
„Il Signor Bruschino” w Teatrze Królewskim zachwyca lekkością i finezją. To doprawdy niezwykły przywilej móc zasiąść w historycznych ławach Teatru Królewskiego w Starej Oranżerii. W miejscu, gdzie niegdyś król Stanisław August Poniatowski oddawał się artystycznym uniesieniom, czas zdaje się płynąć inaczej. Gdy jednak w tej osiemnastowiecznej przestrzeni rozbrzmiewa muzyka Gioachina Rossiniego, historia spotyka się z żywą energią sceny – a magia staje się doświadczeniem namacalnym.
Nowa inscenizacja „Il Signor Bruschino” w reżyserii Jitki Stokalskiej to nie tylko sprawnie przygotowany spektakl, lecz prawdziwie brawurowy powrót do korzeni opery komicznej. Podana z wdziękiem i sceniczną swobodą, produkcja Polskiej Opery Królewskiej udowadnia, że lekkość formy może iść w parze z najwyższą jakością wykonania.

Już od pierwszych taktów słynnej uwertury – z jej charakterystycznym, rytmicznym stukaniem smyczków o pulpity – wiadomo było, że czeka nas wieczór pełen muzycznych niespodzianek. Orkiestra Polskiej Opery Królewskiej pod batutą Karola Szwecha zabrzmiała selektywnie, sprężyście i z wdziękiem, doskonale wykorzystując kameralną akustykę dworskiego teatru. Rossiniowska partytura, wymagająca chirurgicznej precyzji i wirtuozerii, wypełniła salę blaskiem, który zdawał się odbijać w złoceniach otaczających widownię.

Warstwa wizualna spektaklu dorównuje muzycznej. Scenografia Wojciecha Stefaniaka oraz kostiumy Mateusza Karolczuka tworzą świat zawieszony między historycznym konkretem a subtelną fantazją. To przestrzeń, w której jawa przenika się ze snem, a każda zmiana światła – autorstwa Macieja Igielskiego – nadaje opowieści dodatkowej głębi i teatralnej tajemniczości.
Obsada wieczoru udowadnia, że wielka opera nie potrzebuje monumentalnych scen, by poruszać i zachwycać. Partie liryczne prowadzone są z elegancją i lekkością właściwą stylowi bel canto, a młodzieńcza energia bohaterów zyskuje przekonującą, sceniczną wiarygodność.

Równie mocno wybrzmiewa komediowy żywioł dzieła – ansamble i duety imponują precyzją, rytmiczną swobodą oraz aktorską finezją. To właśnie w zespołowych scenach najpełniej ujawnia się rossiniowska iskra: inteligentny humor, muzyczna błyskotliwość i radość wspólnego muzykowania, która udziela się publiczności.
O wyjątkowości tego spektaklu decyduje jednak coś więcej niż muzyczna i sceniczna doskonałość. Sala mieszcząca zaledwie około 150 osób sprawia, że dystans między sceną a widzem praktycznie zanika. Każde westchnienie, każdy komiczny gest i najdelikatniejsze pianissimo docierają bezpośrednio do odbiorcy, budując niezwykle intymną więź. Tego rodzaju doświadczenia nie sposób przeżyć w nowoczesnych, monumentalnych gmachach operowych.
„Il Signor Bruschino” w Starej Oranżerii to esencja teatru operowego: radosna, inteligentna i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. To zarazem piękny hołd dla Rossiniego i dowód na to, że w historycznych wnętrzach Łazienek Królewskich wciąż bije żywe serce sztuki.
Opracowała Jola Wolska, OAM




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












