Szacuje się, że kradzieże i fałszerstwa dzieł sztuki, w kategorii intratności występku, lokują się tuż za handlem narkotykami, praniem „brudnych pieniędzy” i nielegalnym kupczeniem bronią. Sprawcy chcą pozostawać w cieniu i bezkarni, ale w jednym przypadku stało się inaczej – świadoma transformacja od przestępcy i napiętnowanego zdrajcy do narodowego bohatera i najpopularniejszej osoby w państwie fascynuje do dziś. Miejsce: Holandia. Czas: 1945–1947. Nazwisko: Han van Meegeren. Spory trwają do dziś: Artysta, fałszerz, geniusz, bohater?…
Johannes (Jan) Vermeer (1632–1675), za swojego krótkiego życia namalował około 50 obrazów, do dzisiaj przetrwało 35. Stanowią one jedno z najbardziej znanych i cenionych świadectw Złotego Okresu holenderskiego malarstwa XVII wieku, narodowy skarb Holandii. Pomimo upływu czasu życie i twórczość artysty pozostaje przedmiotem badań i dociekań, interesują się nim również złodzieje, ale z kilku prób kradzieży jego dzieł powiodła się tylko jedna – zrabowanego w 1990 roku z Muzeum w Bostonie obrazu „Koncert” nie odzyskano do dzisiaj. Poniżej krótka historia o tym, jak kolekcję dzieł Vermeera próbowano nie zubożyć, a wzbogacić.
Brakujące ogniwo. Vermeer pozostawał zapomnianym malarzem do połowy XIX wieku, kiedy to najpierw impresjoniści, a potem eksperci zaczęli dociekać jego malarskiego fenomenu. Gdy już uznali, że pozostawił po sobie „same niemal arcydzieła”, przyszła refleksja nad brakiem świadectw jego twórczości w okresie „formatywnym”, czyli wczesnym. Nie ma bowiem żadnych informacji, gdzie i od kogo się uczył. Ze skąpego życiorysu wiedziano, że Vermeer urodził się protestantem, a katolicki chrzest przyjął tuż przed ślubem z Katarzyną Bolnes w 1653 roku. Jego konwersję uznano za akt głębokiej wiary, bo chociaż katolicyzm w Holandii nie był zakazany, katolików napiętnowano zakazami i obstrukcjami w życiu publicznym. Również większość z kilkanaściorga jego dzieci nosiła imiona świętych. Dziwnym zatem wydawał się fakt, że swoją dojrzałą twórczość skierował wyłącznie na malarstwo rodzajowe, poza religijne. Badacze skłaniali się ku tezie, że w okresie formatywnym Vermeer mógł jednak uprawiać malarstwo religijne, a brak świadectw tej twórczości tłumaczono zniszczeniem dorobku, albo „nieświadomym zagubieniem” w zakamarkach prywatnych kolekcji. Gorącym orędownikiem takich teorii był m.in. dr Abraham Bredius, ceniony holenderski ekspert sztuki, wybitny znawca malarstwa Vermeera.
Odkrycie. We wrześniu 1937 roku do mieszkającego w Monaco, sędziwego już dra Abrahama Brediusa, przybywa z Francji prawnik Gerard Boon z obrazem pt. „Jezus i uczniowie w Emmaus”, który, jak twierdzi, jest dziełem Vermeera. Boon przedstawia się jako powiernik majątku starej holenderskiej rodziny, która chce spieniężyć obraz, i prosi o ekspertyzę. Obraz zdecydowanie jest stary, jak prawie wszystkie dzieła Vermeera nie jest datowany, wymaga jednak szczegółowych oględzin i analiz. Wkrótce dr Bredius publikuje artykuł, przypisując sobie odkrycie „arcydzieła” łączącego dojrzałe malarstwo Vermeera z jego wczesnym, nieznanym do tej pory, „religijnym” okresem twórczości. Pisze: „To arcydzieło jest tak różne od innych dzieł Vermeera, a jednak w każdym calu Jego (…) W żadnym innym obrazie Mistrza nie znajdziemy tak głębokiego zrozumienia opowieści biblijnej i poprzez medium, jakim jest sztuka najwyższej miary, tak emocjonalnie opowiedzianej”. Opinia dr Brediusa sama w sobie jest niczym biblijny przekaz, wtórują mu więc wkrótce inni eksperci w stylu: „Taki Vermeer to jak symfonia Beethovena z Raju…”

O zakup obrazu toczy się walka. W końcu za sumę 540,000 guldenów (ok. 4 miliony dolarów dzisiaj) dzieło trafia do Muzeum Boymans w Rotterdamie. Kieruje nim znawca sztuki i kolekcjoner, Dirk Hannema. W okresie kilku lat po tym odkryciu marszandzi oferują jeszcze 5 innych nieznanych dotąd, wczesnych dzieł Vermeera, skrywanych, jak słusznie przewidywano, „bez znajomości rzeczy” w prywatnych kolekcjach. Holenderskie muzea i bogaci koneserzy kupują je za ogromne wówczas kwoty – „Głowa Chrystusa” (1939, za 3 miliony dolarów w dzisiejszej walucie), „Ostatnia Wieczerza”(1942, za 7 milionów), „Błogosławieństwo Jakuba” (1942, za 6 milionów), „Obmywanie stóp” (1943, za 5.5 miliona). Zmysł badawczy dra Abrahama Brediusa, jako wybitnego znawcy twórczości Vermeera, nabiera cech autentycznego geniuszu. Wkrótce do tej kolekcji dołączy jeszcze jedno nieznane dzieło.
