Twórczość Henryka Mażula wyrasta z doświadczenia pogranicza – nie tylko geograficznego, lecz także kulturowego, językowego i egzystencjalnego. Wileńszczyzna, z jej wielowarstwową historią, pamięcią dawnych Rzeczypospolitych i dramatami XX wieku, nie jest w jego pisaniu jedynie tłem. Stanowi raczej trwały punkt odniesienia, przestrzeń duchową, z której wyrasta poetycki obraz świata, naznaczony nostalgią, refleksją nad przemijaniem oraz pytaniem o tożsamość.

Mażul należy do tych autorów, dla których literatura jest formą rozmowy z pamięcią – osobistą i zbiorową. Jego wiersze i teksty prozatorskie często balansują na granicy snu i jawy, realności i wspomnienia, teraźniejszości i przeszłości. To właśnie owo „zawieszenie” – charakterystyczne dla doświadczenia ludzi pogranicza – staje się jednym z kluczowych rysów jego pisarstwa.
Język Mażula jest oszczędny, lecz nasycony znaczeniami. Poeta unika patosu, stawiając raczej na skupienie i wewnętrzną ciszę. Obrazy, które buduje, są często proste: dom, droga, krajobraz dzieciństwa, twarze bliskich. Jednak za tą prostotą kryje się głęboka refleksja nad losem człowieka wyrwanego z „małej ojczyzny”, skazanego na pamięć jako jedyną formę powrotu. W tym sensie jego twórczość wpisuje się w ważny nurt literatury kresowej, ale jednocześnie wymyka się łatwym klasyfikacjom.
Szczególne miejsce w pisaniu Mażula zajmuje czas – nie linearny, lecz krążący, powracający, niekiedy bolesny. Przeszłość nie jest u niego zamkniętym rozdziałem; przenika teraźniejszość, wpływa na sposób widzenia świata, na relacje z innymi, na język. Autor nie rekonstruuje historii w sensie faktograficznym, lecz raczej jej emocjonalne echo: to, co pozostało w człowieku po wielkich wydarzeniach, migracjach, zerwanych ciągłościach.
Wileńszczyzna w jego utworach nie bywa idealizowana. Jest raczej przestrzenią utraty, ale i wewnętrznego zakorzenienia. Mażul pokazuje, że tożsamość Polaka z tych ziem nie jest dana raz na zawsze – musi być stale na nowo opowiadana, przeżywana i potwierdzana. Literatura staje się tu formą ocalenia: języka, pamięci, doświadczenia wspólnoty, która istnieje dziś często bardziej w słowie niż w realnej geografii.
Ważnym aspektem twórczości Mażula jest jej refleksyjny, niemal medytacyjny charakter. Autor stawia pytania o sens istnienia, o granice poznania, o relację człowieka z sacrum – lecz czyni to bez jednoznacznych odpowiedzi. Jego pisanie bliższe jest zadumie niż deklaracji, szeptowi niż krzykowi. Dzięki temu teksty te zachowują uniwersalność, wykraczając poza lokalny czy biograficzny kontekst.

