Wydarzenia tu opisane to fakty, ich chronologia jest rzeczywista. By nie uprawiać kryptoreklamy, zmieniłem nazwy marek firmowych. Na szczyptę przesady pozwoliłem sobie pod wpływem emocji jedynie przy rozkładaniu akcentów i ubarwień.

Jestem w szczytowej fazie ostrej reemisji psychozy sprzętowej, ale I’m well. No bo jak tu narzekać na tę ni przypadłość, ni dar boży, skoro w rezultacie stałem się szczęśliwym posiadaczem nowiutkiego laptopa, 13-to calowego Typhi 5307 – bez konieczności wydzielenia funduszu na zakup ani go nie ukradłszy. Ale o tym za chwilę osobno.
Syphilipps 14-to calowy, 2 in 1, znanej Firmy, którym się cieszyłem przez ostatnie pół roku – wpierw został pohańbiony, następnie odesłany tam, skąd przybył.
Firma troszczy się o sprzedany sprzęt dostarczając częstych softwarowych aktualizacji, a ja lubię bawić się w te klocki, więc byłem z mojego Syphilippsa bardzo zadowolony.
Klienci zapraszani są do dzielenia się uwagami, by Firma mogła usprawniać swoje produkty i usługi. Jako poważny klient wziąłem to sobie do serca i kiedy pewnego dnia grając pasjansa ujrzałem na ekranie wiadomość, że nie posiadam w laptopie drajwera (sterownika) Intel RST VMD Managed Controller 09AB – a ja lubię mieć wszystko w 100-tu procentach – zapytałem Firmę, czy to jest w porządku.
Poproszono mnie o zresetowanie laptopa wpierw, potem zainstalowanie od początku na czysto Windowsa 10 i sprawdzenie, czy wiadomość o braku drajwera się powtórzy.
Miałem dzięki temu pół dnia fajnej zabawy, bo naprawianie to moje najulubieńsze hobby. (Wyłaniające się tutaj przypuszczenie, iż mógłbym psuć urządzenia specjalnie, aby zapewniać sobie rozrywkę, proszę odstawić na bok. Zapewniam z całą stanowczością, że w odniesieniu do opisywanych tutaj przypadków domysł taki byłby całkowicie fałszywy.)
Mesydż o drajwerze Intel RST VMD Managed Controller 09AB się powtórzyła.
Serwis techniczny Firmy zareagował wzorowo. Smartfon odezwał się parę razy: ping-ping, sygnalizując SMSy precyzujące czas przybycia technika. „Jeśli potwierdzasz booking, przyciśnij Y, jeżeli nie, przyciśnij N.”
Już na drugi dzień rano technik komputerowy był o mnie w domu (Hindoaustralijczyk zamaskowany, jak i ja) i wymienił najważniejszą i najdroższą część: płytę główną. Podczas składania części razem pojawiły jednak się schody. Zostawały ciągle na stole jakieś śrubki, a laptop nie chciał zastartować. Po trzech godzinach, w tym kilku telefonach do bossa, technik oznajmił, że zgodnie z harmonogramem musi obsłużyć innego zniecierpliwionego klienta, więc jutro przyjdzie ktoś i dokończy.
Następnego dnia rano, po kilku ping-pingach smartfona, technik – zamaskowany nie-Hindoaustralijczyk – błysnął autentycznym talentem: poprzyciskał palcem kilka wtyków, znalazł właściwe miejsca dla śrubek i komputer gładko uruchomił; testami diagnostycznymi wykazał mi osiągnięcie pełnego sukcesu (tra-ta-dam!). Zapewne boss wczorajszego, bo odbierał równocześnie multum telefonów i udzielał fachowych porad kolegom. Na końcu oznajmił, iż w Syphilippsie 14 wspomniany drajwer jest zbędny i nie ma wpływu na działanie. Powiedziałem, że szkoda, że nie przekazaliście mi tej wiedzy korespondencyjnie, wtedy serwis techniczny byłby zbędny. Usłyszałem, że to nie szkodzi…
Mnie zostawił tę najprzyjemniejszą część – zresetowanie laptopa, zainstalowanie od początku na czysto Windowsa. Zabrało to całe popołudnie, ale za to walory działania nowego Windowsa 11 dały mi sporo zadowolenia.
