Marianna Łacek OAM
Nawet jeśli młodzi, zdemobilizowani żołnierze, zakładając w 1951 roku pierwsze w Australii Koło SPK, mieli nadzieję, że przetrwa ono sto lat, to z całą pewnością nie marzyli o tym, że obchody platynowego jubileuszu ich organizacji odbędą się w Konsulacie RP.
Fakty mówią jednak same za siebie. Minęło wiele lat, nastąpiły przetasowania polityczne… I w środę, 28 października, salę recepcyjną Konsulatu RP w Sydney wypełnili kombatanci oraz zaproszeni przez nich goście.
Uroczystość poprowadził Nicholas Machinko, sekretarz Koła SPK nr 1.
Po odśpiewaniu hymnów Polski i Australii minutą ciszy uczczono pamięć kombatantów, którzy odeszli już na wieczną wartę.

Konsul Generalny RP Piotr Rakowski, serdecznie powitał najpierw kombatantów, a następnie przedstawicieli polskich organizacji w Sydney. Z nieukrywaną dumą podkreślił obecność pierwszego polskiego attaché obrony stacjonującego w Australii. To pułkownik Robert Tkaczyk, także kombatant i weteran polskiej misji w Afganistanie.
Do mikrofonu poproszono Stanisława Żaka, prezesa sydnejskiego Koła SPK nr 1.
Po kilku mniej formalnych słowach skierowanych do słuchaczy prezes Żak odczytał niezwykle cenne przesłanie.
Przemówienie prezesa Żaka to nie tylko krótka historia Koła SPK nr 1, lecz także lekcja historii dla nas wszystkich. To dziedzictwo, które powinniśmy przekazać następnym pokoleniom. Ze względu na wagę wypowiedzianych słów przytaczam w całości polską wersję przemówienia prezesa Stanisława Żaka:

Panie i Panowie,
nie sposób w krótkim czasie wymienić wszystkich nazwisk, wydarzeń, miejsc, uroczystości i dat związanych z działalnością naszego Koła w ciągu ostatnich 75 lat. Każda osoba, uroczystość i każde wydarzenie są jednak dla nas bliskie i niezapomniane. Z wieloma z nich możecie się Państwo zapoznać dzięki planszom wystawionym w sali, do czego serdecznie zachęcam. Mam nadzieję, że informacje te dadzą Państwu choć częściowy obraz naszej działalności.
Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę nie na suche fakty, lecz raczej na kształtowanie się charakteru i etosu naszego Stowarzyszenia. Aby to zgłębić, musimy cofnąć się do lat, gdy krzepła idea powołania polskiej wspólnoty byłych żołnierzy w powojennej Europie.
Koniec II wojny światowej nie oznaczał dla Polski powrotu suwerenności ani wolności. Polskim żołnierzom, przelewającym krew u boku aliantów niemal na wszystkich frontach i walczącym „za wolność waszą i naszą”, nie dane było przynieść wolności własnemu krajowi. Kiedy świat cieszył się z pokonania nazistowskich Niemiec, Polskę na mocy porozumień zwycięskich mocarstw w Jałcie oddano pod okupację sowiecką. Mówiono wtedy, że zamieniono nam czarną śmierć na czerwoną zarazę.
Trudno wyobrazić sobie rozgoryczenie, zawód i frustrację polskich żołnierzy, kiedy ich żołnierski trud i poświęcenie nie posłużyły — jak ich zapewniano — wyzwoleniu Ojczyzny. Brak nadziei na wolną Polskę dzielili z nimi uwolnieni więźniowie obozów jenieckich, powstańcy warszawscy i żołnierze Armii Krajowej, którzy wraz z postępującym wyzwalaniem Europy wstępowali do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Propaganda komunistycznego rządu polskiego, zachęcająca polskich żołnierzy do powrotu do kraju rzekomo demokratycznego i praworządnego, trafiała na podatny grunt w zmęczonych wojną krajach zachodniej Europy.

