Lifestyle, Polska, Sport

Lanisek wygrał konkurs, ale to nie on był dziś w centrum. Zakopane pożegnało Kamila Stocha

Niedzielny konkurs indywidualny Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi w Zakopanem zapisze się w historii nie tylko wynikami sportowymi. Oczywiście zwycięzcą został Anze Lanisek, były dalekie skoki, zmienne warunki i przetasowania w klasyfikacji, ale tego dnia liczby nie miały pierwszeństwa. Najważniejsze było to, co działo się wokół skoczni – na trybunach, na rozbiegu i po ostatnim skoku Kamila Stocha, który po raz ostatni rywalizował w Pucharze Świata w Zakopanem.

Ostatni skok Kamila Stocha na Wielkiej Krokwi Fot. Łukasz Szeląg

Zawody z trybun obserwował prezydent Polski Karol Nawrocki, a atmosfera od samego rana była inna niż zwykle. Czuło się, że to nie będzie „zwykły” konkurs. Jeszcze przed startem, rozmawiając z komentatorami Eurosportu Igorem Błachutem i Michałem Korościelem, poruszyliśmy temat możliwego scenariusza rywalizacji.

Podczas konkursu śnieg nieodpuszczał Fot. Grzegorz Turski

Igor powiedział wprost, że spodziewa się konkursu kompletnie nieprzewidywalnego – z jednej strony przez warunki, z drugiej przez ogromne emocje związane z pożegnaniem Stocha. Trudno było się z nim nie zgodzić. I dokładnie tak się stało.

Pierwsza seria: dalekie skoki i ciasna czołówka

Już pierwsza seria pokazała, że walka o podium będzie bardzo wyrównana. Na prowadzenie wysunął się Jan Hoerl, który oddał kapitalny skok na 144,5 metra i objął prowadzenie po półmetku rywalizacji. Tuż za nim plasował się Anze Lanisek, który wylądował na 138. metrze, a trzecie miejsce zajmował Manuel Fettner po próbie na 135,5 metra. Różnice punktowe były niewielkie i zapowiadały nerwowy finał.

Z Polaków najlepiej zaprezentował się Kacper Tomasiak. Jego skok na 126,5 metra nie był efektowny, ale był bardzo solidny technicznie. Dał mu realne miejsce w środku stawki i szansę na atak w drugiej serii. Paweł Wąsek uzyskał 129 metrów, co na tamtym etapie wyglądało obiecująco, choć było widać, że przy tak wyrównanym konkursie margines błędu jest minimalny. Maciej Kot skoczył 124,5 metra, a Dawid Kubacki – 122,5 metra, co w jego przypadku potwierdziło, że obecnie nie jest w najwyższej dyspozycji.

Najtrudniejszy moment nadszedł jednak przy skoku Kamila Stocha. 119,5 metra nie dało mu awansu do serii finałowej. Wynik sportowy w jednej chwili przestał mieć znaczenie, bo cała uwaga skupiła się na tym, co działo się po lądowaniu.

Druga seria: spokój Laniska dał zwycięstwo

Finałowa seria była prawdziwym testem odporności psychicznej. Warunki stały się jeszcze trudniejsze, a presja rosła z każdym kolejnym skokiem. Najlepiej poradził sobie Anze Lanisek. Skok na 137 metrów był bardzo czysty technicznie i pozwolił mu zgromadzić 278,1 punktu, co dało zwycięstwo w Zakopanem – pierwsze indywidualne w Pucharze Świata od kilku tygodni.

Anze Lanisek (1.), Jan Hoerl (2.) i Manuel Fettner (3.) na podium niedzielnego konkursu Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi w Zakopanem Fot. Łukasz Szeląg

Jan Hoerl w drugiej serii uzyskał 135,5 metra, co wystarczyło do utrzymania drugiego miejsca, a Manuel Fettner skokiem na 135 metrów przypieczętował trzecią pozycję na podium – dla niego było to jedno z najważniejszych podium ostatnich lat.

Polacy: solidność bez przełomu

Kacper Tomasiak w drugiej serii skoczył 121 metrów i zakończył konkurs na 11. miejscu. To wynik, który nie jest sensacją, ale też nie jest przypadkiem. Wciąż podtrzymuję swoją opinię: na Tomasiaka przyjdzie jeszcze czas. To zawodnik, który rozwija się spokojnie, bez medialnej presji, i ma cechy, których nie da się wytrenować w jeden sezon.

Maciej Kot zajął 18. miejsce po skokach na 124,5 i 127,5 metra, Paweł Wąsek uplasował się na 23. pozycji (129 i 109,5 m). Dawid Kubacki zakończył rywalizację na 36. miejscu, a Kamil Stoch – na 42.

Pożegnanie, które zatrzymało Zakopane

Pożegnanie Kamila Stocha było czymś znacznie większym niż sportowy epilog kariery. Emocje udzieliły się wszystkim – od samego Kamila, przez innych zawodników, kibiców, działaczy, aż po dziennikarzy. Owacja po jego skoku trwała dłużej niż niejeden konkurs. Wielka Krokiew na moment ucichła, a potem wybuchła oklaskami, które nie miały nic wspólnego z oceną odległości.

Kamil Stoch żegna się z Wielka Krokwią i kibicami Fot. Łukasz Szeląg

Symboliczny był również gest zwycięzcy. Anze Lanisek po konkursie podkreślił, że dedykuje swoje zwycięstwo właśnie Stochowi, nazywając go królem Zakopanego. Trudno było o lepszą puentę tego dnia. I jeszcze hymn Polski zaśpiewany dla Kamila przez tysiące zgromadzonych na Wielkiej Krokwi kibiców.

– Długo się zastanawiałem, co wam powiedzieć. Nie ma takich słów, które wyraziłyby moją wdzięczność za te wszystkie godziny, które tu spędziliście, za ten mróz, na którym staliście, energię, którą wkładaliście w każdy okrzyk, każde słowo, każdy doping. Za to wszystko wam serdecznie dziękuję. Z całego serca. I mam nadzieję, że takich chwil, tych najpiękniejszych, z Mazurkiem Dąbrowskiego, spędzicie tu jeszcze mnóstwo. Z całego serca wam tego życzę – powiedział łamiącym się głosem Kamil Stoch.

Kibice trwali pomimo śnieżycy Fot. Grzegorz Turski

Nie było dziś powtórki z historii w sportowym sensie. Nie było triumfu Polaka ani bajkowego zakończenia kariery. Było jednak coś ważniejszego – szacunek i świadomość, że kończy się pewna epoka. A ja, patrząc na to wszystko, wychodzę z prostego założenia: „umarł król, niech żyje król”. Skoki narciarskie w Polsce znów stoją przed nowym rozdziałem. I ten rozdział właśnie się zaczyna.

Grzegorz Turski