Na drugi dzień rano komputer nie łypnął nawet pojedynczym światełkiem. Nie pomogło całodzienne ładowanie – nic.
Wystosowałem więc list do Firmy, w którym opisałem ich poczynania, a zakończyłem propozycją zamienienia nieszczęsnego Syphilippsa 14 na Typhi 13, którego mają akurat na wyprzedaży z przeceną o 250$. Lub zwrotu pieniędzy, bym mógł sobie takowego nabyć.
Zaskutkowało to atakiem nacisków, bym jednak przyjął kolejne świadczenia mi usług naprawczych. Ledwo wyhamowując panikę, wysłałem list następny.
Dear Peter!
I understand that you have your own internal service procedures, but a very unusual situation has arisen: you broke my computer for no reason, and government epidemiological restrictions prevent you from performing repair service. They can last for weeks and months. Meanwhile, I am suffering losses due to the inability to use my primary tool. Maybe a slight deviation from your usual procedures is needed?
In this situation, I am convinced that my proposal is the cheapest and the most satisfactory for both parties, and above all, it allows the case to be completed as quickly as possible with full compliance with epidemiological restrictions – contactless by correspondence.
Kind regards.
Henryk
(Uprzejme tłumaczenie z polskiego: Google Translator)
Pomogło, pieniądze już wracają na moje konto.
A to wszystko zaczęło się trzy lata temu, kiedy znudzony trochę tabletami kupiłem sobie za ok. 900$ laptopa Haine 2 in 1, to znaczy że pracować on może i jako laptop, i jako tablet. To była wtedy nowość. Po paru miesiącach zauważyłem, że jako tablet sprawuje się bardzo kiepsko i niedopracowane urządzenie zwróciłem. Za te same pieniądze kupiłem sobie lepszego laptopa – Medina Flip 13 cali, Chromebug, któremu zaraz odłamało się 2 cale ramki ekranu, a następne miały na to nieodpartą ochotę. Wysłałem zdjęcia – pieniądze zwrócili bez słowa. No to nabyłem sobie za nie jeszcze lepszego właśnie Syphilippsa 14 cali, 2 in 1, o którym mowa powyżej.
Jak widać ten zakup także okazał się szczęśliwy, bo teraz oczekuję właśnie na czwartego laptopa – nowiusieńkiego Typhi 13 o ponad pół kilo lżejszego i sporo szybszego – stale za raz tylko wydane pieniądze.
Przyznaję, że za każdym razem nadarzające się mi sytuacje wykorzystywałem, ale przysięgam, żadnej z nich nie sprowokowałem! Ciągle jednak za uszami mam jakąś etyczną niepewność. Choć niby dlaczego, skoro wykonałem tyle pracy na korzyść producentów, a im bardziej się opłaca obniżać jakość, zwracać zakup, niż ponosić koszty porządnego serwisu.
Psychozy charakteryzują się urojeniami. Takim okazało się moje poczucie posiadania nowego laptopa Typhi 13 cali. W pokwitowaniu zapłaty bowiem znalazłem informację, że dostawa nadejdzie za parę tygodni z Tajlandii. Dołączony wykres, codziennie aktualizowany przez sztuczną inteligencję, będzie informował mnie o datach rozpoczęcia i zakończenia każdej fazy przedsięwzięcia: przyjęcie zamówienia, skierowanie do produkcji, produkcja właściwa, pakowanie, wysyłka, odebranie wysyłki – razem miesiąc.
Jakżeż to? Przecież witryna Firmy podawała, że mają Typhi 13 na magazynie z jedynie 2 – 3 dniowym terminem realizacji! Szit!