Poczucie zdrady i wykorzystania potęgowała rosnąca niechęć do polskich żołnierzy wśród społeczeństw zachodnich, w szczególności w Wielkiej Brytanii, pod której dowództwem służyli nasi żołnierze. Jeszcze niedawno podziwiani i chwaleni za odwagę i poświęcenie, dziś byli traktowani jako tzw. „surplus soldiers” — żołnierze z nadwyżki, niechciani i niepotrzebni. A przecież dla wielu polskich żołnierzy powrót do kraju kończył się więzieniem, a nawet śmiercią.
Z liczby ponad 228 tysięcy żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych ponad połowa, w obawie przed represjami komunistów, zdecydowała się nie wracać do kraju. Po zmianie granic Polski rodzinne strony tysięcy żołnierzy pochodzących z Kresów znalazły się na terytorium totalitarnej Rosji. Rodziny wywiezione w głąb Rosji, niemieckie represje, a także czystki etniczne dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów potęgowały w żołnierzach poczucie krzywdy i beznadziei.
Ogrom niewyobrażalnych cierpień, mordów, zniewolenia i pogardy, jakie przyniosła okupacja niemiecka, nie oszczędził pozostałej części kraju. Zniszczona Warszawa stała się symbolem niemieckiego barbarzyństwa, ale też polskiego heroizmu. W tej atmosferze propozycja rządu brytyjskiego, by większość zdemobilizowanych polskich żołnierzy osiedliła się poza Polską, wydawała się gorzkim, ale nieuniknionym rozwiązaniem.
Powstałe niedawno Światowe Stowarzyszenie Polskich Kombatantów z siedzibą w Londynie stało się centrum sieci oddziałów SPK, powstających na świecie wraz z emigracją żołnierzy. Dla większości żołnierzy-emigrantów Australia jawiła się jako kraj odległy i obcy. Cieplejsze uczucia żywili wobec niej polscy „Szczury Tobruku” — żołnierze Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, walczący u boku żołnierzy australijskich w 1941 roku. Rodząca się wtedy przyjaźń i braterstwo broni polsko-australijskiej przyniosły później owoce w postaci wzajemnych kontaktów i pomocy polskim żołnierzom w adaptacji.
Co myśleli wtedy ci młodzi, w większości trzydziestoletni żołnierze-emigranci, udający się do Australii? Pozwolę sobie przytoczyć tekst wyryty przez polskiego żołnierza na pokładzie statku SS „Strathnaver”, który w 1948 roku płynął do Perth wraz z setkami polskich weteranów:
„…Wyruszamy w ten wielki, szeroki świat, wciąż dla nas nieznany, poza suchymi opisami z książek i broszur oraz jaskrawymi plamami kolorów z map w atlasie. Jesteśmy liczną grupą. W życiu polskiej powojennej emigracji to tylko kolejny, tymczasowy etap w procesie osiedlania się Polaków w różnych krajach. W naszym przypadku jest to próba osiedlenia się w dalekiej Australii. Wyruszamy z wiarą, że uda nam się zbudować tu swoje życie”.
Wyraża on niepewność, może obawę przed kolejnym rozczarowaniem, ale też nadzieję na godne i bezpieczne życie.
Nie udawali się do Ziemi Ojców, ale przybywali do kraju, który za ciężką pracę i lojalność dawał im bezpieczeństwo i dach nad głową oraz pozwalał zapomnieć o koszmarach wojny. I tak jak walczyli pod sztandarem z hasłem „Bóg, Honor i Ojczyzna”, tak i tutaj, w czasie pokoju, na obcej jeszcze ziemi, ten symbol polskiego patriotyzmu wyznaczał im drogę postępowania. Kultywowanie tradycji Polskich Sił Zbrojnych, pamięci o walce o niepodległość, wzajemne wspieranie się, organizowanie życia kulturalnego, pomoc organizacjom polonijnym i polskim szkołom, promowanie polskich tradycji oraz wspieranie Kościoła katolickiego — to wszystko pozwalało im czuć bliskość z Ojczyzną.
Koło SPK nr 1 powstało jako pierwsze tego typu w Australii. Nie sposób wymienić wszystkich naszych inicjatyw. Szczególne znaczenie miały jednak: materialna pomoc w zakupie Domu Polskiego, siedziby Koła, oraz Klubu Polskiego w Ashfield; finansowe wspieranie budowy polskiego kościoła, Domu Dziecka i Domu Emeryta w Marayong; pomoc w zagospodarowaniu polskiego ośrodka „Bielany”; wspieranie harcerzy — Koło ufundowało sztandar ZHP — i polskich grup tanecznych, a także finansowa pomoc żołnierzom-inwalidom w Polsce.
Ważne miejsce w działalności Koła zajmują edukacja młodego pokolenia oraz przekazywanie historii i wartości niepodległościowych. Cegiełkę do tych działań dokładamy również dziś dzięki grantom Fundacji SPK. Starania naszego Koła przyczyniły się do uzyskania pozytywnej opinii RSL Australia, dzięki czemu już we wczesnych latach 50. mogliśmy wraz z innymi organizacjami kombatanckimi uczestniczyć w dorocznym Marszu ANZAC w Sydney. Z tego przywileju i honoru korzystamy do dziś.

