
Poznają się w słynnej kawiarni Le Rotonde na paryskim Montparnassie w 1914 roku. Jego zaprowadzi tam Mojżesz Kisling, polski malarz z Krakowa. Ją sprowadzi tam los. Razem przeżyją przygodę życia z malarzami paryskiej awangardy początku XX wieku. On zajmie się handlem obrazami, ona domem, o „swoich” malarzy zadbają wspólnie. Kilkanaście portretów Anny namaluje Amadeo Modigliani. Inni pod ich kuratelą – Maurice Utrillo, André Derain czy największe odkrycie Zborowskich, Chaïm Sautine – to dziś lokomotywy domów aukcyjnych. Wtedy jednak łączy wszystkich brak pieniędzy, pragnienie ich posiadania i … Ecole de Paris.
Ecole de Paris, czyli kolebka nowej sztuki. Paryż od ok. roku 1900 staje się światowym centrum poszukiwań nowych form wyrazu w sztuce, przede wszystkim malarstwie. Tę rewoltę inspiruje sukces malarzy impresjonistów drugiej połowy XIX wieku; to oni, po trudnych doświadczeniach z wyśmiewającą ich krytyką i niechęcią publiczności stworzą nową koncepcję sztuki i dokonają wyłomu w jej tradycyjnej, akademickiej formie. Ale przybywający stadnie do Paryża z całej Europy młodzi malarze szansę odkrycia „nowego” malarstwa widzą w negacji „starego”, łącznie z najmłodszym w tym starszeństwie, impresjonizmem. Obrazowo rzecz ujął Picasso: – Na wszystkich ich obrazach widać tylko, jaka była wtedy pogoda; malarstwa na nich nie widać. Pogarda dla przeszłości nie idzie jednak w parze z wiedzą, na jakiej zasadzie to nadchodzące „nowe” malarstwo ma przewyższać „stare”, jedyną wskazówką wydaje się myśl Charlesa Baudelaire’a: – Zanurzyć się w głębię nieznanego, by odnaleźć nowe. I to nowe rodzi się w końcu pośród barów, nocnych klubów i domów publicznych Montparnassu i Montmartru. I zanim malarskie szaleństwa form, barw, figur i ich kompozycji z aktami kucharek, tancerek i panien ulicznych (la horizontales) przestaną być przedmiotem zgrozy i pośmiewiska i zaczną zdobić salony, w kosmopolitycznym światku paryskich malarzy leje się alkohol, panuje bieda, a w surowość obyczaju wstępuje lekkość i swoboda. Nadciąga też wojna, nie zatrzyma jednak zaczętej rewolty, zrobi to następna. I wtedy dopiero 40 lat artystycznego fermentu, wysypu nowych form malarskich, rywalizacji, rozczarowań i sukcesów, czyli fenomen Ecole de Paris, przejdzie do historii. Leopold i Hanka Zborowscy pozostają znaczącą, chociaż zapomnianą jej częścią.
Ferment. Pierwsze próby przebicia oferty impresjonistów pochodzą od Vincenta van Gogha, Paula Gaugina, George’a Seurata i Paula Cezane’a. Kończą się w roku 1906 wraz ze śmiercią tego ostatniego, ale zbiegają jednocześnie z pierwszym „grupowym” przełomem niepokornych malarzy nazwanych „dzikusami”; wyróżniają się w światku paryskiej awangardy, kiedy „przemalowują” tematy impresjonistów: – Smarowało się – wspominał Maurice de Vlaminck. – André Derain na prawo od mostu w Chatou, a ja na lewo, on na czerwono, ja na czarno. Farb na płótnie nie mieszają, nakładają je takie, jakimi są, brakuje odcieni, dominują kontrasty. To „rzucanie w twarz publiczności garnkiem farby”, jak grzmi jeden z krytyków, wyłania pierwszy malarski trend Ecole de Paris – fauvizm, spolszczoną wersją jest fowizm, od francuskiego les fauves: dzikie bestie, drapieżniki. Atrakcyjne nieziemskimi wibracjami barw i kompozycji malarstwo fowistów przypomniało w 2023 roku muzeum sztuki w Bazylei wystawą „Matisse, Derian i przyjaciele”, z obrazem André Deraina na plakacie.
