Sobota na Wielkiej Krokwi w Zakopanem przyniosła kibicom dokładnie to, czego pod Tatrami oczekuje się najbardziej – sportowe emocje, rywalizację na najwyższym poziomie i momenty o wyraźnym, symbolicznym znaczeniu. Najpierw rozegrano kwalifikacje do niedzielnego indywidualnego konkursu Pucharu Świata, a następnie widowiskowy i niezwykle intensywny konkurs duetów w formule Super Team. Najwięcej napięcia przyniosła oczywiście trzecia, finałowa runda. Choć trybuny nie były wypełnione co do ostatniego miejsca, doping był głośny i niósł zawodników tak, jak tylko Zakopane potrafi.

Kwalifikacje: dobra informacja – wszyscy Polacy w konkursie
Kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego dały odpowiedzi na kilka istotnych pytań. Przede wszystkim potwierdziły, że Kacper Tomasiak znajduje się obecnie w solidnej dyspozycji. Jego skok (128 metrów) był technicznie poprawny, stabilny w locie i dał mu najlepsze miejsce wśród Polaków (szesnaste miejce). To ważny sygnał, bo mówimy o zawodniku młodym, który coraz śmielej puka do czołówki reprezentacji i nie wygląda na kogoś, kto przyjechał do Zakopanego wyłącznie po doświadczenie.

Pozostali Biało-Czerwoni zaprezentowali się bardziej przeciętnie. Dawid Kubacki, choć bez problemu awansował do konkursu, nie potwierdził wysokiej formy. To nie są skoki, które pozwalają realnie myśleć o walce o czołowe lokaty.

Miejsca w konkursie indywidualnym wywalczyli także Paweł Wąsek, Maciej Kot i Kamil Stoch, jednak w ich przypadku trudno było dostrzec wyraźny sygnał ofensywy przed niedzielą. U Kamila widoczna była ogromna koncentracja, ale też świadomość, że czeka go jutro start absolutnie wyjątkowy.
Super Team: format, który nie wybacza
Po kwalifikacjach przyszedł czas na rywalizację duetów. Format Super Team jest bezwzględny – tutaj nie ma miejsca na jeden słabszy skok. Każda próba się liczy i pracuje nie tylko na wynik indywidualny, lecz także na rezultat całej drużyny.
Polskę reprezentował duet Kacper Tomasiak – Dawid Kubacki. Od początku było jasne, że to połączenie młodości z doświadczeniem, ale też stabilnej formy jednego zawodnika i wahań drugiego, będzie miało kluczowe znaczenie dla końcowego wyniku.
Pierwsza runda była wyrównana. Polacy nie wyszli na prowadzenie, ale też nie wypadli z gry o podium. Tomasiak skakał pewnie i równo, pokazując, że presja startu przed własną publicznością mu nie ciąży. Kubacki próbował nadrabiać doświadczeniem – było solidnie, choć bez efektu, który pozwalałby realnie zaatakować czołówkę.

Druga seria przyniosła wyraźną selekcję. Z rywalizacji odpadły zespoły słabsze kadrowo, a walka o podium rozpoczęła się na dobre. W tym momencie Austria potwierdziła swoją dominację – ich duet skakał daleko i równo, budując wyraźną przewagę. Słowenia również utrzymywała wysoki poziom i konsekwentnie punktowała w każdej kolejce.
Finał i podium. Tomasiak bohaterem dnia
Trzecia, finałowa seria była kulminacją emocji. To właśnie wtedy Polacy wykonali decydujący krok, który dał im trzecie miejsce. Kluczowa okazała się postawa Kacpra Tomasiaka. Jego skoki w finale należały do najlepszych w całym konkursie – dynamiczne, dalekie i w pełni kontrolowane. To jemu w największym stopniu Polska zawdzięcza obecność na podium.
Trudno powiedzieć to inaczej: bez takiej dyspozycji Tomasiaka podium byłoby poza zasięgiem. Dawid Kubacki dołożył swoje punkty, choć nadal było widać, że nie jest w szczytowej formie. Tym bardziej należy docenić fakt, że młodszy zawodnik wziął na siebie odpowiedzialność i udźwignął ją w kluczowym momencie.
Konkurs Super Team zakończył się następująco:
- Austria – zwycięstwo bez większych kontrowersji i pełna kontrola nad zawodami
- Słowenia – bardzo równa rywalizacja i zasłużone drugie miejsce
- Polska – podium wywalczone charakterem i świetną postawą Tomasiaka

Tuż za podium uplasowały się m.in. Norwegia, Szwajcaria i Niemcy, które do końca walczyły o czołowe lokaty, lecz zabrakło im stabilności w finałowych skokach.
Niedziela będzie symboliczna. Ostatni raz Kamila Stocha
Ten weekend w Zakopanem ma jeszcze jeden, bardzo ważny wymiar. Niedzielny konkurs indywidualny będzie ostatnim startem Kamila Stocha w Pucharze Świata na Wielkiej Krokwi. To tutaj przez lata pisał swoją historię – wygrywał, przegrywał i wracał silniejszy. Jutro odda tu swoje ostatnie skoki w zawodach najwyższej rangi.

Trudno uciec od symboliki. W przeszłości w Zakopanem był moment, gdy Kamil Stoch wchodził do kadry, zastępując Adama Małysza. Dziś pojawia się pytanie, czy historia – choć w innej skali – może zatoczyć koło. Czy to właśnie Kacper Tomasiak stanie się zawodnikiem, który przejmie pałeczkę i zacznie pisać nowy rozdział polskich skoków? Dzisiejszy konkurs duetów pokazuje, że ma ku temu realne argumenty sportowe.
Krótka rozmowa z Adamem Małyszem
Miałem dziś okazję zamienić kilka zdań z Adamem Małyszem. Prezes PZN przyznał, że jest w trakcie kuracji antybiotykowej, ponieważ pod koniec Turnieju Czterech Skoczni dopadła go infekcja. Mimo to był obecny na skoczni, uważnie śledził rywalizację i – jak zawsze – obserwował każdy szczegół. Ciesząc się z dyspozycji Kacpra Tomasiaka oraz trzeciego miejsca naszej drużyny.
Zakopane po raz kolejny pokazało, że potrafi być areną wielkich emocji. Sobota przyniosła podium, pytania o przyszłość i zapowiedź wyjątkowej niedzieli. Jutro na Wielkiej Krokwi wydarzy się coś więcej niż zwykły konkurs. To będzie sportowe pożegnanie – i być może początek nowej historii.
Grzegorz Turski




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












