Lifestyle, Polska, Sport

Od zimnego prysznica do eksplozji nadziei. Wisła przeżyła weekend pełen zwrotów

Weekend Pucharu Świata w Wiśle 2025 okazał się jednym z bardziej zmiennych, nieprzewidywalnych i emocjonujących. Jeszcze w sobotę polscy kibice wracali spod skoczni z poczuciem dużego niedosytu, a atmosfera była raczej ciężka niż optymistyczna. Dzień później nastroje zmieniły się diametralnie — Wisła dostała zupełnie inną historię, z nową energią, nowymi bohaterami i polskim akcentem, który naprawdę robi różnicę.

Kacper Tomasiak Fot. PZN

Zaczęło się jednak bardzo niepokojąco. Sobotnie kwalifikacje przyniosły rozczarowanie — Kamil Stoch, trzykrotny mistrz olimpijski, nie awansował do konkursu. Na dziesięciu Polaków tylko połowa przedostała się dalej, a już sam konkurs pokazał, że reprezentacja wciąż walczy z niestabilnością. Najlepszy z biało-czerwonych, Piotr Żyła, zakończył zmagania na 14. miejscu. Kubacki i Tomasiak także daleko — odpowiednio na 26. i 25. pozycji. Słowem: zimny prysznic na otwarcie weekendu.

Wszystko zmieniło się następnego dnia, jakby ktoś dosłownie przewrócił kartkę. Niedzielny konkurs wyglądał tak, jakby Polacy przepracowali kilka tygodni, a nie tylko kilkanaście godzin. W powietrzu pojawiła się świeżość, dynamika i — przede wszystkim — skuteczność. Domen Prevc ponownie wygrał, udowadniając, że forma jest u niego wręcz wzorcowa, ale tym razem polska reprezentacja nie stała obok, tylko wreszcie dołączyła do gry.

Największym bohaterem weekendu został Kacper Tomasiak. 129,5 m i 125 m — dwa pewne, ładne skoki, które dały mu 5. miejsce, najlepszy rezultat w karierze i jednocześnie największy pozytyw całego weekendu z perspektywy polskiej kadry. Tomasiak nie tylko dodał drużynie punktów — dodał też po prostu nadziei, tej czystej, sportowej, że kolejne tygodnie mogą wyglądać coraz lepiej.

Solidną pracę wykonał też Piotr Żyła, który po sobotniej czternastej lokacie, dzień później dołożył jeszcze lepszy wynik — 7. miejsce. Po pierwszej serii był nawet drugi. W pierwszej czternastce zmieścił się również Maciej Kot, a pozostali Polacy dali kilka promyków nadziei — nierówno, ale z tendencją zwyżkową. Zabolała może tylko nieobecność Dawida Kubackiego.

Tak naprawdę cały weekend był jak dobry mecz siatkówki: słaby pierwszy set, nerwy, falowanie formy, a potem potężne odbicie i coraz lepsza gra skrzydłami. Sobota bolała, niedziela leczyła. Jedni zawodnicy kończyli z głową spuszczoną, inni — z poczuciem, że złapali właściwy kierunek. W sumie właśnie to zostaje z tego weekendu najmocniej: nie wyniki, tylko historia o tym, jak po trudnym dniu można wrócić na skocznię, oddać dwa dobre skoki i całkowicie zmienić odbiór całej rywalizacji.

A jeśli Wisła naprawdę ma być dla Polaków punktem zwrotnym w sezonie — to niedziela była najlepszym możliwym początkiem.

Grzegorz Turski (gpt)