Felieton, Lifestyle, Polska

Historia „ubrań naszych dusz”

Za nami pierwszy dzień astronomicznej wiosny – 20 marca – z tej okazji specjalny tekst. Postanowiłam w kilku słowach przeprowadzić i odbyć fascynującą podróż po ścieżce zapachów – historii ubierających nas i naszą duszę perfum!

 Nazwa „perfumy” wywodzi się z języka łacińskiego „per fumum” znacząc w dosłownym tłumaczeniu „przez dym”. Miejscem narodzin tych wyjątkowych „ubrań duszy” jest Bliski Wschód.

Wiemy z pewnością, że wonności niezwykle ceniono już w starożytnym Egipcie. Pierwsze kompozycje zapachowe – wonne olejki, balsamy, kremy oraz palone kadzidła pojawiły się ok. 2 tys. p.n.e. W ojczyźnie faraonów odgrywały znaczącą rolę, czasem nawet jako swego rodzaju sakrum podczas rytuałów religijnych np. namaszczając ciała zmarłych przed pogrzebem lub ofiarując bóstwom wierząc w ich magiczną moc.

Nad Nilem kompozycją zapachów zajmowali się kapłani. Panowało tam przekonanie, że receptury przekazywał sam bóg mądrości Toth. Produkcja pachnideł była kosztowna i żmudna – bardziej wiązano ją z medycyną niż kosmetyką. Składniki najczęściej uzyskiwano z wyciskanych płatków kwiatów. Stanowiły one wyznacznik luksusu, bogactwa i władzy, dlatego korzystały z nich wyłącznie ówczesne „elity” – faraon i dworzanie.

Na „szersze wody” perfumy wypłynęły dzięki starożytnym Grekom. W ich odczuciu piękno zapachu pochodziło od bóstw, które w swej dobroci podzieliło się tym wspaniałym darem z ludźmi. Jako pierwsza, pachnideł miała używać Afrodyta – grecka bogini miłości, narodzona z piany morskiej nad brzegiem Cypru. Sekretny przepis na wykonanie perfum miała przekazać bóstwu jedna z Nimf.

Wonności początkowo wykorzystywano w łaźniach publicznych, do kąpieli oraz przed spożywaniem posiłków wierząc, że posiadają tajemne moce lecznicze i ochronne. W starożytnym Egipcie, ojczyźnie faraonów, skrapiano perfumami zmarłych.

W innej części naszego globu – w Chinach, gdzie perfumy również zdążyły się już wtedy zadomowić, saszetki z pachnącym proszkiem wkładano do pościeli oraz palono kadzidła. Zapachów używano też jako lekarstwo na kaca – gospodarze po przyjęciach rozdawali gościom nasączone olejkiem jaśminowym kawałeczki papieru.

Wszelkiego rodzaju pachnidła zdobyły też – a jakże! – Imperium Rzymskie. Wytwarzane pod różnymi postaciami pachnidła były łatwo dostępne dla Rzymian. Podczas zgromadzeń, przedstawień teatralnych i igrzysk – fontanny rozpylały w powietrzu perfumowaną wodę. Dużą popularnością cieszył się szafran, a cesarz Neron miał upodobać sobie zapach róż. W Imperium wierzono w leczniczą moc zapachów, a twórcy perfum mieli wysoki status społeczny.

Rozwój perfum zahamowały pierwsze lata chrześcijaństwa. Wonności zyskały wtedy złą sławę, jako zbyt zmysłowe, a więc grzeszne. Ale jako, że życie nie znosi próżni tę gałąź przemysłu (i niezłego biznesu!) przejął świat muzułmański.

Arabowie okazali się również prawdziwymi mistrzami w fachu komponując zapachy, usprawniając destylację i filtrację wynieśli produkcję perfum na wyżyny. Ciekawe jest to, że w dużym stopniu zawdzięczamy to… naukom Koranu! – gdzie zaleca się używanie wszelkich wonności zarówno w praktykach religijnych, jak i świeckich, gdyż mają one moc oczyszczającą. Woda różana, bardzo popularna na Bliskim Wschodzie, stała się pierwszym prawdziwym perfum w nowożytności.

W pachnidłach lubowali się, także Izraelczycy. Królowa Saba miała podobno rozkazać królowi Salomonowi, aby je przysłał, a mędrcy ze wschodu podarowali nowo narodzonemu Chrystusowi: złoto, kadzidło i mirrę.

Mało kto jednak wie, iż odrodzenie się w XII-wiecznej Europie produkcji perfum stanowi zasługę nie dworów królewskich, lecz… Krzyżaków. To właśnie członkowie Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie podczas krucjat pachnącymi substancjami spryskiwali zamki (zwłaszcza podłogi) i różańce. Owe zabiegi nie miały najmniejszego związku z estetyką – przeważył zdrowy rozsądek, by w ten sposób dbać o higienę, dlatego kąpano się również w wodzie z olejkami kwiatowymi i namaszczano nimi ciało.

