Australia i Polonia, Kultura, Lifestyle, Poezja, Promujemy

„Światła Nary – poezja, która łączy dwie ojczyzny”

Elżbieta Chylewska, szczecińska poetka od dawna mieszkająca na stałe w Australii, w swojej pierwszej wydanej w Polsce książce poetyckiej pt. „Światła Nary” (Kraków 2026) łączy te dwa światy. Światy tak odległe nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie (autorka opuściła Polskę w latach 80.), że ich połączenie wydaje się wręcz niemożliwe. Ale od czego mamy poezję, która nie zna granic lub zaciera je do tego stopnia, że bruk szczecińskiej ulicy z czasów PRL-u pachnie eukaliptusem.

Jadwiga Malina o tomie Elżbiety pisze: „To dojrzała, nasycona obrazem opowieść o miłości do życia, w której prym wiedzie światło obejmujące swoim zasięgiem prawie wszystko, co składa się na bogatą w emocje ludzką krzątaninę”. Ja dodałbym jeszcze, że to poezja o mocnych korzeniach, która wydaje owoc w miejscu odległym od zasadzenia. W wierszu otwierającym pojawiają się takie stwierdzenia jak: „wcisnąć stopy w czarną wilgotną glebę w poszukiwaniu korzeni” – czyli szukamy tego, co nas ukształtowało – oraz „chwycić mocno rękoma nie pozwolić odlecieć ptakom”, co sugeruje, że owoc, który wydajemy, musi zostać sprawdzony, zanim zdobędzie kolejne przestrzenie.

Autorka zdaje się mówić, że jesteśmy drzewem, które nie pozbędzie się swoich korzeni, ale może poruszać się za pomocą nasion, liści i ptaków. Może przekazywać to, co dobre, uczyć się od innych, zapisywać wszystko w korze i przekazywać kolejnym pokoleniom. I nawet jeśli czasem linie życia, spalone słońcem, kruszeją pod stopami przechodniów, nie należy poddawać się w dążeniu do celu. Wszystko po to, by móc stanąć przed Luci di Nara, poczuć oddech kamienia, nauczyć się przyspieszać, zwalniać, łączyć oddechy, dać się uwieść chwili i próbować odnaleźć własne światło.
Czego życzę wszystkim czytelnikom.

Grzegorz Malecha