Australia i Polonia, Felieton

Podżumowe decyzje

Od czasu do czasu zdarzy mi się, że podczas przeszukiwania Internetu wpadnę w bezdenną studnię Wikipedii, a kiedy w końcu z niej wypełznę, dźwigam na barkach bagaż nowej, bezużytecznej wiedzy na jakiś całkowicie przypadkowy temat. Ostatnio miałem tak z tematem plag i pandemii. Nie żałuję. Ta nieco makabryczna, ale intrygująca lektura nauczyła mnie wiele o tym, jak osobliwy jest nasz gatunek.

Dobra wiadomość jest taka, że w zestawieniu z poprzednimi pandemiami ta obecna wcale nie wychodzi najgorzej. Owszem, w klimacie strachu i niepewności kwitnie dezinformacja i teorie konspiracyjne, mamy inflację i nieśmiały zalążek trzeciej wojny światowej, ale to wszystko pikuś w porównaniu z tym, co odwalali nasi przodkowie.

Prokopiusz z Cezarei stwierdził na przykład, że Dżumę Justyniania w połowie VI wieku naszej ery przeżyły chyba tylko najbardziej zdeprawowane jednostki – tyle było w miastach nierządu i bezeceństwa. Historyk niestety nie zdradził szczegółów ani nie naszkicował żadnych pikantnych ilustracji, a więc możemy się tylko domyślać, co wyprawiało się w bizantyjskich imprezowniach Anno Domini 542.

Pieter Bruegel (starszy) „Triumf śmierci” (ok. 1562 r.) – Muzeum Prado, Madryt. fot. Wikimedia Commons

Podobne afterparty odbyło się też po drugiej średniowiecznej pladze w XIV wieku. Ranulf Higden, benedyktyński mnich, ubolewał nad upadkiem moralności wśród „bezwstydnych wdów, które wychodziły za obcokrajowców oraz innych imbecyli i szaleńców”. Włoski historyk Matteo Vilani odnotował ze smutkiem, że ludzie nie stali się po dżumie bardziej pobożni, ale „dali się uwieść grzechowi obżarstwa, bankietom, tawernom, wykwintnym daniom i hazardowi. Rzucili się w objęcia chuci.” We Francji też musiało być wesoło, ponieważ w pewnym momencie papieski wysłannik ogłosił karę ekskomuniki dla każdego, kto zostanie złapany na tańczeniu, bijatykach i „innych niecnotach” odprawianych na grobach.

Podczas gdy jedni imprezowali, inni wybierali przemoc. Poszukiwania kozła ofiarnego kończyły się z reguły przy miejscowej synagodze, a ulubionym hobby europejskich mieszczan i wieśnian stało się organizowanie pogromów – na przykład w 1349 roku w niemieckim Erfurcie dialogu międzykulturowego nie przeżył ani jeden z trzech tysięcy miejscowych Żydów. W końcu grupa doktorów z paryskiego uniwersytetu postanowiła zakończyć tę zabawę i pokonać zabobon zabobonem. Uczeni obwieścili, że zgodnie z najnowszymi badaniami plagi nie spowodowali Semici, a niekorzystna koniunkcja Saturna, Jowisza i Marsa. Pochodnie i widły poszły jednak w odstawkę tylko na moment, ponieważ już wkrótce kaznodzieje zaczęli oskarżać o wywołanie zarazy Sodomitów, czarownice oraz kobiety „noszące krótkie odzienie, ledwo zasłaniające rzyć”, co prowadziło do kolejnych serii łapanek i widowiskowych egzekucji. Zawsze znalazł się ktoś do bicia.

Nie wiem, dlaczego tłum działa w tych dwóch trybach, jakby nie było innych opcji poza pogromem i orgią. Wychodzi jednak na to, że gdy tylko mija śmiertelne zagrożenie, mamy ochotę albo komuś nacupać, albo kogoś ochędożyć.

Tak czy owak, obecna plaga powoli chyli się ku końcowi. Wybierajcie rozważnie.

Darek Jedzok