Australia i Polonia, Historia, Nauka, Polska

Pierwsza Kadrowa — jak rodziła się Polska Armia

Pierwsza Kompania Kadrowa w Oleandrach (1914). (fot.Domena publiczna)

Od 1908 roku w Galicji, za zgodą Austriaków, w polskich drużynach strzeleckich szkoli się wojskowo ok. 13 tysięcy Polaków. Plany użycia tej siły spełniają się wraz z wybuchem I wojny światowej. Kiedy 5 sierpnia 1914 roku Austria wypowiada wojnę Rosji, komendant kół strzeleckich Krakowa Józef Piłsudski, rozkazuje przekroczyć granicę austriacko-rosyjską wybranej grupie strzelców, Pierwszej Kompanii Kadrowej. I chociaż nie udało się jej wzniecić powstańczego zrywu w Polakach zaboru rosyjskiego, legenda oddziału, jako pierwszej jednostki Wojska Polskiego w XX wieku, pozostała. 

Po przekroczeniu granicy austriacko-rosyjskiej, dowódca Pierwszej Kadrowej, Tadeusz Kasprzycki, późniejszy generał Wojska Polskiego, wydał komendę „baczność” i ogłosił stan wojny z Rosją, symboliczny zarazem akt przystąpienia Polski do wojny. Kiedy do wojennego starcia europejskie mocarstwa przystępowały w sile ok. 220 dywizji piechoty, 38 dywizji kawalerii, do oddania śmiertelnych salw przygotowano 12 tysięcy dział, Pierwsza Kadrowa liczyła niewiele ponad 160 żołnierzy i 5 koni zwiadowczej szpicy.

Naczelnik Państwa Józef Piłsudski odbiera defiladę oddziału piechoty na dworcu kolejowym. (fot. Domena publiczna)

Tuż przed wymarszem kompanii z krakowskich błoni Piłsudski mówił do żołnierzy:

Żołnierze! Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granicę rosyjskiego zaboru, jako czołowa kolumna wojska polskiego, idącego walczyć za oswobodzenie Ojczyzny. Wszyscy jesteście równi wobec ofiar, jakie ponieść macie, wszyscy jesteście żołnierzami. Nie naznaczam szarż, każę tylko doświadczeńszym wśród was pełnić funkcję dowódców. Szarżę uzyskacie w bitwach. Każdy z was może zostać oficerem, jak również każdy oficer może znów wrócić do stopnia szeregowca, czego aby nie było. Patrzę na was jako na kadry, z których rozwinąć się ma przyszła armia polska i pozdrawiam was jako Pierwszą Kadrową Kompanię!

Pierwsza Kadrowa to wybrany oddział piechoty, powstała 3 sierpnia 1914 roku w Krakowie z połączenia Związków Strzeleckich z Polskimi Drużynami Strzeleckimi. Wspólnym znakiem nowej formacji stał się Orzeł Biały, a jej dowódcą został Józef Piłsudski, komendant Strzelca. 

Już 6 sierpnia o godzinie 2 nad ranem oddział zbudził alarm bojowy. Wyszli o 2.42  w szarych mundurach, w maciejówkach na głowach i z karabinami na ramionach. By dostać się na drogę warszawską w kierunku granicy austriacko-rosyjskiej, szli przez Prądnik, Łobzów, Bibice, na przysiółek Czekaj. Mieszkańcy spali jeszcze.

Do granicy w Michałowicach dotarli kilka minut przed godziną 9. Na posterunku austriackim było paru dragonów i dwóch żandarmów, ale graniczny posterunek rosyjski zastali pusty, Rosjanie opuścili go w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia. Kilku żołnierzy przewróciło słup graniczny, inni weszli do opuszczonej strażnicy. Po deklaracji wojny z Rosją i komendzie „Ładuj broń!” oddział czwórkami ruszył w kierunku Kielc. Doszli tam 12 sierpnia. Wyparci przez Rosjan, odbili miasto, już z posiłkami, 19 sierpnia. Do Warszawy nie dotarli. Jeszcze w trakcie marszu Kadrowej inne zgrupowania strzeleckie z okolic Krakowa w sile ok. 3 tysięcy ludzi ruszyły do Królestwa Polskiego w kierunku Kielc i Warszawy. Wojna o wolną Polskę zaczęła się na dobre. Jeden z uczestników wydarzeń z sierpnia 1914 roku wspominał: 

