Lifestyle, Podróże, Świat

Strażnik Kazbeku – reportaż z region Chewi w Gruzji

W Gruzji mówi się, że Bóg, rozdzielając ziemię między narody, zostawił sobie najpiękniejszy skrawek – ten u stóp Kaukazu. Kiedy jednak Gruzini spóźnili się na podział, bo biesiadowali, wznosząc toasty na Jego cześć, Pan tak się wzruszył ich szczerością, że oddał im to, co zachował dla siebie. Patrząc na sylwetkę klasztoru Cminda Sameba, zawieszoną między ziemią a niebem, trudno nie odnieść wrażenia, że ta legenda ma w sobie ziarno prawdy.

Samotna sylwetka klasztoru na tle potężnego masywu Kazbeku stała się wizualnym skrótem całej Gruzji – kraju leżącego na styku kultur i religii Fot. Leszek Wątróbski

Samotność na wysokościach

Klasztor Cminda Sameba, znany szerzej jako Gergeti Trinity Church (Kościół Świętej Trójcy w Gergeti), to bez wątpienia jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Gruzji – zarówno w wymiarze religijnym, jak i krajobrazowym. Świątynia znajduje się w północnej części kraju, w historycznym i surowym regionie Chewi. Aby ją ujrzeć, trzeba udać się w stronę miasteczka Stepancminda, które dawniej nosiło nazwę Kazbegi.

Do klasztoru prowadzi obecnie droga szutrowa, ułatwiająca dotarcie na szczyt. Marsz pod górę trwa od godziny do półtorej i dla wielu jest formą nowoczesnej pokuty lub medytacji w ruchu Fot. Leszek Wątróbski

To tutaj, na wysokości około 2170 m n.p.m., na stromym zboczu góry Kazbek, wznosi się budowla, która zdaje się przeczyć prawom grawitacji i logice. Kazbek, jeden z najwyższych i najbardziej majestatycznych szczytów Kaukazu, stanowi dla kościoła tło niemal nierealne. Położenie to sprawia wrażenie „krańca świata” – miejsca całkowicie odciętego od zgiełku codzienności, które wymusza na przybyszu ciszę i skłania do głębokiej refleksji.

Widok na Kazbek, jeden z najwyższych szczytów Kaukazu (5054 m n.p.m) Fot. Leszek Wątróbski

Lokalizacja klasztoru nigdy nie była jednak dziełem przypadku. Choć sprzyja ona modlitwie i kontemplacji, miała również ogromne znaczenie strategiczne. W pobliżu przebiega słynna Gruzińska Droga Wojenna – historyczny szlak komunikacyjny, który od wieków łączy Tbilisi z północnym Kaukazem i Rosją. Granica państwowa znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów dalej. Dzięki temu Cminda Sameba przez stulecia pozostawała miejscem odosobnionym, a jednocześnie kluczowym punktem schronienia w czasach zagrożenia.

Kamień, który przetrwał imperia

Świątynia została wzniesiona w XIV wieku przez nieznanego z imienia architekta. Reprezentuje ona klasyczny dla średniowiecznej Gruzji styl krzyżowo-kopułowy. Przez długi czas była to jedyna budowla tego typu w całym regionie. Jej forma jest surowa i oszczędna, co jest charakterystyczne dla gruzińskiej architektury sakralnej tamtego okresu.

Od samego początku istnienia cerkwi, jej losy splatały się z burzliwą i często tragiczną historią kraju. W okresach najazdów – zwłaszcza ze strony potężnych imperiów perskiego i tureckiego – klasztor zamieniał się w bezpieczną twierdzę dla najcenniejszych skarbów narodu. Jak pisał w XVIII wieku gruziński geograf i pisarz Wachtang Batoniszwili, to właśnie w murach Cminda Sameba ukrywano narodowe świętości, gdy Tbilisi płonęło. Według przekazów, przechowywano tu m.in. krzyż św. Nino – kluczowej postaci dla chrystianizacji Gruzji.