Nie zapominajmy jednak o równoległej procedurze zwrotu przez Firmę pieniędzy za Syphilippsa. Warunkiem jej uruchomienia jest oczywiście uprzedni zwrot przeze mnie szmelcu. Zostałem uprzejmie poinformowany, że tego zadania podejmie ich specjalny oddział oraz firma kurierska. Kilkunastoma mailami i SMSami (ping-ping) zręcznie nakierowaliśmy się na ten moment rozciągający się od 7. rano do 17. następnego dnia. „Jeśli potwierdzasz booking, przyciśnij Y, jeżeli nie, przyciśnij N.”
Więc kolejne piękne przedpołudnie przywitało mnie mailem o przybywaniu kuriera rychłym. Wyjrzałem przez okno – jest! Żona: ale dlaczego furgonetka jest nieoznakowana żadnym logiem, jesteś pewien, że oddajesz ten komputer we właściwe ręce? Ja: przecież by nie kradli szmelcu… Oddałem pudełko zamaskowanemu Hindoaustralijczykowi. Biała furgonetka odjechała.
Minęło nie więcej niż 10 minut – brązowa furgonetka na podjeździe. Ding-dong u drzwi. Zamaskowany Hindoaustralijczyk wparowuje do przedpokoju. Ja (przerażony): przecież 10 minut temu już zwróciłem wam komputer… Aaa… (radośnie z nadzieją) zapewne przywieźliście mi nowego Typhi… On (zdziwiony lekko): nie, ja przyjechałem w sprawie twojego Syphilippsa. Aaa… nie masz już go, a to nie szkodzi… (Uprzejme tłumaczenie z pidżyn inglisz: Google Translator).
Pół godziny później nadszedł pocztą elektroniczną raport z wykonanego serwisu.
Kilka firm, kilkadziesiąt maili i SMSów, wiele roboczogodzin – tylko z powodu nieśmiałego zapytania, czy jest mi potrzebny jakiś drajwer. A przecież jeszcze mama powtarzała mi, iż niezdrowa ciekawość prowadzi prosto do piekła…
Przepraszam, ale przerywam, bo słyszę od drzwi ding-dong – zapewne okrutny los zmusza mnie znów do stawienia czoła kolejnej wizycie serwisu technicznego.
Uff! – to tylko zegar wybił godzinę drugą. Cały rozdygotany, wracam pospiesznie przed ekran starego tabletu. Może za chwilę usłyszę znów ping-ping SMSu – tym razem już na pewno z radosną nowiną o wysyłce Typhi wprost z magazynu Firmy…
Ciąg dalszy nastąpi.
Już nastąpił.
Nowy Typhi błyska wypolerowanym aluminium, a u dołu po lewej naklejka informuje wszem i wobec, że jego serce, Intel i5, bije dla mnie z ogromną częstotliwością 3 miliardów uderzeń na sekundę. Jest tak lekki, że pozwala nosić się jedną ręką… Ale, zaraz, zaraz, prawy rożek naklejki jest zagięty…!
*
Ciąg dalszy ciągu dalszego:
Kupiłem przez Internet dwa worki nawozu, bo postanowiłem posadzić nowe drzewka owocowe. Na co może jeszcze liczyć 82-letni dziadek, kiedy sadzi nowe drzewka?
Na przykład na taki o to email.
We’d love your opinion! 1 message
Bunnings Warehouse <productreviews_au@reviews.bunnings.com.au> To: wiadlok@gmail.com
Sun, 15 Aug 2021 at 09:54
Hi Henryk,
Thank you for shopping with us! We hope you’ll write about your 20L Fine Farms Blended Cow Manure while it’s still fresh on your mind. Click the stars to get started: We’d love your opinion!
Select a rating below
★★★★★
★★★★☆
★★★☆☆
★★☆☆☆
★☆☆☆☆
Rate your other purchases!
Thanks again!
Zamierzam tej Sztucznej Inteligencji (a naturalnej głupocie) wysłać następującą odpowiedź:
Dear Sirs / Madam!
Thank you for appreciating my taste in the evaluation of the product.
It is waiting for use for the right period of the year.
However, I have serious reservations about related to the emitted smell, which clearly indicates that the product has expired.
I submit a complaint and propose a fresh one or a refund.
Yours sincerely.
Henryk Jurewicz