Rozkwit popularności perfum nastąpił w okresie Renesansu (wieki: XV i XVI), a zadbały o to ponownie Włochy. Wenecja stała się miejscem narodzin flakoników ze szkła dmuchanego. To też ona, a następnie Florencja, zostały perfumeryjną potęgą Europy. Do Wenecji, z Dalekiego Wschodu, przypływały statkami drogie przeznaczone do ich produkcji składniki.

W XIV wieku powstała też woda stworzona na bazie alkoholu, nazywana Eau de Regine de Hongarie – „Wodą Królowej Węgier” – Elżbiety. W XVI wieku Katarzyna Medycejska poślubiwszy francuskiego króla Henryka II zabrała wraz z sobą do nowej ojczyzny prywatnych kompozytorów zapachów. Kreatorzy nie mogąc sprowadzać ani znaleźć toskańskich kwiatów i ziół, weny poszukiwali w innych miejscach. We Francji znaleźli Grasse, miasto płożone na północ od Francuskiej Riwiery słynne z upraw jaśminu, róż i pomarańczy – po dziś dzień uznawane za stolicę przemysłu perfumeryjnego.

Wiek XVII i XVIII to złoty okres perfumerii nad Loarą. W 1656 roku powstała gildia producentów perfum, a Wersal Ludwika XV zyskał sławę jako „perfumowany dwór”. Stało się to przez wzgląd na zapachy, które codziennie stosowano nie tylko do higieny osobistej, ale spryskiwano też nimi odzież i meble. W 1724 r. Paryż stał się komercyjnym odpowiednikiem Grasse i centrum produkcji perfum.

Historia jednak lubi się powtarzać. Rozwój perfumerii ponownie został zatrzymany, a one same kolejny raz owiano złą sławą jako zbyt ekstrawaganckie. Stało się to za sprawą Wielkiej Rewolucji Francuskiej (1789–1799).

Na szczęście przerwa w masowej produkcji perfum nie trwała długo, a sytuację odmienił cesarz Napoleon Bonaparte. Zapanowała też wtedy moda na delikatne, świeże kompozycje, które podbiły serca klientów. Niestety, na ich powszechność i dostępność dla każdego trzeba było jeszcze odrobinę zaczekać.

Dopiero w XX wieku, dokładnie w 1928 roku Pierre Francois Pascal Geurlain otworzył w Paryżu firmę zajmującą się produkcją wonności – dla swoich klientów tworzył zapachy na zamówienie. Perfum używano wtedy, także do zwilżania chusteczek, ubrań, a nawet pantofli.

Prawdziwą rewolucję w przemyśle perfumeryjnym wywołało wynalezienie sztucznych substancji zapachowych, a co się z tym wiąże spadkiem cen produkcji, gdyż naturalne preparaty były horrendalnie drogie. Rozpoczęto proces tworzenia dowolnych, niczym – poza wyobraźnią twórców – nieograniczonych kompozycji zapachowych.

Ponadto producenci pachnideł zwrócili uwagę na ich prezentację. Zaczęto projektować piękne opakowania, by przyciągały oko klienta i zachęcały do zakupu.  Producent perfum Francois Coty nawiązał współpracę z Rene Lalique, jubilerem i artystą tworzącym w szkle.

Kunszt wykonania, wyrafinowane i finezyjne kształty, flakoników sprawiły, że w krótkim czasie i tutaj osiągnięto mistrzostwo. Opakowania kryjące „zaklęte zapachy” zaczęto uważać za swego rodzaju sztukę.

I nie zmieniło się to wcale pomimo upływu lat. Po dziś dzień te arcydzieła, gdyż w wielu przypadkach chyba tak właśnie powinniśmy o nich mówić, powodują, że wyciągamy portfele i płacimy za nie, często niebagatelne ceny! 

Przemysł perfumeryjny dość szybko stał się jedną z wiodących gałęzi świata mody. 

Interesujące jest to, że perfumy do II wojny światowej produkowano głównie dla kobiet. Dla mężczyzn, głównie perfumowane wody po goleniu pojawiły się w sprzedaży w połowie XX wieku.

Dzisiaj chyba nikt z nas nie umiałby sobie wyobrazić życia, otaczającego nas świata bez perfum. Oferowane przez producentów zapachy zdobywają nas na każdym kroku. Stały się wyznacznikiem gustu, klasy, luksusu stały się też dla wielu osób niezbędnymi atrybutami mody. Zmieniające się upodobania i rozwój chemii dały producentom perfum niemal nieograniczone możliwości w kreowaniu nowych zapachów, a to pozwala na tworzenie trendów mody przez stosowanie coraz wymyślniejszych metod marketingu.

Tekst i zdjęcia Anna Hudyka