Znalezisko. W 1945 roku wojna się kończy i 101. Dywizja Spadochronowa Armii Amerykańskiej dostaje informacje o kopalni soli w Alpach, w której sztolniach Niemcy „coś” ukryli. To „coś” okazuje się czymś tak niezwykłym, że sam Dwight Eisenhower, naczelny wódz sprzymierzonych, chce to zobaczyć – olbrzymie składowisko dzieł sztuki zrabowanych ze świątyń, galerii i prywatnych zbiorów całej okupowanej Europy. Część z nich pochodzi z osobistej kolekcji marszałka Rzeszy Hermanna Goeringa i są wśród nich również obrazy zakupione z potwierdzeniem dokonania transakcji. Jednym z takich okazuje się dzieło Jana Vermeera „Chrystus i niewierna żona” za który, jak szybko odkryto, w 1943 roku pełnomocnicy Goeringa zapłacili manszardowi z Amsterdamu 1650000 guldenów (blisko 7 milionów dolarów w dzisiejszej walucie). Sprzedaż drugiemu w hierarchii niemieckiemu naziście narodowego skarbu władze holenderskie uznają za wyjątkowo zbrodniczy i haniebny akt kolaboracji, grozi za to kara śmierci. Wszczęte niezwłocznie poszukiwania zdrajcy zakończono już w końcu maja 1945 roku aresztowaniem zamożnego właściciela lokalu nocnego i artystę malarza o nazwisku Hanricus (Han) Anthonius van Meegeren.

Wyznanie. Osadzony w areszcie van Meegeren, 10 sierpnia 1945 roku stwierdza na piśmie, że obraz, który przez niemieckiego pośrednika sprzedał Goeringowi, jest fałszywy, zatem nie kolaborował z niemieckim nazistą, lecz go oszukał i ośmieszył, jest zatem bohaterem, nie zdrajcą. Ponadto sprzedaż Goeringowi fałszywego obrazu obejmowała wymianę ok. 130 zrabowanych z galerii holenderskich na początku wojny innych, autentycznych dzieł, zatem jego czyn godny jest najwyższej pochwały, nie kary. Śledczych i sędziów zdumiewa jednak wyznaniem, że autorem fałszerstwa jest on sam, Han van Meegeren. A gdy oświadcza, że sfałszował jeszcze 2 obrazy w stylu Pietera de Hoocha i 5 innych dzieł Jana Vermeera z „okresu religijnego”, w tym słynne „Jezus i uczniowie w Emmaus”, cała Holandia wstrzymuje oddech. Wszak ten obraz, od cudownego odnalezienia w 1937 roku, z nabożną czcią wystawiany i tłumnie odwiedzany od 1938 roku w Muzeum Boymans w Rotterdamie, uznany jest przecież za prawdziwe arcydzieło Vermeera! Mówią o tym i piszą rzesze znawców i autorytetów. Sam dr Bredius, kiedy bywa w Rotterdamie, zachodzi do muzeum, by podziwiać swoje największe odkrycie. W atmosferze niedowierzania i skandalu przygotowania do procesu van Meegerena zajmą dwa lata. Ostateczna rozgrywka odbędzie się w sądzie okręgowym w Amsterdamie 29 października 1947 roku.