Zborowscy. Leopold Zborowski (ur. 1889), z Zaleszczyk na Ukrainie, pojawia się w Paryżu w 1913 roku na stypendium w Ecole du Louvre. Anna Sierzpowska (ur. 1885) przerywa pracę jako nauczycielka geografii w prywatnej szkole w Lublinie, w Paryżu zamierza studiować. Plany obojga niweczy wojna. Zborowski trafia na Montparnasse i utrzymuje się z handlu książkami i rycinami, ale jako poeta, zaczyna rozumieć artystyczny ferment środowiska, w którym się znalazł. To dzięki Mojżeszowi Kislingowi, z którym się przyjaźni i u którego mieszka do 1915 roku. Gdy spotka Annę, zamieszkają w „Sunny Hotel” przy boulevard de Port-Royal. Razem chcą pomagać biedującym malarzom, kupując i sprzedając ich obrazy. „Zbo” jest popularny, wianuszek malarzy wokół niego rośnie, każdemu obiecuje sławę i pieniądze. Z tym ostatnim jest problem i Zborowski kupuje ich obrazy jedynie w ramach doraźnej pomocy; są tanie, kilkanaście, kilkadziesiąt franków. Wielokrotność tej kwoty to jednak spory wydatek, ale jego znajomości i kontakty z innymi handlarzami pozwalają przeżyć także jemu i Annie.
Kiedy Zborowski zaczyna jako marszand, czołowi fowiści – Derain, Vlaminck, Henrii Matisse – nie pracują już pod jednym szyldem. Ich jedność rozbija zdecydowanie bardziej awangardowy kubizm, zainicjowany przez Picassa i Georgesa Braque’a. Jednak fowizm i „zło konieczne”, jak określa kubizm poeta Guillaume Apollinaire, wyzwalają w malarzach Montmartru i Montparnassu skryte pokłady inwencji i tłumionej odwagi, pojawi się niebawem ekspresjonizm, dadaizm, surrealizm, futuryzm, formy abstrakcyjne… Ta eksplozja nowego malarstwa dojrzałość i wymierny sukces osiągnie po zakończeniu I wojny światowej, i wtedy dopiero Zborowscy otworzą „Galerie Zborowski” przy rue de Saine 26 w Paryżu. Wcześniej galerią i pracownią „ich” malarzy będzie hotelowy pokój, a potem wynajęte mieszkanie. Żyć będą skromnie, bardzo nawet, podobnie jak ich pierwsi i najbardziej znani podopieczni – Amadeo Modigliani i Chaïm Sautine – jedni z nielicznych, którzy, ku zgorszeniu Picassa, minęli się w swojej sztuce z jego kubizmem.
Amadeo Modigliani. Włoch, do Paryża przyjeżdża w 1906 roku. Rzeźbi i maluje. Rzeźby rozdaje, obrazy próbuje sprzedawać. Bez powodzenia. Włóczy się po kawiarniach i restauracjach Montparnassu, oferując swoje szkice i rysunki – jeden rysunek za szklankę wina. Największe powodzenie ma w La Rotonde, którego właściciel przychylny jest malarzom i wspierającym ich klientom. W latach 1915-16 dzieli z Kislingiem pracownię przy rue Joseph‑Bara 3, a marszand Paul Guillaume wystawia, wraz z innymi, kilka jego obrazów. Żadnego nie sprzeda, ale Zborowski jest zdecydowany, chciałby zostać jego wyłącznym pośrednikiem. Niestety, za 20 franków dziennie Modigliani właśnie zaczyna malować dla jednego z handlarzy na zapleczu jego sklepu przy rue de la Boetie, ale gdy ów zażąda „samych tylko arcydzieł”, umowa wygaśnie. Zborowski bez namysłu sprzedaje kilka obrazów Deraina i Kislinga i wiąże się z Modiglianim. Od teraz, każdego dnia, od drugiej do szóstej po południu, hotelowy pokój Zborowskich zamienia się w malarską pracownię. Dopiero w wynajętym mieszkaniu przy rue Joseph Bara 13, gdzie wprowadzą się w lipcu 1916 roku, największy pokój przeznaczą wyłącznie na pracownię Modiego.