„Zaopatrzono nas w karabiny jednostrzałowe systemy Werndla, które już dawno wyszły z użycia w wojsku liniowym. Duże i ciężkie, bez pasów, przewieszaliśmy je na sznurkach, amunicję chowaliśmy do plecaków, jak ktoś miał, ewentualnie po kieszeniach. Mundurów była znikoma ilość. (…) Doprawdy, że podobnej armii nie było na kuli ziemskiej. Proszę sobie wyobrazić takiego parobczaka, bosego, w poszarpanym ubraniu, z wątpliwym nakryciem głowy, z karabinem na sznurku i workiem na plecach”.

Marsz Pierwszej Kadrowej wyprzedzał zwiad konny, tzw. „siódemka Beliny”, od liczebności oddziału i jego dowódcy Włodzimierza Belina-Prażmowskiego. Pierwszy zwiad rozpoznawczy odbyli na rozkaz Piłsudskiego już 2 sierpnia. Mieli przekroczyć granicę austriacko-rosyjską, udać się w okolice Jędrzejowa, zakłócić pobór Polaków do rosyjskiego wojska oraz rozeznać jego liczebność i lokalizację. Po wydaniu rozkazu Piłsudski, świadomy faktu, że Rosjanie, w razie pojmania, nie potraktują członków grupy zwiadowczej jako jeńców, zwrócił się do Beliny:

– Możecie mieć 90 procent pewności, że was powieszą.
– Ilu ludzi mam wziąć? – w odpowiedzi zapytał Belina
– Jak najmniej… pięciu…

Stanęło na siedmiu, pięciu Belina dobrał sam, siódmego dostał z rozkazu jako przewodnika. Kazimierz Sosnkowski, szef strzeleckiego sztabu, późniejszy generał, pożegnał patrol słowami:

– Choć będziecie wisieć, spełnicie pięknie żołnierski obowiązek. Historia o was nie zapomni!

Granicę przekroczyli na dwóch furmankach, w cywilnych ubraniach, karabiny, amunicję i mundury wieźli w skrzyniach. Do Krakowa wrócili po dwóch dniach w mundurach i konno, konie zarekwirowali w drodze powrotnej w Skrzeszowicach. Drugi zwiad Beliny, 6 sierpnia 1914, jako szpica Pierwszej Kadrowej, liczył pięciu konnych i dwóch piechurów. Do Kielc, 12 sierpnia, grupa Beliny wjeżdżała już jako oddział piętnastu konnych, a kilka dni później utworzono 140-osobowy szwadron pod jego dowództwem. 

Słowa Piłsudskiego z jego mowy przed wymarszem Pierwszej Kadrowej powtórzono w piosence niewiele ponad rok później: 

(…) A gdy się szczęśliwie zakończy powstanie,
To pierwsza kadrowa gwardyją zostanie,
Oj dana, dana…

Jak się wypełniły owe zachęty i obietnice?  

Władysław Belina-Prażmowski. (fot. Narcyz Witczak-Witaczyński/Domena publiczna)

Z „siódemki Beliny” polegli Zygmunt Karwacki i Antoni Jabłoński; Stefan Kulesza, pułkownik, przeżył II wojnę światową w niemieckim obozie jenieckim, trzech zostało generałami Wojska Polskiego czynnymi w kampani wrześniowej (Stanisław Skotnicki), a potem w strukturach wojskowych armii polskiej na zachodzie (Janusz Głuchowski i Ludwik Skrzyński). Dowódca, Belina-Prażmowski odszedł ze służby po wojnie 1920 roku w stopniu pułkownika, został prezydentem Krakowa i wojewodą lwowskim. Po przekształceniu szwadronu w pułk, pod dowództwem Beliny służyli jeszcze m.in. Wacław Sieroszewski (znany pisarz), Jan Stanisław Jankowski (wicepremier rządu w Londynie, delegat rządu na Kraj podczas II wojny światowej), i trzech generałów: Gustaw Orlicz-Dreszer (inspektor armii), Bronisław Rakowski (dowódca 2 brygady pancernej II Korpusu Polskiego we Włoszech) oraz Mariusz Zaruski (także pisarz, żeglarz, taternik, założyciel tatrzańskiego GOPRu). 