Nawet wiek XX, ze swoją bezwzględną ideologią radziecką, nie zdołał zniszczyć ducha tego miejsca. Choć w epoce ZSRR działalność religijna została zakazana, a świątynię sprowadzono do roli atrakcji turystycznej, jej mury przetrwały. Dopiero upadek systemu i odzyskanie niepodległości przez Gruzję w latach 90. przyniosły powrót do regularnego życia liturgicznego.

Architektura ducha i natury

Kompleks klasztorny jest skromny. Składa się z niewielkiego kościoła, wolno stojącej dzwonnicy oraz kamiennego muru otaczającego teren. Budowle wykonane są z ciemnego kamienia i niemal całkowicie pozbawione dekoracji. Wnętrze pozostaje półmroczne, ascetyczne i surowe. Ta prostota jest jednak celowa – w tradycji gruzińskiej podkreśla ona prymat ducha nad materialnym przepychem. Mistycyzm tego miejsca buduje się nie poprzez złocenia, lecz przez grę światła wpadającego przez wąskie okna i zapach palonych świec.

Ikona Matki Bożej, którą każdy odwiedzający Gruzję chce zobaczyć na własne oczy Fot. Leszek Wątróbski

Najważniejszym jednak „elementem architektonicznym” pozostaje tutaj natura. Samotna sylwetka klasztoru na tle potężnego masywu Kazbeku stała się wizualnym skrótem całej Gruzji – kraju leżącego na styku kultur i religii, który mimo naporu obcych potęg zachował własny, niepowtarzalny charakter.

Żywa wiara i współczesność

Dziś Cminda Sameba to nie muzeum, lecz tętniący życiem ośrodek religijny należący do Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Jest to jedna z najstarszych wspólnot chrześcijańskich na świecie – Gruzja przyjęła chrześcijaństwo już w IV wieku (około 337 roku), stając się jednym z pierwszych państw chrześcijańskich.

Miałem dużo szczęścia, bo akurat w cerkwi odbywał się chrzest dziecka Fot. Leszek Wątróbski

Autokefaliczny Kościół gruziński odegrał fundamentalną rolę w zachowaniu tożsamości narodowej w czasach rozbicia politycznego i obcych dominacji. Mimo prześladowań w okresie sowieckim, po 1991 roku instytucja ta przeżyła silne odrodzenie i obecnie cieszy się ogromnym autorytetem społecznym.

Młoda para przygotowywała się też do ślubu. Koleżanki ubierają pannę młodą Fot. Leszek Wątróbski

Współczesna rzeczywistość odciska jednak swoje piętno nawet na tym odosobnionym wzgórzu. Do klasztoru prowadzi obecnie droga szutrowa, ułatwiająca dotarcie na szczyt. Mimo to, wielu pielgrzymów i turystów wciąż decyduje się na tradycyjne, piesze podejście. Marsz pod górę trwa od godziny do półtorej i dla wielu jest formą nowoczesnej pokuty lub medytacji w ruchu.

Miejsce wielu wymiarów

Cminda Sameba łączy w sobie trzy światy. Pierwszy to wymiar religijny – przestrzeń modlitwy, nabożeństw i cel licznych pielgrzymek. Drugi to wymiar kulturowy – zabytek będący symbolem ciągłości narodu i jego walki o przetrwanie. Trzeci to wymiar turystyczny – ikona, którą każdy odwiedzający Gruzję chce zobaczyć na własne oczy. Ten klasztor to znacznie więcej niż tylko zabytek architektury. To świadek historii pełnej zagrożeń, symbol duchowego trwania i dowód na to, że w miejscu, gdzie religia spotyka się z naturą w swojej najbardziej spektakularnej formie, rodzi się coś wiecznego. Stojąc u progu kościoła w Gergeti, patrząc na ośnieżone szczyty Kaukazu, można zrozumieć, dlaczego Gruzini tak uparcie bronili tej ziemi. To tutaj, między surowym kamieniem a niebem, bije serce ich kraju.

Leszek Wątróbski