Modi, przy butelce czerwonego wina, w jedno popołudnie maluje zwykle średnich rozmiarów obraz. Niekiedy tylko potrzebuje więcej czasu. Za wino płacą Zborowscy, zapewniają też farby, płótna, opłacają modelki i jego pokój w hoteliku przy rue de Buci naprzeciw kawiarni „Procope”; Modi dostaje też 20 franków każdego dnia. Takie są koszty za wyłączność sprzedaży jego obrazów, szkiców i rysunków. Gdy brakuje pieniędzy na opłacenie modelki, pozuje Anna; tak powstanie przynajmniej jedenaście jej portretów; Zborowski pozuje do trzech. Anna pomaga zajmować się artystami, modelkami, dostarcza klientom, jeżeli się trafią, zakupione obrazy.

W mieszkaniu Zborowskich powstają najbardziej cenione i rozpoznawalne dzieła Modiglianiego – portrety i akty; tych ostatnich namaluje ponad 30. Zborowski wystawi je w galerii marszandki Berthe Weil w 1917 roku. Policja, pod zarzutem nieobyczajności, zażąda usunięcia wystawionego w oknie galerii aktu, czym pobudzi zainteresowanie publiczności. Nie przełoży się to na finansowy sukces, ale zwróci skrytą uwagę handlarzy i kolekcjonerów. Za jakiś czas przyjdą do Zborowskiego z żałośnie niską ofertą kupna. Niestety, końca wojny nie widać, paryski rynek sztuki jest w zapaści, malarze biedują razem z handlarzami, jedynie ci bogaci, „cynicznie hojni” skupują obrazy za bezcen; mogą sobie pozwolić na czekanie. Mniej lub bardziej świadomie bogacą się też niektórzy właściciele szynków, restauracji, hoteli, czy kawiarni, którzy przyjmują od malarzy rysunki, szkice, obrazy jako zapłatę.
Zborowscy przędą cienko, bywa, że dzielą się z Modim fasolą, bo tylko na nią ich stać. Dopóki mogą, na utrzymanie siebie i jego pożyczają pieniądze pod zastaw obrazów innych malarzy, jakie jeszcze posiadają. Taka sytuacja nie może jednak trwać długo, muszą sprzedawać, ale będzie to zaledwie kilkadziesiąt, kilkaset franków za pojedynczy obraz Modiego, albo gorzej, kilka tysięcy franków za 5 do 20 takich obrazów oddawanych hurtem. Niedługo po zakończeniu wojny te same obrazy osiągną cenę od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy franków za sztukę. Ale do tego czasu dużą część urobku Modiglianiego Zborowscy już wyprzedadzą. Modi swojego powodzenia również nie doczeka, wyniszczony alkoholem i gruźlicą umrze w styczniu 1920 roku w wieku 35 lat. Nie pomoże zorganizowany w 1918 roku przez Zborowskich jego wyjazd, wraz z narzeczoną Jeanne Hébuterne i Chaïmem Sautinem, innego ich podopiecznego, na południe Francji do Nicei i Cagnes-sur-Mer. Modi namaluje tam nieliczne pejzaże i przejmująco tęskne portrety Jeanne. Jeanne, w ósmym miesiącu ciąży, popełni samobójstwo kilka dni po śmierci Modiglianiego. Jego pracownię w mieszkaniu Zborowskich zajmie Chaïm Sautine.
Chaïm Sautine. Właściwie Sutin, pochodzi z okolic Mińska (ur. 1893), studiuje w Wilnie, a w Paryżu pojawia się w 1911 roku. Bez pieniędzy i znajomości języka. Bieduje i maluje, jak wielu wtedy, w La Ruche, artystycznym „przytułku” Montparnassu, budynku wzniesionym w 1900 roku na potrzeby wystawy paryskiej przez Gustawa Eiffla. Od 1916 roku żyje i maluje dzięki Zborowskim. Bywa w ich domu, ale mieszka gdzie popadnie, przyjaźni się z Modiglianim. Jeden z portretów Chaïma, z braku płótna, Modi maluje na drzwiach swojej pracowni w mieszkaniu Zborowskich. Patrząc na malowidło w otoczeniu wielu niesprzedanych obrazów zalegających mieszkanie, zrezygnowany Zborowski skonstatuje: – No, to drzwi są stracone! Nie wie wtedy jeszcze, że w powojennej koniunkturze nowobogacki kolekcjoner z wypasionej wojną Ameryki za drzwi z portretem i framugą zapłaci 130 tysięcy franków.

