Nie będę ukrywał — ten mecz zostawił we mnie spory niedosyt. Warta Zawiercie przegrała w Bełchatowie z PGE GiEK Skrą 1:3 i trudno oprzeć się wrażeniu, że część tej porażki drużyna poniosła na własne życzenie. Jeśli w dwóch różnych setach prowadzi się, ma się piłki setowe, ba — nawet kilka z rzędu — a mimo to nie potrafi się zamknąć partii, to musi boleć. I boli. Skra była dziś lepsza w kluczowych momentach, a to właśnie te momenty oddzielają zwycięzców od przegranych.

Warta grała falami: dobre akcje przeplatane dziwnymi przestojami, jakby ktoś co chwila odłączał prąd. A że Skra potrafi takie chwile bezlitośnie wykorzystać.
1. set — dobry początek, ale niewykorzystana szansa
Spotkanie zaczęło się naprawdę obiecująco. Warta szybko weszła na właściwy rytm: mocna zagrywka, niezły blok, kilka pewnych kontr — i nagle było 18:15 dla Zawiercia. Gra wyglądała stabilnie, a Skra miała problemy z przebiciem się przez blok Warty. I wtedy zaczęły się schody. Warta przez kilka akcji straciła płynność — trudne przyjęcia, niedokładne rozegrania, brak konsekwencji na skrzydle. Skra złapała kontakt, wyrównała, a w końcówce przejęła kontrolę. Z 22:20 zrobiło się 23:25. Set przepadł, choć powinien być wygrany. To był pierwszy sygnał, że coś dziś nie funkcjonuje tak, jak powinno.
2. set — odpowiedź Warty i przebłyski dobrej gry
W drugim secie Warta wyglądała, jakby chciała udowodnić, że tamta końcówka to tylko wypadek przy pracy. Kwolek ciągnął grę w ataku, zagrywka wróciła na odpowiedni poziom, a środek zrobił kilka ważnych punktów. Gra była wyrównana do samej końcówki, ale tym razem Zawiercie pokazało więcej determinacji. Skuteczna akcja Kwolka, błąd gospodarzy i dobry serwis Tavaresa ustawiły końcówkę. Warta wygrała 25:22 i wyrównała stan meczu. I teraz powiem szczerze — wtedy naprawdę wydawało się, że ten mecz można przejąć.
3. set — drugi „prezent” oddany rywalowi
Trzeci set to najbardziej frustrujący fragment całego spotkania. Warta znów prowadziła. Znów miała w rękach piłkę setową. I znów nie potrafiła zamknąć partii. Skra była już w tym momencie bardzo nerwowa, gubiła się na rozegraniu, a Warta miała wszystko, żeby dobić rywala. Niestety — zabrakło zimnej głowy. Russell nie kończył kilku ważnych piłek, blok nie domykał skrzydeł, a zagrywka przestała robić krzywdę gospodarzom. Bełchatów odwrócił wynik na 28:26 i zamiast 1:2 „dla Warty”, zrobiło się 2:1 dla Skry. A to był moment, który zmienił cały mecz. Warta oddała seta, który był już praktycznie wygrany. I to boli najbardziej.
4. set — Skra gra pewnie, Warta zostaje w tyle
Czwarta partia to już przewaga gospodarzy. Skra złapała pewność siebie, a Warta zaczęła popełniać proste błędy. Kwolek robił, co mógł — był najpewniejszym ogniwem w ataku, szarpał każdą akcję, motywował zespół. Ale siatkówka to gra sześciu ludzi, a nie jednego. Środek już nie funkcjonował tak dobrze jak wcześniej, Russell znów zniknął z gry — momentami wyglądał, jakby walczył sam ze sobą — a skrzydła Skry rozstrzeliwały zawiercian blok po bloku. Warta próbowała wrócić, ale Skra utrzymywała 3–4 punkty przewagi przez większość seta. Ostatecznie 25:21 dla gospodarzy i mecz zakończony.
MVP spotkania Arkadiusz Żakieta (Skra).
Rozczarowania i jasne punkty
- Aaron Russell — poniżej możliwości. Nie można udawać, że było inaczej. Russell grał jeden z najsłabszych meczów w sezonie. Nie kończył ważnych piłek, a jego decyzje w ataku były czytelne. Ten mecz po prostu mu nie wyszedł.
- Bartosz Kwolek — najlepszy w Warcie To on trzymał ten zespół w grze. Najbardziej zaangażowany, najrówniej grający, najwięcej dający energii. Kwolek był wczoraj liderem z krwi i kości. Gdyby wszyscy zagrali na jego poziomie — wynik wyglądałby inaczej.
To była porażka, która boli bardziej niż zwykłe 1:3. Bo Warta mogła ten mecz wygrać. Naprawdę mogła. Były przewagi, były piłki setowe, była gra, która dawała nadzieję. Ale zabrakło konsekwencji, odwagi w końcówkach i zimnej głowy. Skra te elementy miała. I dlatego wygrała. Warta musi wyciągnąć z tego meczu wnioski — bo takie spotkania decydują potem o miejscach w tabeli. I o tym, czy gra się o najwyższe cele, czy tylko o środek stawki. A przypomnijmy, że była to druga przegrana Jurajskich Rycerzy z rzędu.
Grzegorz Turski (gpt)
Punktacje na podstawie informacji z Polsat Sport




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