Twórczość Henryka Mażula można czytać jako intymny zapis losu Polaka z Wileńszczyzny, ale także jako głos w szerszej rozmowie o kondycji człowieka XX i XXI wieku – człowieka przesiedleń, niepewnej tożsamości, rozdartego między „tam” i „tu”. To literatura cicha, skupiona, wymagająca uważnego czytelnika, lecz odwdzięczająca się głębią i autentycznością doświadczenia. W świecie przyspieszonych narracji i uproszczonych tożsamości pisarstwo Mażula przypomina, że pamięć nie jest ciężarem, lecz źródłem sensu. A Wileńszczyzna – choć często obecna już tylko w słowie – nadal może być miejscem duchowego powrotu.
* * *
Na spotkanie autorskie z Henrykiem Mażulem – z poetą wileńskim i dziennikarzem przybyło do Muzeum Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie liczne grono jego przyjaciół. Poeta zaprezentował gościom swój ostatni – jeszcze ciepły tomik poezji pt. „Co jawa, co sen”. Henryk jest też autorem 4 wcześniejszych zbiorów wierszy, które zostały wydane na Litwie i w Polsce. Są to: „Doszukać się orła” (1991), „Iliady” (1991), „22 wiersze” (2000), „Niedowidzę, niedosłyszę, niepokoję się” (2005).
Twórca opowiedział o swoich pierwszych próbach wierszopisania, które miały miejsce jeszcze podczas nauki w szkole w Pakiszkach w rejonie szyrwinckim, o zafascynowaniu poezją Leopolda Staffa i ewolucji pisarskiej od wiersza rymowanego do wiersza białego i wreszcie o powrocie do wiersza z rymami.
Podczas tego spotkania wiersze poety recytowali uczestnicy „kawiarenki literackiej”. Następnie autor osobiście zaprezentował swoje nowe utwory: „Przedwiośnie mą miłością”, „Co jawa, co sen” „Chwila” i inne. Poezji towarzyszyły piosenki i brzmienie gitary w wykonaniu Wiktora Dulki, Wiktora Tamošiūnasa i Heleny Bakuło. Opowiadaniu gościa kawiarenki o podróżach literackich towarzyszyła premiera – pierwszy występ kukiełek z przyszłego teatrzyku marionetek, który powstaje przy muzeum.
* * *
HENRYK MAŻULA urodził się 1 stycznia 1953 roku na Wileńszczyźnie. Po zdaniu matury w polskiej szkole w Mejszagole, studiował polonistykę na Wileńskim Uniwersytecie Pedagogicznym, który ukończył w roku. Zaraz po studiach podjął się pracy dziennikarza (1975) w ukazującej się na Litwie prasie polskojęzycznej, kierując przez ostatnie lata „Magazynem Wileńskim”. Jest laureatem m.in. „Orlego pióra” – nagrody, przyznawanej przez Związek Polaków na Litwie dla najlepszych w swoim zawodzie. Przymierze z poezją zawarł na dobre w ławie studenckiej. Autor tomików: „Doszukać się orła”, „Iliady”, „22 wiersze” oraz „niedowidzę niedosłyszę niepokoję się”, laureat kilku nagród literackich. Będąc jednym z animatorów współczesnego środowiska poetyckiego nad Wilią, aktywnie ponadto się udzielał w działalności społecznej: w roku 1988 w wąskim gronie rodaków współtworzył Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Polaków na Litwie, przekształcone po niespełna roku w Związek Polaków na Litwie, a w roku 1990 był „kołem zamachowym” powoływanego do życia Klubu Sportowego „Polonia”.
Wiersze z nowego tomu poezji „Co jawa, co sen”:
Co jawa, co sen…
Znowuż ten sen o życiu poczęty naprędce
przy wezgłowiu mym staje i wyciąga ręce
niczym matka do syna, gdy z tułaczki śpieszy
do domowych, przetkanych tęsknotą pieleszy.
A tu dnieje akurat. Wnet słońce się wtoczy
z horyzontu pagóra ludziom prosto w oczy
i codzienność miast raczyć filiżanką kawy
tę jak zawsze prawdziwie wygarnie na ławy.
Trzeba wstać, żeby iść, kędy drogi zygzaki,
pokornie się zgodziwszy na cel byle jaki,
z miną mędrca, który udaje, że wie prawie,
co we śnie jawą bywa, a co – snem na jawie…
Przed burzą
Wierzby w spazmie zastygły spragnione ogromnie,
jaskółka gładź sadzawki błyskawicą kosi.
Na ulewę idzie, na potop się zanosi.
Oby Noe przypadkiem nie zapomniał o mnie.
Edyp
Od skóry aż po skórę – przepaść.
Serce nad nią szepce: „Nie spaść, nie spaść!”.
Krok do tyłu – podzieli los pięty,
krok do przodu – runie w swe odmęty,
a podzwonnym zawtóruje śmiechem
Sfinks, co jest powietrzem i oddechem.
Wygaszanie ogniska
Spuśćmy wodę ze smyczy,
niech w agonii zasyczy
to penatów zarzewie.
Milcząc tabor zwiniemy,
tylko dokąd pójdziemy,
nikt nie wie.




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