Propozycja. Van Meegeren wie, że niczym niepoparte stwierdzenie o fałszerstwie i jego autorstwie nie wybroni go wobec niepodważalnych świadectw i ekspertyz uznanych badaczy, autorytetów naukowych i kuratorów stwierdzających, że odnalezione obrazy Vermera są autentyczne. Decyduje ujawnić swoje sekrety. Proponuje sędziom, że namaluje, w obecności świadków, jakich wyznaczą, jeszcze jeden obraz Vermeera z „okresu religijnego”. W więzieniu szkicuje jego temat i zaznacza miejsca, w których analiza promieniami X powinna odkryć naniesione przez niego plamy. Sąd przyjmuje propozycje.
Zgoda sądu jest pierwszym zwycięstwem van Meegerena. Oznacza bowiem przyzwolenie na jego publiczną konfrontację z rzeszą uczonych, badaczy i ekspertów sztuki, którzy nie dopatrzyli się żadnego fałszerstwa w „religijnych” obrazach Vermeera. Daje mu szansę na wystawienie tych utytułowanych i poważanych „znawców” na pośmiewisko i zmusi do obnoszenia się pogardą tłumów i własnym wstydem w towarzystwie samozwańczego eksperta sztuki, niemieckiego nazisty Goeringa. Ma w tym cel bardzo osobisty, walczy o zachowanie życia, ale chce też satysfakcji, bo kilkanaście lat wcześniej wielu z tych ekspertów swoimi opiniami zniszczyło jego oryginalną sztukę malarską i jego samego, jako artystę. W bezlitosnych krytykach twórczości młodego malarza, Hana van Meegerena, celował dr Abraham Bredius.
Ostatni Vermeer. Od lipca 1945 roku w siedzibie dowództwa armii amerykańskiej przy Herengracht 458 w Amsterdamie, w obecności sądowych świadków i akredytowanych dziennikarzy van Meegeren, zaopatrzony w alkohol i morfinę, maluje obraz zatytułowany „Chrystus nauczający w świątyni”. Obraz nie jest kopią, lecz kolejnym „nieznanym” Vermeerem z okresu religijnego. Van Meegeren kończy obraz w październiku, wraca do więzienia, ale na początku 1946 roku je opuszcza; przed sądem odpowie z wolnej stopy. Jest już pewny, że po tym, co ujawnił, czeka go wyrok za fałszerstwo, czyli krótkie więzienie. Ale takim wyrokiem sąd wyda też dewastujące orzeczenie pod adresem tych, których oszukał i ośmieszył. Zemsta pachnie krwią, a ta jest słodka.
Sekrety van Meegerena. Kiedy w 1937 roku dr Bredius analizuje oddany mu do ekspertyzy nieznany obraz Vermeera, stwierdza ostatecznie, że ma przed sobą autentyczne dzieło z XVII wieku. Nie myli się jedynie co do płótna i drewnianej ramy obrazu – rzeczywiście pochodzą z tego okresu, jednak sam obraz namalowano zaledwie kilka tygodni wcześniej. Starzenie obrazów to największy sekret van Meegerena, pracował nad tym długie 4 lata.

Zaczynał od zakupu starego, olejnego obrazu, z którego, za pomocą pumeksu i wody zdzierał ostrożnie farbę, aby zachować jego oryginalną „krakelurę”, czyli nieregularną siatkę pęknięć na utwardzonej z czasem olejnej warstwie farby. Do malowania używał naturalnych barwników przygotowanych tak, jak robił to Vermeer. Gdyby jednak rozpuszczał je w oleju i kładł na płótno, jak Vermeer, musiałby czekać ponad 50 lat, aby olejna farba stwardniała i pojawiła się niej krakelura. Wypracowany przez van Meegerena proces starzenia trwał niewiele ponad godzinę. Otóż przygotowane barwniki nie rozpuszczał w oleju, jak Vermeer, lecz w syntetycznej żywicy, bakelicie, pierwszym znanym w historii plastiku wynalezionym w 1907 roku. Po nałożeniu tak przygotowanych farb na płótno, ukończony obraz wypiekał w piecu przez ok. godzinę w temperaturze 100ºC. Wygrzewany bakelit twardnieje i nie zmienia już swej konsystencji po kolejnym wygrzaniu. Jest też kruchy i w wyniku różnic temperatur i nierówności podłoża, przez zachowanie na płótnie starej krakelury, powstaje na nim nowa siatka pęknięć. Efekt krakelury wzmacniał, nawijając wygrzane płótno na walec. Kurz i zabrudzenia gromadzące się z czasem w siatce pęknięć naturalnej krakelury, w nowo powstałej zastępował tuszem.

