Kultura, Lifestyle, Polska

„Polak maniakalny”. 130 lat temu urodził się Antoni Słonimski

Był barwny i niepokorny, pracowity i skoncentrowany, sympatycznie dowcipny i bezlitośnie ironiczny. Pisarz, poeta, tłumacz, dramatopisarz, publicysta, barwna postać przedwojennej Warszawy i twórca tępiony przez cenzurę komunistyczną. Antoni Słonimski jest jednym z patronów roku 2025.

Antoni Słonimski Fot. DlaPolonii

Od pewnego czasu Antoni Słonimski jest słusznie przypominany, bo przez kilka dekad po śmierci w 1976 roku był coraz słabiej obecny w naszej zbiorowej świadomości. Pierwszej biografii „Słonimski. Heretyk na ambonie” Joanny Kuciel-Frydryszak doczekał się dopiero w 2012 roku.

Urodził się w nieistniejącej już kamienicy przy ulicy Niecałej 6, w której było mieszkanie Słonimskich i gabinet jego ojca, Stanisława, zasłużonego lekarza społecznika, nazywanego „lekarzem ubogich” ze względu na bezpłatną pomoc, jakiej udzielał najbiedniejszym mieszkańcom żydowskich Nalewek. Lekarzem został także starszy brat Antoniego, Piotr Wacław, który zginął niosąc pomoc w powstańczym szpitalu w czasie Powstania Warszawskiego.

Antoni Słonimski ukończył warszawską Szkołę Sztuk Pięknych i przez pewien czas pozostawał w kręgu sztuki, brał udział w wystawach, współpracował z miesięcznikiem artystycznym „Pro Arte”. Jego żona była artystką malarka, graficzką, współzałożycielką Stowarzyszenia Polskich Artystów Grafików „Ryt”.

Słonimski w przedwojennej Warszawie miał wiele ulubionych miejsc, wśród nich „Małą Ziemiańską” ‒ kawiarnię w kamienicy przy ul. Mazowieckiej 12, która spłonęła w powstaniu. Antoni i Janina zamieszkali przy Flory 2, skąd roztaczał się widok na Park Łazienkowski, a po wojnie, dzięki temu, że Antoni został prezesem Związku Literatów Polskich, dostali mieszkanie w reprezentacyjnej alei Róż, skąd Słonimski chętnie wędrował do literackich centrów, jakimi były „Czytelnik” przy Wiejskiej i kawiarnia wydawnictwa PIW przy Foksal.

Jego droga do sławy zaczęła się od wierszy. Osiągnął w nich klasę mistrzowską, o czym mówiła zaprzyjaźniona ze Słonimskim poetka Julia Hartwig: „To nie tylko pan z towarzystwa i wielki obywatel, to przede wszystkim poeta”. Literaturoznawca Radosław Romaniuk, autor biografii Jarosława Iwaszkiewicza, również członka „Skamandra” uważa, że Słonimski-publicysta „trochę zaszkodził” Słonimskiemu-poecie, a wciągały go sprawy bieżące, ponieważ najpewniej „potrzebował natychmiastowej reakcji na swoją twórczość”.

O klasie jego wierszy świadczy opinia Iwaszkiewicza, który miał „leżeć plackiem” przed strofami kolegi, skreślonymi zwłaszcza w okresie ich przedwojennej znajomości. Maria, córka Iwaszkiewicza we wspomnieniach „Z pamięci” zanotowała, że mama, Anna Iwaszkiewiczowa „(…) bardzo ceniła Słonimskiego jako poetę, co niewątpliwie budziło zazdrość ojca”.

Sam Słonimski o poezji mówił, że to „dzwon rozkołysany szeroko”. Opublikował około dwudziestu tomików wierszy, począwszy od „Sonetów” w 1918 roku, ale z tego dorobku jeden utwór zdecydowanie najmocniej utrwalił się w polskim kanonie. To wiersz „Alarm” oddający trwogę warszawiaków w czasie bombardowań we wrześniu 1939 roku, odczytany premierowo w audycji francuskiego radia w pierwsze w Polsce okupacyjne Boże Narodzenie, następnie drukowany w prasie zagranicznej i polskiej podziemnej. Powstał na emigracji w Paryżu, bowiem kilka dni po wybuchu wojny Antoni Słonimski wraz z żoną Janiną Konarską wyjechali z Warszawy i przez Rumunię, Jugosławię, Włochy dotarli do Francji.

