Nie trzeba folkloru upiększać. Trzeba go dobrze poznać i pokazać takim, jaki jest. Z tego przekonania Paweł Łaszczych uczynił nie tylko zasadę swojej pracy, ale właściwie sposób na życie. Tancerz, śpiewak, muzyk, choreograf, folklorysta i animator kultury od kilkudziesięciu lat związany jest z Kadzidłem i Regionalnym Zespołem Pieśni i Tańca „Kurpianka”. Od 1996 roku kieruje zespołem, a od 2024 roku stoi także na czele Centrum Kultury Kurpiowskiej im. ks. Mieczysława Mieszki w Kadzidle.

Kiedy rozmawiamy, szybko okazuje się, że dla niego Kurpie nie są jedynie regionem na mapie, folklorem prezentowanym na scenie ani zestawem pieśni, tańców i strojów. To świat, który trzeba znać od środka. Świat przekazywany z pokolenia na pokolenie, czasem w dokumentach, czasem w melodii zapamiętanej od dawnego muzyka, a czasem w opowieści zasłyszanej przy stole.
Od tancerza do dyrektora
Z „Kurpianką” Paweł Łaszczych związał się jeszcze jako młody człowiek. W 1985 roku zaczął tańczyć w zespole. Uczył się jednocześnie gry na bębenku jednostronnym, klarnecie i saksofonie. Z czasem taniec ustąpił miejsca coraz większej odpowiedzialności za zespół, repertuar i jego artystyczny kształt. Od 1996 roku jest jego kierownikiem. – Prowadzę zespół od 1996 roku – mówi. – Przez te wszystkie lata człowiek się tego nauczył. Poznał ludzi, tradycję, repertuar. To nie jest już tylko praca.

W Centrum Kultury Kurpiowskiej pracował od 1996 roku, wcześniej zajmując się folklorem także w innych placówkach. Kiedy w 2024 roku został powołany na stanowisko dyrektora Centrum, wszedł więc w nową rolę z doświadczeniem człowieka, który od dawna znał tę instytucję od środka.
Dyrektorowanie oznacza jednak także administrację, dokumenty i organizację. Łaszczych przyznaje, że pracy jest dużo, ale nie jest sam. – Mam dobrą kadrę. Pomaga mi żona, jest księgowa. Wszystko się zazębia. Dzielimy robotę na zespół. I chyba właśnie słowo „zespół” najlepiej opisuje jego sposób myślenia. Nie tylko ten artystyczny, występujący na scenie, ale również ludzi pracujących w Centrum Kultury.
Centrum, które ma być dla ludzi
Centrum Kultury Kurpiowskiej w Kadzidle nie żyje wyłącznie wielkimi imprezami. Owszem, są wydarzenia, które na stałe wpisały się w kalendarz regionu. Jest „Śladami Kurpiów”, podczas którego podsumowuje się życie kulturalne regionu i honoruje kurpiowskich twórców. Jest „Wesele Kurpiowskie”, dziś organizowane jako Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny „Wesele Kurpiowskie”. Jest również Niedziela Kadzidlańska. Ale pomiędzy wielkimi wydarzeniami toczy się codzienna praca.
W Centrum działa „Kurpianka”, Uniwersytet Trzeciego Wieku, chór liczący blisko trzydzieści osób, zajęcia teatralne, plastyczne i taneczne. Są zajęcia dla dzieci i młodzieży, hip-hop, akrobatyka, różne formy tańca. Działają również programy poświęcone tradycyjnemu rękodziełu – wycinankarstwu, tkactwu, haftowi czy pieczywu obrzędowemu. – Staramy się wychodzić do ludzi -podkreśla Łaszczych. – Pytamy, jakie koncerty ich interesują. Ja, pracując jako dyrektor, nie pracuję dla siebie. Dla siebie już się napracowałem, prowadząc zespół. Teraz robię to dla ludzi, dla serca, dla ludzi. Wiemy, czego chcą, i staramy się wychodzić im naprzeciw.
To ważna deklaracja. Człowiek, który przez lata budował własną artystyczną drogę, mówi dziś, że dyrektorowanie nie jest kolejnym szczeblem kariery. Jest służbą lokalnej społeczności.
„Kurpianka” – historia, która trwa
Historia zespołu sięga 1947 roku. Po wojnie powstał zespół złożony z tancerzy i kapeli. Jedną z ważnych postaci jego początków był Józef Mróz, znany harmonista. Później zespół został związany ze spółdzielnią „Kurpianka”, a przez lata jego kierownikiem był m.in. Stanisław Freich. Po kolejnych przemianach „Kurpianka” znalazła swoje miejsce przy Centrum Kultury.
