Polska

Obergut – miejsce, gdzie czas zwalnia…

Są na Dolnym Śląsku wsie, które zachwycają zabytkami, inne przyciągają krajobrazem, jeszcze inne swoją historią. Są jednak i takie, które swoją niezwykłość budują przede wszystkim dzięki ludziom. Ludziom, którzy potrafią spojrzeć na stare miejsce nie jak na ruinę, lecz jak na początek nowej historii.

Obergut – gospodarstwo agroturystyczne Fot. Leszek Wątróbski

Tak właśnie jest tutaj – w niewielkiej dolnośląskiej miejscowości – Stradomii Wierzchniej – najpiękniejszej wsi dolnośląskiej, która dzięki zaangażowaniu swoich mieszkańców sięgnęła po zwycięstwo w tegorocznym konkursie na najpiękniejszą wieś Dolnego Śląska. Nie chodziło w nim wyłącznie o wygląd. Ważne było pokazanie, jak współczesność może spotkać się z tradycją i historią. W tę opowieść znakomicie wpisuje się Obergut – gospodarstwo agroturystyczne Anetty Kucharskiej, miejsce niezwykłe nie tylko dla miłośników koni.

Nazwa Obergut nawiązuje do historii miejsca i jego przeszłości. Dawna nazwa miejscowości brzmiała Oberstradam, a słowo „gut” oznaczało majątek. Nazwa gospodarstwa stała się więc swoistym pomostem pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. To właśnie historia okazała się jednym z kluczy do sukcesu całej miejscowości.

Wszystko zaczęło się od konia

Anetta przyznaje, że konie fascynowały ją od dziecka. Przez lata jednak brakowało czasu, aby wrócić do dawnego zamiłowania. Przełom przyszedł wtedy, gdy jej córce zdiagnozowano dysleksję. Jednym z elementów pracy z dzieckiem była jazda konna.

Córka zaczęła jeździć, choć początki nie były łatwe. Pewnego razu spadła z konia. Paradoksalnie właśnie wtedy Anetta sama wróciła do pasji z dzieciństwa. Konie znów pojawiły się w jej życiu – tym razem już na dobre.

Początkowo Anetta prowadziła działalność w ośrodku jeździeckim pod Wrocławiem. Nie wszystko jednak wyglądało tak, jak sobie wymarzyła. Brakowało odpowiedniego podłoża do pracy, były problemy ze stajnią i codziennym funkcjonowaniem gospodarstwa.

Anetta Kucharska prowadzi naukę jazdy konnej Fot. Leszek Wątróbski

Pewnego dnia, rozczarowana sytuacją, rozpłakała się. Wtedy podszedł do niej mężczyzna, który wcześniej był na polowaniu. Zapytał, co się stało. Kiedy usłyszał, że nie odpowiada jej miejsce, powiedział: „Byłem na polowaniu i widziałem takie miejsce. Weź zobacz, czy ci się spodoba”. Pojechała. Spodobała jej się… ruina. I właśnie ta ruina stała się początkiem Obergutu.

Z ruiny powstało życie

Dzisiaj trudno uwierzyć, że miejsce, w którym słychać rżenie koni, można odpocząć nad stawem, rozpalić ognisko i po prostu usiąść na trawie, było kiedyś tylko ruiną. Anetta i jej rodzina są właścicielami tego miejsca od 17 lat, a działalność agroturystyczna funkcjonuje tam od 15 lat.

W konkursie na najpiękniejszą wieś Dolnego Śląska ważne było bowiem pokazanie związku codziennego życia z tradycją i historią. Mieszkańcy potrafili udowodnić, że przeszłość nie musi być zamkniętym rozdziałem. Może stać się inspiracją do budowania współczesnej wsi. W Obergucie jest to widoczne szczególnie wyraźnie. Kiedyś były tu zwierzęta. Były konie i krowy. Dzisiaj wróciły konie. Krowy już nie, ale duch dawnego gospodarstwa pozostał.

Wieś, która pamięta

Stradomia Wierzchnia nie jest jednak samotną wyspą. Sukces miejscowości jest efektem aktywności wielu ludzi. Są tam łucznicy, którzy tworzą silną grupę pielęgnującą swoją pasję. Jest koło gospodyń wiejskich, które poprzez gotowanie, pieczenie i smażenie przywraca tradycyjne smaki. Właśnie takie elementy – codzienność, aktywność mieszkańców, pamięć o przeszłości i umiejętność wykorzystania jej we współczesnym życiu – pozwoliły miejscowości wyróżnić się w konkursie. To nie jest wieś, która chce udawać coś, czym nie jest. Jej siłą jest autentyczność.

Dziewięć i pół konia

A w Obergucie najważniejszymi mieszkańcami są chyba konie. Anetta mówi o nich z uśmiechem, że ma „9,5 konia”. Połówka to mała kucynka, sięgająca zaledwie do kolan. Konie są różnych ras. Są wśród nich konie gorącokrwiste, przeznaczone do jazdy, polskie konie sportowe, koń westfalski, a także tinkery. Jest również mała Tinkerka, z którą właściciele wiążą nadzieję na przyszłe źrebię. Ale konie w Obergucie nie są tylko atrakcją turystyczną. Są częścią codziennego życia.

Anetta prowadzi naukę jazdy konnej. Kiedy zakładała działalność, miała już dziesięć lat doświadczenia w zawodach jeździeckich i skakała przez przeszkody. Początkowo zastanawiała się nawet, czy ma wystarczające doświadczenie, aby uczyć innych. Dzisiaj nie ma już takich wątpliwości.