Słonimski na dwanaście lat opuścił stolicę Polski, swoje ukochane, rodzinne miasto.

Obdarzony duszą poety miał jednocześnie zacięcie publicysty. Godził bogatą emocjonalność z racjonalną oceną rzeczywistości. Wzruszał adresatów swoich wierszy, bywalców kabaretów rozśmieszał dowcipnymi monologami, które pisał między inny dla Adolfa Dymszy, w felietonach karcił grafomanów i innych niedouków. W każdej formie swojej wypowiedzi literackiej czy dziennikarskiej, czy to przed wybuchem drugiej wojny światowej, czy po niej, czy to w czasach rozprzestrzeniania się komunizmu – często wyrażał swój niepokój o losy Polski i Polaków oraz wszystkich obywateli świata.

Stał się ikoną środowiska artystycznego, zawodowym elegantem, bywalcem modnych kawiarni i salonów, w 1918 roku współtwórcą sławnej grupy poetyckiej „Skamander”, autorem kultowych recenzji teatralnych w „Wiadomościach Literackich” (1924-1939). Dowiódł odwagi w książce „Moja podróż do Rosji” (1932), w której przedstawił realia ZSRR, za co sowieccy urzędnicy wpisali go na „czarną listę”.

Po powrocie z emigracji w 1951 roku w odbiorze patriotycznie nastawionych rodaków, stopniowo stawał się nie tylko autorytetem intelektualnym, ale też moralnym. Był autorem i sygnatariuszem protestu intelektualistów przeciwko cenzurze („List 34” w 1964 roku) i sygnatariuszem listu otwartego przeciwko zmianom w Konstytucji PRL, w tym wpisowi do niej słów o wieczystym sojuszu ze Związkiem Radzieckim („List 59” z 1975 roku). Dzięki takiej postawie odchodziły w cień jego wcześniejsze koniunkturalne wobec władz zachowania, jak udział w kontrolowanym przez komunistów Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju we Wrocławiu w 1948 roku, napisanie pochwalnego wiersza o Bierucie czy publiczny atak na Czesława Miłosza za to, że zdecydował się pozostać na emigracji.

Trzy razy znalazł się na liście cenzorskiej, najpierw w połowie lat pięćdziesiątych, po czym w 1976 roku na fali represji po wydarzeniach czerwcowych oraz tuż po śmierci. W marcu 1968 roku atakowany w antysemickim przemówieniu przez Władysława Gomułkę zareagował: „Jestem pisarzem polskim. Jestem Polakiem. Polakiem maniakalnym”. Przyczółek wolności znalazł w „Tygodniku Powszechnym”.

Zmarł w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym, kiedy jechał do Domu Pracy Twórczej w Oborach, tradycyjnego miejsca spotkań literatów. Jego przyjaciel Tadeusz Konwicki wspominał, że trumna z ciałem Słonimskiego nie chciała się zmieścić do grobu na cmentarzu w podwarszawskich Laskach, z którymi oboje Słonimscy byli związani. „Był większy niż przewidywały normy” – relacjonował wymownie Konwicki z pogrzebu.

Antoni Słonimski był barwny i niepokorny, pracowity i skoncentrowany, sympatycznie dowcipny i bezlitośnie ironiczny. Poza wierszami i felietonami tworzył też sztuki teatralne ‒ wśród nich jest dawniej popularna komedia „Rodzina” ‒ powieści science-fiction, zapiski, które złożyły się na trzy tomy „Kronik tygodniowych” i „Kroniki londyńskie” z miasta pobytu Słonimskich od 1940 do 1951 roku. Przekładał prozę Marka Twaina i poezję Artura Rimbauda. Autorskie prawa majątkowe do swych utworów zapisał Zakładowi dla Niewidomych w Laskach.

„W moim pisarstwie (…) byłem humanistą, zwalczałem fanatyzm i okrucieństwo, nie zdradziłem nigdy wiary w rozum ludzki, w naukę, w konieczność budowania lepszego świata” – podsumowywał w podeszłych latach dorobek.

Karolina Prewęcka

 

Źródło: DlaPolonii