Paweł Łaszczych jest częścią tej historii od bardzo dawna. Najpierw jako tancerz, później jako muzyk i kierownik. Nie traktuje jednak zespołu jak muzealnego eksponatu. „Kurpianka” ma żyć, występować i przyciągać kolejne pokolenia. Jednocześnie nie może zgubić tego, co stanowi o jej wyjątkowości.
– Zespół prezentuje folklor Puszczy Zielonej. I ten repertuar jest tak ogromny i szeroki, że nie musimy sięgać po inne regiony. Mamy dużo tańców, dużo pieśni, mamy obrzędy. To właśnie autentyczność jest dla Łaszczycha najważniejsza. – Nie mamy baletu. To jest autentyczny taniec. Tańczymy normalnie, po kurpiowsku, tak jak po wiejsku. Nie idę w balet. Nie ruszamy tego, dlatego że ja stawiam na autentyczność. Forma pokazana dobrze, prawdziwa, jest naprawdę piękna. Nie trzeba jej urozmaicać. W tym podejściu jest coś więcej niż artystyczna deklaracja. Jest szacunek dla ludzi, którzy ten folklor tworzyli.
Taniec, który nie potrzebuje ozdobników
„Kurpianka” prezentuje szeroki repertuar tańców Puszczy Zielonej. Są wśród nich polki i oberki, powolniak, stara baba, fafur, olender, żuraw, duna, czyli okrąglak, wyrwaz czy konik. Każdy z nich ma własny charakter, rytm i historię. Łaszczych zwraca uwagę na różnicę pomiędzy tańcem a pieśnią. – U nas na Kurpiach wszystkie tańce są dynamiczne. Jedynym tańcem, który tańczy się wolno, jest żuraw. Pieśni natomiast są często smutne, wolne, melancholijne.
W „Kurpiance” śpiew i taniec pozostają ze sobą połączone. – Wszyscy tańczą, wszyscy śpiewają. Jak gra kapela, to tańczymy. Na Kurpiach było tak, że kapela była przede wszystkim do tańczenia. Czasami tylko podawała tonację przy śpiewie.
I znów pojawia się słowo-klucz: autentyczność. Łaszczych nie chce budować efektu scenicznego kosztem prawdy. Jeśli dawny taniec był prosty, ma pozostać prosty. Jeśli melodia miała określony charakter, nie należy jej na siłę zmieniać.
Muzyk, który pamięta melodie
Sam Łaszczych nie jest wyłącznie kierownikiem zespołu. Gra w kapeli na klarnecie. Jak mówi, melodie i tonacje czerpał od dawnych kurpiowskich muzyków – m.in. Józefa Mroza, który jeszcze przed wojną był znanym muzykiem.
To bardzo charakterystyczne dla jego sposobu pracy. Wiedza nie przychodzi wyłącznie z książek. Część tradycji przekazywana jest bezpośrednio – od człowieka do człowieka. Dlatego Łaszczych tak dużo mówi o dawnych ludziach związanych z „Kurpianką”. Wspomina Stanisława Freicha, który opowiadał o historii zespołu i Kadzidła podczas rozmów przy stoliku. – Ja te wszystkie informacje wziąłem z pierwszej ręki.
To zdanie można właściwie uznać za klucz do jego działalności. Jest człowiekiem, który słuchał tych, którzy byli przed nim, a potem sam przejął odpowiedzialność za przekazanie tej wiedzy dalej.
Od dziesięciolatka do osiemdziesięciolatka
W „Kurpiance” spotykają się pokolenia. Najmłodsi mają około dziesięciu lat, najstarsi – około osiemdziesięciu. Jest grupa młodsza, młodzieżowa i dorosła. To dla Łaszczycha nie tylko rozwiązanie organizacyjne. To sposób na ciągłość tradycji. Młody człowiek, który dziś przychodzi na próbę, za kilka czy kilkanaście lat może stać się tym, który nauczy następnych tańca, pieśni albo melodii. Dlatego próby odbywają się dwa-trzy razy w tygodniu, a zespołowi towarzyszy muzyk grający podczas zajęć.
