Jarosław Jakubowski to jeden z tych pisarzy, których rangę rozpoznaje się natychmiast — a mimo to wciąż zbyt rzadko się ją nazywa. Żywołapka, jego najnowsza i najbardziej monumentalna powieść, potwierdza dojrzałość warsztatową prozaika, który z równą swobodą operuje klasyczną narracją, monologiem wewnętrznym i ostrą obserwacją społeczno-polityczną, wpisując własne doświadczenie w szeroką tradycję polskiej „prozy gorącej” — dziś pisanej już w czasie zimnym.

Jarosław Jakubowski (ur. 1974) to jeden z najbardziej wszechstronnych współczesnych pisarzy polskich: poeta, prozaik i dramaturg, od lat związany z Bydgoszczą i środowiskiem „Toposu”. Autor kilkunastu tomów poezji, powieści, zbiorów opowiadań i dramatów, dwukrotny stypendysta Ministerstwa Kultury, ceniony zwłaszcza jako dramatopisarz i uważny obserwator polskiej prowincji, polityki oraz społecznych napięć.
Dla mnie Jarosław Jakubowski uosabia gwarancję jakości, jasność i czytelność stylu, które pociągają za sobą oraz przekonują niebywale rzadkim uczciwym niewymuszeniem, organicznością całej opowieści. U Jakubowskiego bowiem zawsze jest, co opowiadać. To pisarz, który wierzy w epikę pojemną, doceniony jako dramaturg, ale wciąż jeszcze niedostatecznie uznawany jako prozaik. To, co u tego autora jest naprawdę wielkie szczególnie widać w jego najnowszej, monumentalnej powieści Żywołapka. Widać tam naturalność wypracowanego przez niego idiomu tekstu, organiczność dialogów, płynność i zakomponowanie mowy pozornie zależnej, spójność monologów wewnętrznych, które Jakubowski umie zsyntetyzować z interesującymi rozwiązaniami formalnymi, elegancką stylizacją, czy wręcz – paradoksalnym cyzelatorstwem surowej treści, nagiego tematu.
Jego teksty naprawdę przejmują swoim artyzmem. To, co widzieliśmy to już w jego oniryczno-surrealno-somnambulicznym Koniu teraz ujawnia się z całą mocą w dziejach bohatera Żywołapki – więźnia, który twierdzi o sobie od samego początku „nie zabiłem Adama Zumowicza”. Jest to świetna kreacja, znakomicie pociągnięta psychologicznie, bowiem nosząca także na sobie autorskie piętno samego Jakubowskiego, który chętnie przelewa doŻywołapki własne swe doświadczenia życiowe, twórcze oraz literackie…
Powieść została znakomicie skonstruowana, a klasyczny rozdziałowy porządek przydaje jej elegancji, pozwalając autorowi zapanować nad efektami, które ten mnoży, ale i podaje w harmonicznym oraz lekkim zestroju, aby uatrakcyjnić narrację. W tym wszystkim Jakubowski nie zapomina, by jego opowieść była po prostu pasjonująca, chociaż trzeba mu przyznać – nie musi starać się wiele: lekkość, czytelność, równowaga efektu narracyjnego i pasjonującego monologu wewnętrznego zawsze pozostawały wyróżniającymi się cechami w obrębie całego jego przemyślanie zrównoważonego pisarstwa. Nie należy także przy tym zapominać, że autor Ciemnej Doliny utrzymuje cały czas ostre, świetne oko nie tylko do zjadliwej, często parabolicznej satyry, ale również do obserwacji „różnego stopnia ukształtowania”: środowiskowej, społecznej, politycznej. To wybrzmiewa z całą mocą w rozbudowanej i wciąż dobrze pomyślanej po prostu Żywołapce… Przywołuje mi na myśl również późne pisarstwo Edwarda Kupiszewskiego, szczególnie zaś – powieści takie, jak Wieczerza w Rajskiej Dolinie oraz Ballada o wzlocie i upadku. Wiele zresztą formuł tych pisarstw lat dziewięćdziesiątych, pisarstw potransformacyjnych, postawansowych, a nawet (należałoby powiedzieć) postidiomatycznych, rażonych obuchem przez warunki towarowo-rynkowe literatury, przemoc „wstępującego po trupach” nowego paradygmatu przenosi do swojego pisarstwa Jakubowski. Kupiszewski kiedyś pisał:
U nas pisarz „staje się”. Staje się od pierwszego zdania. Pisarz na prowincji staje się przede wszystkim w konfrontacji – tu go znają, znają jego znajomych, jego żonę i dzieci, umeblowanie jego kuchni i zapach gotowanych potraw, mają swoje zdanie o jego zamiarach. Trzeba się odważyć na pierwsze zdanie, bo każde zdanie zostanie opodatkowane i nie daj Boże, żeby ktoś je uznał za dopiekające – wtedy użyje armaty. Że nie ma armat. No to je wymyśli, odwrotnie niż w słynnym kalamburze, w którym nie da się użyć siły, gdy, po pierwsze, armat nie ma… Pisarz na prowincji staje do konfrontacji, mając tylko słowo1.