Piętnaście lat pracy z wychowankami przyniosło konkretne rezultaty. Wśród jej uczniów znalazła się m.in. wicemistrzyni Dolnego Śląska, byli też zawodnicy odnoszący sukcesy na mistrzostwach Polski, a jedna z wychowanek wygrała akademickie mistrzostwa Polski. Szkoła jazdy jest więc ważną częścią Obergutu. Ale nie jedyną.

Nie tylko dla sportowców

Wśród osób przyjeżdżających do Obergutu są dzieci i młodzież, którzy chcą rozwijać jeździeckie umiejętności. Są także ludzie, którzy traktują konie sportowo. Ale jest jeszcze druga grupa. To osoby dorosłe, często takie, które wychowały już dzieci, osiągnęły zawodową stabilizację i nagle odkryły, że chciałyby zrobić coś dla siebie. Dla nich koń nie musi oznaczać zawodów, medali ani pokonywania coraz wyższych przeszkód. Może oznaczać spotkanie – ze zwierzęciem, z naturą i z samym sobą.

Można się tam nie tylko nauczyć jeździć konno. Można poznać świat koni od zupełnie innej strony. Są zajęcia związane z pracą z koniem, jest gimnastyka na koniu i szeroko rozumiana rekreacja.

Koń nie jest maszyną do jazdy

Anetta chce pokazywać swoim gościom coś, czego często nie widać podczas zwykłej lekcji jazdy. Koń nie jest tylko zwierzęciem, na które przychodzi się wsiąść. Trzeba go wyczyścić, przygotować, wyprowadzić na pastwisko. Trzeba obserwować jego zachowanie.

Koń nie jest tylko zwierzęciem, na które przychodzi się wsiąść, trzeba go także przed jazdą wyczyścić przygotować, wyprowadzić na pastwisko. Fot. Leszek Wątróbski

Trzeba nauczyć się rozumieć, kiedy zwierzę czegoś chce, a kiedy czegoś nie akceptuje. Dlatego pojawiają się tam także ludzie, którzy przychodzą do stajni nie tylko po to, żeby jeździć. Głaszczą konie, czyszczą je, pomagają wypuścić na pastwisko, obserwują ich zachowania. To właśnie z takich osób wyrastają często najlepsi pomocnicy. Bo, jak mówi Anetta, ludzie lgną do koni, a konie lgną do ludzi.

Staw, ognisko i cisza

Obergut ma jednak jeszcze jedną twarz. Tę, której nie widać podczas zawodów jeździeckich. Są tam noclegi, staw, w którym można łowić ryby, miejsce na ognisko i przestrzeń do spacerów. W pobliżu znajduje się także arboretum – leśny, zewnętrzny ogród botaniczny oraz zalew z dużą piaszczystą plażą. Najważniejsza jest jednak cisza. Anetta nazywa ją swoim „towarem”.

Staw, w którym można łowić ryby Fot. Leszek Wątróbski

To właśnie ciszę i spokój chciałaby sprzedać swoim gościom. Nie w sensie dosłownym. Bo tego nie da się zapakować i zabrać do domu. Można natomiast przyjechać, zamknąć za sobą furtkę i przez kilka godzin albo kilka dni zapomnieć o nieustannym pośpiechu. Usiąść gdzieś na uboczu. Popatrzeć na konie pasące się na łące. Posłuchać, jak wiatr porusza trawą. I nic nie robić.

Kiedy zamyka się furtkę

To chyba najważniejsze jej przesłanie. Za bramą jest świat, który znamy. Telefon, samochody, obowiązki, terminy, wiadomości i nieustanny pośpiech. Wystarczy jednak wejść na teren gospodarstwa i zamknąć furtkę. Nagle czas zaczyna płynąć inaczej. „Jak się zamyka furtkę, ten czas staje” – mówi Anetta. I właśnie to chce zaoferować swoim gościom. Nie tylko jazdę konną, nie tylko nocleg i nie tylko wiejskie atrakcje. Cały mały świat zamknięty na trzech hektarach, w którym obowiązuje inny rytm.

Powolny galop

Anetta sama mówi, że z czasem zaczęła inaczej patrzeć na konie. Kiedyś największą przyjemność dawało jej skakanie przez wysokie przeszkody i galop. Dzisiaj chce pokazywać także to, co znajduje się pomiędzy kolejnymi treningami i zawodami – codzienną pracę ze zwierzęciem, budowanie relacji i zwykłe przebywanie z koniem. To filozofia, która dobrze pasuje do miejsca. Bo Obergut nie proponuje ucieczki od życia. Proponuje jego zwolnienie. Tutaj można przyjechać po to, żeby jeździć konno, ale można również nie wsiadać na konia ani razu. Można po prostu patrzeć na: drzewa, wodę, ludzi i na siebie.

I być może właśnie dlatego historia tego osrodka tak dobrze wpisuje się w historię całej miejscowości, która zwyciężyła w konkursie na najpiękniejszą wieś Dolnego Śląska. Jej piękno nie bierze się bowiem wyłącznie z krajobrazu. Powstaje z połączenia historii, tradycji i współczesności. Z pracy mieszkańców. Z dawnych zwyczajów i nowych pomysłów. Z łuczników, koła gospodyń wiejskich i gospodarstwa, w którym po latach znów słychać końskie kopyta. A przede wszystkim z ludzi takich jak Anetta, którzy potrafią zobaczyć przyszłość tam, gdzie inni widzą tylko ruinę. Obergut jest tego najlepszym przykładem. Bo czasami, żeby stworzyć coś nowego, trzeba najpierw pokochać to, co zostało po przeszłości. A potem zamknąć furtkę. I pozwolić czasowi zwolnić. Choćby na chwilę. Choćby do tempa powolnego galopu.

Leszek Wątróbski