Strój też opowiada historię
W „Kurpiance” także strój nie jest przypadkowym scenicznym kostiumem. Zespół korzysta z tradycyjnych wzorów, a różnice pokazują m.in. stan cywilny kobiet. Panna ma charakterystyczne nakrycie głowy, mężatka zakłada chustkę. Inne są również fartuchy i sposób ułożenia spódnic. Stroje są sukcesywnie uzupełniane i doszywane. Dla widza może to być po prostu barwny obraz. Dla człowieka zajmującego się folklorem każdy szczegół ma jednak znaczenie.

Wesele, które trwa
Jednym z najważniejszych elementów repertuaru „Kurpianki” pozostaje „Wesele Kurpiowskie”. Tradycja jego prezentowania sięga 1954 roku. Zespół korzysta także z dawnych opracowań i materiałów dokumentujących kurpiowskie obrzędy. To nie jest jednak przedstawienie w rodzaju współczesnego widowiska folklorystycznego, w którym wszystko podporządkowuje się efektowi. -Wesele Kurpiowskie jest długie, ale program artystyczny, tańce i śpiewy możemy pokazać przez godzinę i widz na pewno nie będzie się nudził. Bo siła tego widowiska nie polega wyłącznie na atrakcyjności. Polega na tym, że za tańcem, śpiewem i strojem stoi rzeczywisty obyczaj.
Człowiek, który został po drugiej stronie sceny
Paweł Łaszczych jest jednocześnie artystą i organizatorem. Choreografem i dyrektorem. Muzykiem i człowiekiem od dokumentów. Człowiekiem sceny, który z czasem coraz bardziej musi patrzeć na kulturę także od strony instytucji. Ale kiedy mówi o swojej pracy, najważniejsi pozostają ludzie. – Nie pracuję dla siebie. Dla ludzi. Dla serca, dla ludzi.
Może właśnie dlatego jego droga od młodego tancerza „Kurpianki” do dyrektora Centrum Kultury Kurpiowskiej wydaje się tak naturalna. Przez lata poznawał folklor od środka: najpierw poprzez taniec, później muzykę, śpiew, prowadzenie zespołu, tworzenie programów i pracę z kolejnymi pokoleniami. Dziś ma pod opieką nie tylko „Kurpiankę”, ale całe centrum, które ma być miejscem spotkania mieszkańców z kulturą.
Patron, który został w pamięci
Centrum nosi imię ks. Mieczysława Mieszki. Łaszczych opowiada o nim z wyraźnym szacunkiem, choć sam księdza nie poznał – urodził się już po jego śmierci. Wiedzę o nim czerpał od ludzi, którzy pamiętali jego działalność. W Centrum znajduje się izba pamięci poświęcona księdzu. Są tam dokumenty i pamiątki – m.in. biurko, przy którym pracował, oraz zegar z jego plebanii. Dla Łaszczycha to również część historii miejsca, w którym dziś pracuje.
Tak właśnie działa pamięć na Kurpiach: człowiek przekazuje opowieść drugiemu człowiekowi, ten kolejnemu, a po latach historia wraca w rozmowie, na scenie, w pieśni albo w muzealnej izbie.
„To nie jest tylko praca”
Paweł Łaszczych ma za sobą dziesięciolecia działalności. Był tancerzem, instruktorem folkloru, kierownikiem zespołu, muzykiem, śpiewakiem i choreografem. Prowadził również inne zespoły, a za swoją działalność był dwukrotnie stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Dziś jako dyrektor odpowiada za funkcjonowanie Centrum Kultury Kurpiowskiej. Ale gdy mówi o tym wszystkim, trudno oprzeć się wrażeniu, że kolejne funkcje są tylko nazwami. Najważniejsze jest to, co pozostaje pod nimi. Taniec. Muzyka. Pieśń. Strój. Obrzęd. Pamięć. I ludzie, którzy chcą to jeszcze przekazywać dalej.
„Kurpianka” występowała w wielu krajach Europy i poza nią, od Włoch, Wielkiej Brytanii i Belgii po Litwę, Grecję, Turcję, Tunezję czy Dubaj. Zdobyła także prestiżową Nagrodę im. Oskara Kolberga, a jej znakiem rozpoznawczym pozostaje dbałość o autentyczność kurpiowskiego folkloru.
Dla Pawła Łaszczycha największą wartością nie jest jednak sama liczba występów czy zagranicznych podróży. Najważniejsze jest, żeby kiedy zgasną światła sceny, Kurp nadal pozostał Kurpiem. Bez udawania. Bez nadmiaru ozdobników. Bez poprawiania tradycji. Bo jak mówi Paweł Łaszczych – prawdziwy folklor jest naprawdę piękny. I nie trzeba go niczym wzbogacać.




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












