Są w życiu spotkania, które zaczynają się od cichego zbiegu okoliczności, by z czasem stać się osią całego rytmu dnia, tygodnia i roku. Dla Ewy Felskiej wszystko zaczęło się w 2014 roku.

Przypadek i pierwsze ścieżki
Wtedy to przy Uniwersytecie Trzeciego Wieku działała sekcja turystyczna pod wodzą Michała Romanowskiego – człowieka z niezwykłym nosem do wyszukiwania krajoznawczych perełek. Grupa nosiła miano „Trump”. Pierwszym wspólnym wyjazdem Ewy była wyprawa na Białoruś i Litwę. Potem kilometry zaczęły przyrastać błyskawicznie: Północna i Południowa Wielkopolska, Stolice Naddunajskie, gorący Półwysep Iberyjski, Karlowarski Kraj, Szwajcaria Saksońska, dostojny Petersburg…

Dziewięć lat temu z tej zżytej paczki znajomych narodził się „Wędrowiec”. Z czasem, gdy zdrowie Michała wymagało odciążenia, to na barki Ewy spadła organizacja wszystkich wyjazdówek. Grupa stała się czymś więcej niż kołem wycieczkowym – stała się żywym organizmem. Co piątek ruszają na spacery po Szczecinie lub wsiadają w pociąg do Świnoujścia czy Wolina. Podczas lokalnych wypraw każdy z członków grupy ma okazję wejść w rolę przewodnika: sam opracowuje trasę i dzieli się wiedzą. A gdy zbierze się spora gromadka, zgłaszają w nadleśnictwie legalne ognisko, by przy ogniu dzielić się historiami. Jednak największa magia zaczyna się po powrocie. Wtedy Ewa zamienia się w redaktorkę i graficzkę, dając tym chwilom drugie życie.
Wszystko zaczęło się od malarki i blaknących zdjęć
Pomysł na tworzenie książkowych albumów nie zrodził się z podróży, lecz z potrzeby serca i szacunku do ulotnej pamięci.
Pierwszą wielką pracą Ewy był album dedykowany siostrze jej mamy – malarce specjalizującej się w pejzażach i martwej naturze. Ewa postanowiła skompletować rozproszone po świecie zdjęcia jej obrazów, wycinki z gazet oraz notatki z wystaw. Po miesiącach żmudnego poukładania materiałów chronologicznie, rok przed śmiercią artystki, wręczyła jej gotową księgę. Wzruszenie autorki obrazało łzami – album był tak doskonały, że po jej śmierci lokalny dom kultury i biblioteka prezentowały jej twórczość, wyświetlając na monitorze kartka po kartce całe dzieło Ewy.
Drugim impulsem były rodzinne fotografie. Przeglądając z kuzynką stare albumy, Ewa zauważyła ze smutkiem, że dawne zdjęcia spłowiały, gubiąc kolory i ostrość. Zeskanowała je więc wszystkie i ułożyła w chronologiczną opowieść: od ślubu rodziców, przez własne dzieciństwo, po historię całej rodziny. Dotarła nawet do unikalnych, ponad stuletnich kadrów rodowego dworku w Sękowej.
Gdy wyjazdy turystyczne nabrały tempa, Ewa zrozumiała jedno: ludzka pamięć jest zawodna. Po latach nie wiemy już, jaki obiekt widzimy na zdjęciu i w jakiej miejscowości go zrobiono. Tak narodziła się pasja tworzenia albumów podróżniczych, których w jej dorobku jest już około pięćdziesięciu.
Redakcyjny warsztat: Od mapy do kredowego papieru
Praca nad albumem wyjazdowym to przemyślany, rzemieślniczy proces. Ewa nie czeka na powrót do domu – porządkowanie zdjęć zaczyna już w trasie. Zawsze zabiera ze sobą komputer i po każdym dniu zrzuca kadry do folderów z nazwami miejscowości. Dzięki temu wkracza w proces edycji bez chaosu.
Samo projektowanie ma swoje niepisane zasady:
- Okładka z tożsamością: Choć tradycyjni bibliotekarze sugerowali inne układy, Ewa ma własny styl. Na okładce wyznacza trasę wygenerowaną w Google Maps, dodaje wykaz odwiedzonych miejscowości oraz reprezentatywny akcent regionalny (jak tradycyjna wycinanka w albumie z Kurpi). Biorąc księgę do ręki, od razu wiadomo, dokąd prowadzi szlak.
- Autorska makieta: Zamiast gotowych, szablonowych wzorów w programach graficznych (takich jak Pixbook czy Colorland), wybiera czysty arkusz. Sama projektuje układy, nakłada zdjęcia na siebie, nakłada rozmycia tła i tworzy głębię.
- Merytoryczny komentarz: Album to nie tylko galeria. Ewa wplata w zdjęcia opisy miejscowości i zabytków, dzięki czemu powstałe dzieło pełni rolę bogato ilustrowanego przewodnika.
- Trwałość na lata: Do jednego albumu potrafi trafić od 500 do nawet ponad tysiąca kadrów. Drukowane na szlachetnym papierze kredowym, nie tracą barw i nie żółkną jak tradycyjne odbitki.
Dziedzictwo i nowe horyzonty
Każda kraina ma w albumach Ewy własną duszę. Niezwykłe krajobrazy Norwegii z jej lodowcami i wodospadami, baśniowa architektura Petersburga, surowe pejzaże Rumunii czy nostalgiczny album z niedawnego wyjazdu na Kurpie, który zachwycił wszystkich uczestników.

Obecnie na warsztacie redakcyjnym Ewy powstaje nowa publikacja – gotowa jest już jedna trzecia albumu z wyprawy wokół Jeziora Bodeńskiego, łączącego Szwajcarię, Bawarię i Austrię. Na okładce pręży się już charakterystyczny czerwony pociąg na tle tafli wody.

Gdy zapytano ją, co chciałaby przekazać innym, odpowiedź była prosta: „Poleciłabym każdemu, żeby zrobił z rodzinnych zdjęć taki album. Warto zebrać zdjęcia rozproszone po szufladach i pudłach w jedną chronologiczną historię. Wtedy oglądanie własnych wspomnień staje się prawdziwą przyjemnością.”
Dzięki Ewie, grupa „Wędrowiec” nie tylko przemierza świat, ale i zatrzymuje czas – strona po stronie, w pięknych księgach, które przetrwają pokolenia.
Leszek Wątróbski



USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