Jakubowski pozostaje przecież dokładnie w tym samym żywiole – i tak jak Rajska Dolina Edwarda Kupiszewskiego z Wieczerzy w Rajskiej Dolinie, Żywołapka to kolejna z opowieści związanych z jego jakże osobistą wizją krainy utrapień – czyli Ciemną Doliną, bohater tekstu jest wszak jej smutnym mieszkańcem, kiedyś aspirującym literatem, a także „generatorem przemówień”, dzisiaj więźniem, wzorowym, jednak co z tego – skoro został skazany za zabójstwo, którego, oczywiście, nie popełnił… Bardzo chciałbym więc, ażeby wybrzmiało to z całą mocą: obcujemy z powieścią, którą napisał znakomity oraz sprawny warsztatowo prozaik, którego uznanie z niewiadomych powodów jeszcze nie nadeszło…
Przypominają mi się nie bez powodu dawne „prozy gorące”, te z lat siedemdziesiątych i z osiemdziesiątych, gdzie erotyka i polityka szły ze sobą w parze. Jest tutaj dużo z tamtego klimatu, bo i Jakubowski wie, jak to tworzywo wskrzesić – nie jest społeczno-politycznym analfabetą ani awangardowo-eksperymentalnym eskapistą – nie jest też kopistą, zarządza tamtym wzorcem na tyle sprawnie, że już adaptuje go i modernizuje do współczesnych warunków i całego prowincjonalnego kolorytu tak bardzo kojarzącego się z prowincjami obecnymi w „gorących prozach” wieku XX: Ciemna Dolina to przecież Bydgoszcz oraz jej okolice, ziemia rodzinna autora z całym jej potwornym niekiedy genius loci – i nie mniej zatrważającą (ale świetnie mologującą) ludzką fauną.
Aż chciałoby się przywołać tutaj tę drapieżność dawnych czasów, utrwaloną chociażby w słynnej scenie defekacji samochodu pochodzącej z Pokochać w sierpniu Kupiszewskiego, gdzie w szczytowym momencie upału Wiatrzyk zostaje zlinczowany, a następnie jego pojazd defekuje – Zyga: „spuścił portki i z wyrazem szczęścia na tępej twarzy wypróżniał zawartość swoich jelit”, „Niech szanowny pan dokona odbioru roboty”, „Lakier musi zaschnąć”. Incydent nieustannie wiązany jest z motywem pogody, wpierw mówią o niej dwuznacznie oraz ezopowo prześladowcy, np. Nostrzyk, zapowiadając przemoc („zmiana pogody jest bardzo potrzebna”), a następnie wypowiada się tym samym motywem poturbowany Wiatrzyk („Będzie zmiana pogody”, „Przydałaby się potężna ulewa”, czy też i – „Wiaderko wody wylane na dach niczego nie rozwiązało”2). Bardzo to w klimacie rozrachunkowej Światłości w sierpniu, tej właśnie od Williama Faulknera (Kupiszewski lubi faulknerowskie motywy upalne, tematy suszy, czy niezwykle faulknerowskie z ducha halucynacje z gorąca) – wiele też z tego faulkneryzmu znajdziemy w prozie Jakubowskiego. Nic w tym dziwnego: to kontynuacja „prozy gorącej” siedemdziesięciolecia i osiemdziesięciolecia XX wieku – tyle że pisana w czasie zimnym. Dokładnie w takim samym zimnym klimacie znajdowali się pisarze „prozy gorącej” – w skomplikowanym czasie postidiomatyzmu – potransformacyjnej rewolucji paradygmatów przekierowanych na drogę czytelniczego liberalizmu rynkowego oraz literackiej gospodarki towarowej. Przywołane tu późne utwory Kupiszewskiego, Wieczerza w Rajskiej Dolinie i Ballada o wzlocie i upadku pochodzą właśnie z lat dziewięćdziesiątych XX wieku… Pisarz umarł w sierpniu 2000 roku…
1. J. Foss, Awans pisarza do miasteczka średniej wielkości, (II), „Tygodnik Ostrołęki” 1984 nr 36, s. 10.
2. E. Kupiszewski, Pokochać w sierpniu, Warszawa 1985, s. 422, 423, 424.
Karol Samsel
Źródło: DlaPolonii




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












