Owidiusz – rzymski klasyk, wygnaniec znad Morza Czarnego i… poeta polski? Choć brzmi to jak humanistyczny żart, legenda o Owidiuszu-Polaku przez kilka stuleci funkcjonowała całkiem serio w literaturze i wyobraźni dawnych epok, znajdując swój wyraz także w wybitnych warszawskich cyklach malarskich i reliefowych inspirowanych Metamorfozami.

W XVII i XVIII wieku powstały w Warszawie i jej okolicach cztery wysokiej klasy artystycznej cykle obrazów i reliefów ukazujących mity opowiedziane w Metamorfozach Publiusza Owidiusza Nazo (43 przed Chr.- 18 po Chr.). Jest całkiem prawdopodobne, że popularność tematów owidiańskich w Polsce wiąże się w jakimś stopniu z mało dziś znaną legendą o Owidiuszu jako pierwszym polskim poecie (sic!). Legenda ta narodziła się w epoce Renesansu i pozostawała żywa po XIX wiek.
Legenda o Owidiuszu-Polaku
Legenda o Owidiuszu-Polaku, znana dziś głównie badaczom literatury staropolskiej i filologom klasycznym, daje wyobrażenie o tym, w jak ogromnym stopniu kultura polska zżyła się z klasyczną. Owidiusz naraził się cesarzowi Augustowi swymi nieco frywolnymi utworami poetyckimi i zapewne przez udział w skandalach dworskich. Został skazany na wygnanie do miasta Tomidy [Tomis] nad Morzem Czarnem, w okolicy dzisiejszej Constanzy w Rumuni i tutaj, z dala od Rzymu, wśród Getów i Sarmatów dokonał żywota. Ponieważ w wieku XVI i jeszcze XVII, zachodnie wybrzeża Morza Czarnego, (Ukraina i Wołoszczyzna) należały do Polski, a o dokładnym położeniu Tomidy w ogóle wówczas nie wiedziano, przeto humaniści polscy w swym wielkim entuzjazmie dla rzymskiego poety, przyjęli z radością fakt, iż Owidiusz umarł i pochowany został w Polsce, co było tym aktualniejsze, że wówczas właśnie uczeni i pisarze zachodniej Europy poszukiwali grobu Owidiusza. Wtedy to, w drugiej połowie XVI w., Jeremiasz Wojnowski, autor kilku przekładów pisarzy klasycznych, rozpuścił po Europie wiadomość, że na Ukrainie znalazł ‘prawdziwy grób Owidiusza’ i opublikował rzekomo z niego pochodzący, wiersz nagrobny. Miał następnie pokazywać ten nagrobek podróżnikom-humanistom, m.in. Wawrzyńcowi Müllerowi. W 1585 r. Müller opublikował opis wyprawy pod przewodnictwem Wojnowskiego, której uwieńczeniem miało być ponowne odnalezienie porośniętej trawą płyty nagrobnej z inskrypcją, której polskie tłumaczenie autorstwa Wespazjana Kochowskiego jest następujące:
Tu leży Naso, który dla szpetnego rymu
Od Augusta był wygnan na Czarny Pont z Rzymu.
Często życzył w ojczyźnie kościom swym pogrzebu
W Sarmacji grób zaległ, tak się zdało niebu.
Dzięki Müllerowi i publikacji Seyfrieda Rybischa i Tobiasa Fendta pt. Monumenta sepulcrorum cum epigraphis (1574) wymyślona zapewne przez Wojnowskiego inskrypcja została przekazana potomności i znana jest badaczom tradycji antyku na całym świecie. Wszakże legenda wiążąca Owidiusza z Polską ma swoje źródło w utworach poetyckich znacznie wcześniejszych, bo napisanych w drugiej dekadzie XVI wieku. W czasie przygotowań do małżeństwa Zygmunta I z Boną Sforzą Chryzostom Colonna wymieniając uprzejmości z Andrzejem Krzyckim napisał wiersz zawierający takie słowa:
Słysząc w Wilnie Kameny śpiewające w polach
Pytam je, Włoch zdumiony, jak tu wiódł je los.
„Z wygnanym tu poetą przyszłyśmy – odrzekną –
Płacze Sulmona, że w ziemi Getów jego grób.
Schnąć z żałości przeżyłyśmy tu długie wieki
Od dnia, kiedy zabrała go nam czarna śmierć”.
Więc pytam, czemu teraz pozbyły już smutku.
Na to tak mi odrzeknie słów ich słodki dźwięk:
Teraz my dwór Krzyckiego z radością tworzymy,
Widząc, że w nim Nazona ożył znowu wiersz”.
O wielkiej popularności legendy o Owidiuszu-Polaku świadczą rozmaite utwory literackie. Jeszcze przed końcem XVI wieku Piotr W. Widawski, ofiarowując jednemu z przyjaciół swoją parafrazę Filomeli Owidiusza, pisał:
Owidiusz w ten nasz kraj kiedy był zajechał
Polskiego się języka uczyć nie zaniechał…
Stał się z niego tu Polak; a choć umarł dawno
Jakby się dziś urodził, o nim wszędy sławno.
Jak wiadomo rzymski poeta nie tylko żył i umarł wśród Sarmatów (i Getów), ale, jak sam napisał, nauczył się nawet ich języka; w Tristia (Żalach) tak napisał o swoim smutnym losie: „[…] kiedy gniew obrażonego władcy [Augusta] kazał mi szukać miasta Tomis na lewym brzegu Morza Czarnego. Przyczyna mej zguby nazbyt jest znana wszystkim, nie muszę więc poświadczać jej jeszcze własnym zeznaniem. Po długiej wędrówce dotarłem do ziemi graniczącej z sarmackimi Getami, zbrojnymi w łuki. Tu, gdzie wokół wciąż oręż pobrzękuje, żałosny los pocieszam, jak umiem, pieśnią”.
Legenda o Owidiuszu-Polaku pozostała żywa również w XVIII wieku. W 1756 roku w Poznaniu wystawiano utwór pt. Rozprawa odbyta przed trybunałem Apollina na Parnasie poznańskim, w którym „Apollo przychylając się do pretensji Polski, przywłaszczającej sobie Owidiusza”, wypowiada słowa: „A więc do grona Lechitów zaliczam poetę Nazona”. W niecałe 20 lat później, w liście do Jacka Ogrodzkiego z 27 sierpnia 1775 roku Adam Naruszewicz (17331796)wspominając swoją wizytę na Litwie, napisał: „Zastałem w ich domu kilkunastu urzędników grodzkich i ziemskich całą przy tym rodzinę Kościałkowskich obojga płci, prawie 200 osób, ludzie staroświeckiej cechy, jak dobre stare wino, a prawdziwie jak nasz brat Nazon w księgach Przemian opisuje Filemona i Baucis. Przyjęty byłem z osobliwą dystynkcją: każdy mi się kłaniał, bo wiedział, że ja Królowi memu służę”. Tak więc oto Owidiusz został określony przez wybitnego polihistora nie tylko jako nasz, polski poeta, ale również jako nasz brat. W tonacji pół żartem, pół serio, jeszcze w połowie XIX wieku, pisał o polskiej legendzie owidiańskiej Władysław Syrokomla (1823-1862) w wierszu pt. Owidiusz na Polesiu. Co niezwykle ciekawe niegdyś w tym regionie Polski istniały miejsca i miejscowości, jak Obidowa (Owidowa) Góra i inne jej podobne. Do dziś nad Morzem Czarnym istnieje miejscowość Owidiopol.
Jerzy Miziołek
Źródło: DlaPolonii




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