Koło od początku nawiązywało kontakty z lokalnymi oddziałami RSL, między innymi w Ashfield i Hurlstone Park. Nadrzędnym celem Stowarzyszenia było jednak dążenie do odzyskania przez Polskę suwerenności i wyrwania jej z jarzma komunizmu. Przejawiało się to nie tylko w informowaniu przyjaciół i rodzin w Polsce o prawdziwej sytuacji politycznej i gospodarczej kraju, lecz także we wspieraniu finansowym, na przykład Wolnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Jednocześnie nasi członkowie demaskowali dezinformację i propagandę komunistyczną płynącą z kraju na kontynent australijski.
Po wprowadzeniu stanu wojennego i kolejnej fali masowej emigracji Polaków do Australii powstały tu nowe organizacje patriotyczne, a szeregi SPK zasiliło młodsze pokolenie. Do dziś w naszym Stowarzyszeniu działają koledzy z „Solidarności”. Przełomowym wydarzeniem dla polskich weteranów z całego świata był „Zlot Weteranów i Marsz Zwycięstwa” w Warszawie w 1992 roku — pierwszy taki marsz w powojennej Polsce.
Nasi chłopcy czekali na to 46 lat — tyle minęło od sławetnego Marszu Zwycięstwa w Londynie, w którym polskim żołnierzom odmówiono udziału. Dziś nasze wyzwania nieco różnią się od tych, z którymi mierzyli się nasi poprzednicy. Zawsze jednak będziemy pielęgnować pamięć o dokonaniach polskiego żołnierza. Nie zapomnimy o jego dziedzictwie, honorze, tradycji żołnierskiej i znaczeniu wierności przysiędze.
Uczestniczymy w polskich rocznicach państwowych i wydarzeniach upamiętniających walkę żołnierzy o wolność i niepodległość Polski. Podczas tych uroczystości obecni są sztandar SPK i nasi członkowie. Jesteśmy dumni i cieszymy się z udziału w marszach ANZAC razem z harcerzami. Na stałe wpisaliśmy do naszego kalendarza udział w ceremonii Last Post w War Memorial w Canberze.
Planujemy nadal rozwijać kontakty z RSL Ashfield i RSL Parramatta. Nasz kolega Lech Gade, powstaniec warszawski, mimo podeszłego wieku chętnie dzieli się z młodszymi pokoleniami Polaków wspomnieniami o służbie Polsce i Australii. Pamiętamy o tych, którzy odeszli na wieczną wartę. Dbamy o pamiątki po weteranach i przechowujemy powierzone nam dokumenty organizacji. Jesteśmy aktywni w mediach społecznościowych i dbamy o dobre imię naszego Stowarzyszenia.
Tak jak nasi poprzednicy, śledzimy wydarzenia w Polsce, przeżywamy je i o nich dyskutujemy. Choć SPK nie jest organizacją polityczną, jego natura, cele i postawa od samego początku kształtowane były przez polską rację stanu — czyli dążenie do zapewnienia Polsce suwerenności, niepodległości oraz bezpieczeństwa w ramach demokratycznego systemu politycznego.
Pozwólcie Państwo, że przytoczę wybrane fragmenty referatu ideowego z IX Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia z 1965 roku, kiedy to rząd w Polsce podporządkowany był obcej, niepolskiej racji stanu:
„…My, emigranci, mamy moralne prawo i obowiązek myśleć o Polsce, zachowywać polskość w dostępnej dla każdego formie oraz utrzymywać łączność z krajem… Sumienie i instynkt dobrego Polaka pomogą mu rozróżnić zło i dobro. Należy cenić każdego żołnierza, który walczył o wolność Polski, bez względu na to, gdzie walczył. Musimy zwalczać wszelką dyktaturę, prowadzi ona bowiem do zaprzeczenia wolności człowieka. Żądamy prawdziwej wolności dla narodu. Pracujmy społecznie, ceniąc się za pracę twórczą. Potępiajmy snobizm i dyletanctwo. Rozwijajmy szkolnictwo i harcerstwo — dwie najlepsze drogi do opowiadania młodzieży o Polsce. Naszym celem, oprócz zorganizowania materialnej strony życia w Australii, niech będzie praca dla dobra Polski, a nagrodą — świadomość spełnionego moralnego obowiązku Polaka”…
To zaledwie kilka zdań, ale o jakże wielkim znaczeniu! To nie tylko motto Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, lecz także ponadczasowe przesłanie dla całej Polonii. Przesłanie, które nie straciło nic na aktualności nawet po 75 latach.

