonymi). Warto zapewne na tę okoliczność przypomnieć interesujący autotematyczny wiersz poety, pochodzący z Metrum, pt. Wilhelm Zdobywca do Dariusza Dziurzyńskiego:
Na koniec odczytajmy, proszę, ten wiersz w specyficznym dla niego – na pewno – świetle Poetyki w świetle językoznawstwa Romana Jakobsona. Jakobsonowski schemat wypowiedzi pojmowanej jako komunikat – a taki jest utwór tekstowy – jest też informacją skupioną na dziele, komunikacie literackim – liczą się nie tyko nadawca, odbiorca, ale też kontekst, kanał i kod – odpowiadają za niego kolejno funkcje: poznawcza, fatyczna oraz metajęzykowa. Dziurzyński zawsze dba o wszystko – o pełnofunkcjonalność utworu, czy pełnofunkcjonalny – ująłbym – wobec utworu porządek. W wierszu, który zacytowałem w całości wyżej, to przecież wiedza metajęzykowa pozwala nam się zorientować, w tym kim jesteśmy, według Dziurzyńskiego… Należymy do Wilhelma Zdobywcy, a to, co jest nam dawane, nie jest zwykłym zwrotem do adresata. Nie jest też ostentacyjną romantyczną – parabazą. Sprawą naszego „świadomienia się” w wierszu rozgrywa się gdzieś „pomiędzy”, właśnie to wymiar postimpresjonizmu, najdoskonalszy do wyrażania niewyrażalnego – to zarazem lekcja artykulacyjna, którą Polacy – po niezliczonych karpowiczowskich, a także pokarpowiczowskich „szczepionkach” – powinni przyjąć jak najszybciej.
Karol Samsel
Źródło: DlaPolonii



USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