Obrazy Sautine’a „nie idą”. Klienci powoli przywykają do „dziwactw” awangardy Montparanassu, jednak tematy i kompozycje Sautine’a wychodzą poza nie. Zdeformowane portrety i pejzaże, „martwe” natury ze zwierzęcymi eksponatami w stanie zupełnego rozkładu, np. Martwy kogut w pomidorach, jakby mówiły – nie u mnie szukać szumu traw i śpiewu ptaków, lepiej zatkać nos! Pisarz Francis Carco wspomina, jak to któregoś razu Sauitne zażyczył sobie, aby Zborowski dostarczył mu do pracowni zabitego, odartego ze skóry woła. Propozycje „czegoś mniejszego” odrzuca, musi być wół. Gdy już go ma, zamyka się w pracowni i maluje. Po kilku dniach mięso zaczyna gnić, po kilku następnych jego odór przenika mieszkanie i piętro. Sąsiedzi się buntują. Szczęściem Sauitne kończy pracę i padło można usunąć. Obraz szybko i dobrze się sprzedaje: – To arcydzieło! – zachwycał się handlarz nabywca. – Czuć je!
Lepsze czasy… W 1923 roku Zborowscy sprzedają, razem ze znanym handlarzem Paulem Guillaume, 60 obrazów Sautine’a i nieokreśloną liczbę dzieł Modiglianiego, jakie jeszcze posiadają. Wszystko kupuje amerykański kolekcjoner i promotor sztuki Albert C. Barnes.
Wydaje się, że Zborowskim w końcu dopisało im szczęście, spłacają długi i odzyskują finansową niezależność. Wystarcza też na otwarcie własnej galerii „Galerie Zborowski” przy rue de Saine 26, gdzie promują m.in. Marca Chagalla, André Deraina, Maurice Utrillo. Passa jednak nie trwa długo. Kryzys finansowy końca lat 20. ponownie demoluje rynek sztuki i obnaża słabość ich przedsięwzięcia – kolejne długi. Aby je spłacić, trzeba sprzedać całą posiadaną kolekcję. Zborowski umiera nagle w 1932 roku, Anna zostaje bez środków do życia. André Derain, którego obrazy już bardzo dobrze się sprzedają, ofiaruje jej kilka na trudny czas. Anna umiera w Paryżu w 1978 roku, jej wspomnienia ukażą się w 2015 roku we Francji, a niektóre wizerunki „zapomnianej Anny”, które Modigliani maluje w latach 1916-20, przypomni w 2025 roku muzeum sztuki nowoczesnej MoMa w Nowym Jorku.

Transakcja handlowa Zborowskich z Albertem Barnsem w 1923 roku to również niefortunne, chociaż nieuniknione rozstania. Jest takim ostateczne pożegnanie z Modiglianim, którego sztuka zaczęła swoje niezależne, rynkowe życie w kręgach kolekcjonerów i marszandów, ale już bez udziału Zborowskich, wyprzedali bowiem wszystko, co zostawił. To również rozstanie z Sauitinem, którego promocję i rynkowe powodzenie przejęli od Zborowskich inni marszandzi, w tym sam Albert Barnes, zapewniając Sautinowi międzynarodowy rozgłos, rynek i pieniądze. W tej odsłonie historii Zborowskich postać Barnsa jest znamienna. Pierwsze obrazy, w liczbie 33, w tym impresjonistów, zakupił w Paryżu przez pośrednika w 1911 roku za 20 tys. dolarów. Kilka lat wcześniej za tę kwotę mógł kupić „wagon Cezanów, Derainów lub Matissów”, ale w połowie lat 20. starczyłoby już tylko na kilka takich obrazów. Malarska kolekcja Burnsa liczy dzisiaj blisko 900 pozycji, a jej wartość wyceniana jest na 25 miliardów dolarów. Z tej perspektywy losy Zborowskich i ich związków z Modiglianim i Sautinem można by podsumować, trawestując Edgara Degasa – byli niczym „wyścigowe konie, które wzięły pierwszą nagrodę, a zadowoliły się miarką owsa”. Ale czy jako przyjaciele malarzy, a potem dopiero marszandzi, mogli, chcieli, potrafili inaczej?…
Marian W Radny




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