Przemówienie zostało nagrodzone gromkimi brawami.
Wyobrażam sobie, jak dumni z tego wystąpienia byli młodzi ludzie — Ewelina i Maks, córka i syn Stanisława Żaka. Jeszcze, zda się, nie tak dawno byli maturzystami, zdającymi także maturę z języka polskiego. Dzisiaj wraz ze swoją mamą, Gosią Żak, uczestniczyli w jubileuszowym wieczorze Koła SPK 1.
Powodów do dumy było jeszcze więcej. Po uroczystym wprowadzeniu sztandaru kombatantów wiceprezes Zarządu Krajowego SPK, Jan Tkaczyk, w obecności polskiego attaché obrony oraz Konsula Generalnego RP, dokonał ceremonii odznaczenia. Złotymi Krzyżami Kombatanckimi zostali odznaczeni: Stanisław Żak, prezes Koła SPK nr 1, oraz wiceprezes, por. dr Ryszard Adams-Dzierzba.
Wzruszającym momentem okazało się krótkie wystąpienie kombatanta-seniora. To 96-letni por. Lech Gade, uczestnik Powstania Warszawskiego i wiceprezes Koła SPK nr 1 w Sydney. Wspomagany przez silne dłonie kamratów trzy razy młodszych od siebie, senior Lech usiadł w przygotowanym dla niego na scenie fotelu, by podzielić się kilkoma cennymi wspomnieniami. Oczywiście nie mogło zabraknąć wspomnień z Powstania…

Pan Lech z niekłamanym wzruszeniem dołączył do wspólnego śpiewania powstańczej piosenki „Dzieci Warszawy”. Organizatorzy zadbali, aby na każdym foteliku znalazł się polski tekst piosenki oraz jej angielskie tłumaczenie dla gości nieznających polskiego.
Piosenka, przy akompaniamencie flecistki Ewy i pianistki Ani, zainaugurowała wspaniały recital w wykonaniu tego duetu. Kilkanaście klasycznych utworów, w tym kompozycji polskich twórców, było prawdziwą ucztą dla ucha i serca. „Czerwone maki” na zakończenie potwierdziły, jak ważną uroczystość kombatancką celebrowano tego wieczoru.

Przez dłuższy czas po oficjalnym zakończeniu trwało jeszcze towarzyskie, mniej formalne spotkanie. Raczonо się smakołykami i wypiekami polskiej kuchni — zarówno w sali, jak i na zewnątrz, przy stolikach rozstawionych w ogrodzie.
Organizatorom — członkom Koła SPK nr 1 — należą się gratulacje oraz słowa uznania. Na ręce konsula, Piotra Rakowskiego, składam jak zawsze podziękowania dla całego zespołu pracowników zaangażowanych w uświetnienie kolejnej cennej polskiej uroczystości.
Marianna Łacek OAM




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