Dr Bredius bez precyzyjnych analiz chemicznych nie był w stanie określić wieku tak spreparowanego malowidła. Ale w 1937 roku w podobnie stworzonym obrazie dopatrzył się czegoś, czego długo wyczekiwał, zobaczył dowód na prawdziwość tezy o wczesnej, religijnej twórczości Vermeera. Tyle że uwielbianego Vermeera tam nie było, bo to największe wtedy jego marzenie i odkrycie spełnił swoim niezwykłym talentem van Meegeren, u którego wcześniej żadnej „iskry bożej” nie dostrzegł. Sankcjonowanej przez sąd prawdy dr Abraham Bredius nie doczekał. Zmarł w 1946 roku w wieku 90 lat.
Wyrok. Po niemal dwóch latach gromadzenia ekspertyz i opinii, 29 października 1947 roku rozpoczął się proces. Obrazy van Meegerena zebrano w sali sądowej i systematycznie weryfikowano ich pochodzenie. Wyrok sądu opinia publiczna przyjęła z entuzjazmem – zwolniony z zarzutu zdrady stanu i skazany na rok więzienia za fałszerstwo. Van Meergeren nie odsiedział jednak ani jednego dnia, zmarł tuż przed rozpoczęciem odbywania kary. Miał 57 lat.

Oblicza van Meegerena. Podczas procesu i po nim popularność van Meegerena dorównywała tej, jaką cieszył się ówczesny premier kraju. Ani wtedy, ani potem nie zaszkodził tej sympatii znaleziony w ruinach Kancelarii Rzeczy w Berlinie ekskluzywny, wydany w 1942 roku album jego rysunków odręcznie dedykowany Adolfowi Hitlerowi – Najukochańszemu Wodzowi. Oddany. H Van Meegeren (twierdził, że tylko podpis jest prawdziwy, wpis już nie). Nie zaszkodziła jego popularności też późniejsza wiedza, że kilka przecznic od jego domu przy Keizersgracht 321 w Amsterdamie, w którym fałszował obrazy, pił i zajadał się kawiorem, na jednym z poddaszy ukrywała się i pisała swój słynny pamiętnik nastoletnia żydówka, Anne Frank. Nie umniejszyło też społecznej estymy dla van Meegerena wiedza o jego ogromnym majątku zbitym na fałszerstwie (zakupił przeszło 50 nieruchomości w centrum Amsterdamu, wiele z nich jako mienie pożydowskie), ani to, że niemal cały ten dobytek przekazał tuż przed rozwodem swojej żonie. Mimo podejrzeń nie udowodniono jej współudziału w fałszerstwie, zatem zgromadzony przez niego majątek nie uległ konfiskacie. Tłumy Holendrów stawiły się też pod domem van Meegerena we wrześniu 1950 roku, kiedy ogłoszono aukcję jego obrazów, malarskich rekwizytów, etc. Podziwiano jego talent i przyklaskiwano temu, co zrobił Goeringowi i tzw. ekspertom. Na pytanie, kim był Han van Meegeren, próbował odpowiedzieć australijski aktor Guy Pearce w filmie pt. „Ostatni Vermeer” z 2019 roku. Stworzony przez niego portret jest bardzo sugestywny. Czy prawdziwy?
Epilog. Udokumentowano 18 fałszerstw van Meegerena, ostatnie w 2011 roku; ile pozostaje nieodkrytych, nie wiadomo. Obrazów nie zniszczono. Ostatni, namalowany w więzieniu w 1945 roku, zdobi jeden z kościołów w Johannesburgu, pozostałe znajdują się w muzealnych depozytach lub prywatnych kolekcjach. Są wystawiane – od 1952 roku zorganizowano 17 wystaw w Europie i Stanach Zjednoczonych. Takim dorobkiem kuratorskim nie mogą się pochwalić inni znani fałszerze jak Elmyr de Hory, David Stein, czy ostatni z wielkich, Wolfgang Beltracchi. Van Meegeren trafił też do podręczników fizyki, gdzie odkrywaniem jego fałszerstw ilustruje się skuteczność metody datowania obiektów za pomocą radioaktywnego rozpadu atomów. Żadne z dowodów fałszerstw van Meegerena nie robiły jednak wrażenia na zmarłym w 1984 roku Dirku Hannema – do końca życia przekonywał, że obraz „Jezus i uczniowie w Emmaus”, który zakupił w 1937 roku dla muzeum w Rotterdamie, jest najprawdziwszym dziełem Jana Vermeera. Zapewne nie znał, bądź znać nie chciał, wypowiedzianej kiedyś myśli – „największymi fałszerzami sztuki są eksperci”.
Marian W Radny




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












