Kultura, Lifestyle, Polska

Szklane domy Stefana Żeromskiego. O tym, jak marzyć o Polsce

Stefan Żeromski (1864–1925), nazywany słusznie „sumieniem polskiej literatury” lub „sumieniem narodu”, pozostaje postacią kluczową dla zrozumienia polskiej tożsamości na przełomie wieków. Ten wybitny prozaik i publicysta, czterokrotnie nominowany do Nagrody Nobla, a pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego, pochodził ze zubożałej szlachty rodem ze świętokrzyskiego, co już w młodości ukształtowało jego głęboką wrażliwość na niesprawiedliwość społeczną.

Stefan Żeromski (1864–1925) Fot. Dla Polonii

Mimo trudności, w tym finansowych i zdrowotnych, które uniemożliwiły mu pełne wykształcenie, jego osobiste doświadczenia z pracą guwernera, działalnością oświatową i epizodami socjalistycznymi przełożyły się na bezkompromisową postawę artystyczną.

Autor Ludzi bezdomnych i Przedwiośnia, nie był jednak jedynie kronikarzem, ale moralnym przewodnikiem: stawiał bolesne pytania o cenę wolności, los najbiedniejszych i kształt nowo narodzonej Polski. Był też człowiekiem czynu, działającym w Rzeczypospolitej Zakopiańskiej i inicjującym powstanie polskiego PEN Clubu, co tylko dowodzi, że jego twórczość była nierozerwalnie związana z troską o lepszą przyszłość swojego kraju, nawet jeśli wizja „szklanych domów” pozostawała gorzkim marzeniem.

100 lecie śmierci. Czas odczytania na nowo?

20 listopada przypadała stulecie śmierci pisarza. To dobry moment, aby spojrzeć z dystansu na jego dorobek, zwłaszcza jeśli jest się poza krajem. Kiedy bowiem Stefan Żeromski pisał o „szklanych domach”, nie budował fantastycznej wizji przyszłości, lecz raczej opisywał swoje marzenie o Polsce, które miało dźwigać na duchu ludzi w najtrudniejszym czasie. Nie chodziło o architekturę, ale o pragnienie kraju uczciwego, mądrego, pełnego światła czyli dokładnie takiego, do którego chce się wracać. Dzisiaj może bardziej niż wcześniej w ostatnich trzech dekadach to marzenie Stefana Żeromskiego znowu jest nam potrzebne. Może nawet bardziej, niż kiedykolwiek.

Polska bowiem przez lata była miejscem, z którego wielu musiało wyjechać, by znaleźć pracę, spokój, szansę, nadzieję i bezpieczeństwo. A jednocześnie zawsze była miejscem, do którego wracało się myślami, była kulturą, wspomnieniami i wiarą. Czasem z tęsknoty, czasem z nadziei, a czasem tylko po to, żeby przekonać samego siebie, że „dom” jeszcze gdzieś istnieje. I może dlatego właśnie Stefan Żeromski nie bał się marzyć i nie bał się przypominać, że naród żyje właśnie wtedy, kiedy żyje marzeniami, a umiera, kiedy przestaje je mieć. Dlatego jego szklane domy są dziś nie tyle literacką metaforą, ile pytaniem: Czy wciąż wierzymy w możliwość lepszej przyszłości?

Lepszej nie tylko gospodarczo, ale też bardziej ludzkiej. Polski, która będzie domem również dla tych, którzy mieszkają tysiące kilometrów od niej; która będzie dumą, a nie zmartwieniem; która pamięta o swoich dzieciach rozsianych po świecie, ale też takiej, która faktycznie patrzy w przyszłość i do góry. To w gruncie rzeczy bardzo polonijne marzenia przecież.

Pisarz, który uczy marzy

To marzenie jest jak delikatne światło: może niewielkie, ale wystarczająco mocne, żeby prowadzić człowieka przez życie. I wystarczająco ważne, żeby prowadzić także cały naród, dające jednocześnie nadzieję i przestrzegające. Zupełnie tak, jak pisanie autora Przedwiośnia.

Dlatego warto dziś przypomnieć sobie go nie tylko jako pisarza trudnego, z innego świata i innej epoki, ale jako kogoś, kto bardzo prosto i bardzo po ludzku pokazał drogę: najpierw musi być marzenie, nawet jeśli jest tak bardzo delikatne i wrażliwe a może nawet — nie zupełnie możliwe do spełnienia. Dopiero potem i w nim może być rzeczywistość.

Oczywiście, Polska nie jest jeszcze krajem ze „szklanych domów” i może lepiej, żeby nie była w tym sensie, w jakim pisał o nich sam autor. Wciąż mamy i mieć będziemy przecież wiele do zrobienia. Ale marzenie – to samo marzenie, o którym Żeromski pisał sto lat temu, nadal pulsuje w sercach milionów Polaków. Także tych, którzy żyją daleko od Warszawy, Krakowa, Gdańska czy Zakopanego. I może właśnie dlatego to marzenie ma szansę się spełnić. Bo tak samo dla Żeromskiego jak i obecnie Polska zaczyna się wszędzie tam, gdzie Polacy noszą ją w sobie, nawet jeśli muszą przejść długa drogę. A szklane domy choć jeszcze niewidoczne już stoją. W pragnieniach, rozmowach, nadziejach czasem nawet wspomnieniach. A napewno już w decyzjach, które dzień po dniu budują kraj, do którego warto wracać. Tak jak po stu latach od śmierci do jego twórczości.

Michał Kłosowski

 

Źródło: DlaPolonii