Z Pierwszej Kadrowej poległo 32 żołnierzy, 52. zostało w II Rzeczpospolitej zawodowymi żołnierzami  (w tym późniejsi generałowie Tadeusz Kasprzycki, Roman Szymański, Aleksander Litwinowicz, Henryk Paszkowski, Stanisław Bukacki, Jan Kruszewki, Wincenty Kowalski…), 27. zostało urzędnikami, 19. wybrało wolne zawody, 9. wróciło na rolę, 4. zostało nauczycielami,  2. wróciło do rzemiosła, 2. zostało robotnikami, a 2. działaczami opozycji… Część czynnych w międzywojniu wojskowych poległa w kampanii wrześniowej, kilku zamordowano w Katyniu, niektórzy trafili do Oświęcimia, inni kontynuowali walkę w armii polskiej na zachodzie.

Żołnierzy i legendę Pierwszej Kadrowej przejęła utworzona w grudniu 1914 I. Brygada Legionów Polskich ze znanymi nazwiskami późniejszych dowódców m.in. Kazimierz Sosnkowski, Michał Rola-Żymierski, Edward Śmigły-Rydz… Ale prymat i znaczenie Pierwszej Kadrowej w tworzeniu się polskiej armii podkreślił sam Piłsudski, zarządzając 12 sierpnia 1919 roku zbiórkę na Zamku Królewskim w Warszawie żołnierzy Pierwszej Kadrowej; udział w zbiórce przysługiwał tylko i wyłącznie tym, którzy byli w składzie kompanii w dniu 6 sierpnia 1914 roku… 

Osobą łączącą Pierwszą Kadrową z ułanami Beliny i legendę obu pozostaje Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Żołnierz Pierwszej Kadrowej, od 9 sierpnia 1914 ułan Beliny, późniejszy dowódca pułku, brygady i dywizji kawalerii, generał, adiutant i przyjaciel                    J. Piłsudskiego, do 1940 ambasador RP w Rzymie; łączył sfery polityczno-wojskowe z artystycznymi,  tłumacz i poeta w warszawskiej kawiarni „Mała Ziemiańska” stolik dzielił m.in. z Tuwimem, Lechoniem, Wierzyńskim, Boy-Żeleńskim…

Bolesław Wieniawa-Długoszowski. (fot. Narcyz Witczak-Witaczyński/Domena publiczna)

Był jednocześnie towarzyską legendą przedwojennej Warszawy jego wojskowa  przeszłość i kariera, barwna osobowość, powtarzane do dziś anegdoty tworzyły mit ułańskiej fantazji tak w wojaczce, jak i hucznej zabawie. Zawsze elegancki w mundurze i ostrogach przy butach miał mawiać czysta wódka ani munduru, ani honoru oficera nie plami. A kiedy po jednym z jego zakrapianych alkoholem towarzyskich incydentów, który groził międzynarodowym skandalem, wezwany został pilnie do Belwederu, Wieniawa, gotowy na ostrą reprymendę Marszałka i surową karę, stawił się przed nim w cywilnym ubraniu mówiąc – polski generał nie może dostać w mordę w mundurze. Nie da się już dzisiaj rostrzygnąć, które z anegdot o Wieniawie są prawdziwe, ale bezspornym  pozostaje fakt, że nominowany wiosną 1942 roku ambasadorem RP na Kubie, na placówkę do Hawany nie dotarł, zginął tragicznie w Nowym Jorku kilka miesięcy później (lipiec 1942):
Nowojorski tasówkarz pytany przez policję i  FBI  o to, co widział i czy to było samobójstwo, powtarzał — To było przecież piąte piętro. Lecz człowiek ów jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Stwarzał wrażenie nieobecnego, pogrążonego w głębokiej modlitwie. I nagle spadł. Bez jednego ruchu, bez choćby najmniejszego gestu rozpaczy. Po prostu. Pochylił się i spadł. Nie, on nie skoczył. On po prostu spadł. Tak, jakby nie żył już tam na górze”.

Tak opisana śmierć Wieniawy-Dlugoszowskiego to jakby też symboliczny koniec mitu i  legendy czasu, w jakim żyli i jaki sobą tworzyli Pierwsza Kadrowa, jej ułańska szpica i ich bezpośredni następcy.

Marian W Radny