Australia i Polonia, Kultura

Powrót do Ojczyzny z Homerem w tle

Kadr z filmu „Ojczyzna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego, 2026, fot. Agata Grzybowska/Kino Świat

Najnowszy film Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”, osadzony fabułą w powojennych Niemczech, przekazuje uniwersalia, jakich dotkliwie doświadczamy dzisiaj. Posługuje się przy tym schematem, jaki podarował światu Homer 3000 tysiące lat temu w eposie „Odyseja”. Po sukcesach „Idy” i „Zimnej wojny”, Pawlikowski sięgnął już po kolejną nagrodę na festiwalu filmowym w Cannes AD 2026 wyróżniono go za reżyserię „Ojczyzny”. 

Muzeum Karykatury w Warszawie za najlepszy rysunek prasowy roku 2026 uznało obrazek dwóch jaskiniowców siedzących przy ognisku u wejścia do pieczary ze skłóconymi pobratymcami w tle; jeden z siedzących mówi: – Zrozum wreszcie, musimy podzielić się na dwa plemiona, żeby stać się narodem (autor: Andrzej Czyczyło). Niby śmieszne, ale „Ojczyzna” Pawlikowskiego o tym samym mówi najzupełniej poważnie.

Plemienność. Jest rok 1949, uznany niemiecki pisarz-noblista, Tomasz Mann, przyjeżdża z Ameryki do Niemiec, które opuścił w 1933 roku. Pretekstem są obchody 200. rocznicy urodzin Johanna Wolfganga Goethego i odebranie przyznanej mu Nagrody Goethego (ustanowionej w 1927 roku, w 1991 roku wyróżniono nią Wisławę Szymborską). Niemcy roku 1949 są jednak podzielone, funkcjonują w dwóch wykluczających się i konkurujących ze sobą rzeczywistościach, kapitalistycznej i komunistycznej. Nagrody Goethego również są dwie, jedna czeka na laureata we Frankfurcie nad Menem (okupacyjna strefa amerykańska), a druga w Weimarze (strefa rosyjska). Mann decyduje, że przyjmie obie i odbierze osobiście. Podróżuje więc, w towarzystwie córki Eryki, z Frankfurtu do Weimaru, naocznie doświadczając dwu-plemienności powojennych Niemiec – kapitalistycznej w wydaniu amerykańskim i komunistycznej w wersji rosyjskiej. Pytania, jakie implikuje to doświadczenie, to esencja filmu. Jak racjonalny jest wybór pomiędzy „Myszką Miki a Stalinem”? (tak tę alternatywę widzi Klaus, syn noblisty). Czy możliwy jest powrót do czasów sprzed nazizmu? Jaki sens miałby taki powrót po doświadczeniach wojny i roli, jaką wyznaczyli sobie w niej Niemcy? Czy powstałe po upadku nazizmu podziały da się zlikwidować?

Kadr z filmu „Ojczyzna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego, 2026, fot. Agata Grzybowska/Kino Świat

Wybór. Powojenne Niemcy, do 1989 roku, są symbolem najgłębszego podziału, jakiego doświadczył świat XX wieku. Zniewolone przez niemiecki nazizm kraje Europy Wschodniej i Środkowej traktatem z Jałty, jako łup wojenny, podporządkowane zostały sowieckiej Rosji. Więcej. Niektóre społeczeństwa państw nieobjętych traktatem, po kompromitacji ich elit współpracą z niemieckim nazizmem (Jugosławia, Włochy, Francja…) również rozważały prometejskie lewactwo sowieckiej Rosji z hasłami szczęścia i pokoju, jako ustrojową alternatywę dla siebie. Tej fali dali się unieść tak znani, jak Pablo Picasso czy Paul Sartree. Częściowo również Mann. Mówi Pawlikowski: „Mann był bardziej życzliwie nastawiony do Niemiec Wchodnich niż Niemiec Zachodnich. Wschodnia przynajmniej próbowała budować coś nowego. Pozbyły się nazistów i stworzyły nowy porządek, który wydawał się bardziej przejrzysty i jednoznaczny. (…) Stalinowskie czystki i masowe zbrodnie nie były wówczas powszechnie znane. Wielu ludzi było gotowych dać temu systemowi kredyt zaufania. Oczywiście Mann był wystarczająco przenikliwy, by dostrzec niepokojące sygnały. Widział obecność policji politycznej, atmosferę kontroli i nadzoru”. Mann nie widzi w Weimarze „cierpiących na amnezję” byłych nazistów, ukrywa się przed nim przeciwników nowego porządku, jedynie czego doświadcza to strojny rosyjskim mundurem i przyśpiewkami pokazowy sowietyzm. Wszystko na jego cześć, sławnego Niemca. Jednoznaczność i prostota, sztuczna jednak i obca. „Natomiast na Zachodzie – zarówno historycznie, jak i w moim filmie – kontynuuje Pawlikowski – panował pewien chaos. Nie bardzo wiadomo było, czego tu wszyscy właściwie chcą. Na pewno każdy czegoś od Manna oczekiwał”. Amerykański porządek w tej części Niemiec toleruje „dotkniętych nazistowską amnezją” byłych jego wyznawców. Nie akceptują ich jednak ani Mann, ani Eryka, ale jedyne co mogą zrobić to publiczny policzek, rozpaczliwy krzyk lub ostentacyjne lekceważenie.

Kadr z filmu „Ojczyzna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego, 2026, fot. Agata Grzybowska/Kino Świat

Nadzieja. Mann, w swoich gościnnych wykładach we Frankfurcie i Weimarze mówi  to samo, wyznaje wiarę w potęgę wyższego stanu jedności siłą tradycji, kultury i sztuki. Wspomina z Eryką Fryderyka Nietzschego, autora słynnej sentencji „Bóg umarł”, tego samego, który „słuchając Bacha, prawie w Boga uwierzył”. Trafna do punktu wycena siły artystycznego przekazu. Ufność, jaką Mann pokłada w tej sile i jego wiara w człowieka spiętrza się podczas przypadkowej wizyty w zrujnowanym kościele – widzi krzątających się przy zniszczonych organach ludzi próbujących wydobyć z nich dźwięki, jakie kiedyś zapisał Bach. Mann płacze. Czy jedyne co można zrobić to zdać się na Boga? A może wysiłek tych ludzi to wyraz nadziei, że mimo wszechobecnych ruin dookoła ocalały fundamenty zdolne oczyścić zatrute dusze i unieść nowe budowle… Czasowo i historycznie film ogranicza się do kilku tygodni 1949 roku i nie sięga końca lat 80., czyli krachu sowieckiej Rosji i zjednoczenia Niemiec, symbolicznego końca politycznych podziałów XX wieku. Wydarzenia te podsumował w 1990 roku amerykański politolog Francis Fukuyama słynnym stwierdzeniem o „końcu historii”, że od teraz światem zawładnie dobrodziejstwo zachodniej demokracji i wolnego rynku. Ale tak, jak bardzo mylił się Fukuyama, tak bardzo aktualny okazuje się Pawlikowski – linie podziałów, jakich doświadczamy dzisiaj przez niekończące się wojny, rosnący w siłę autorytaryzm, brutalność i populizm polityki, niechcianą przez bogatych i sytych migrację głodnych i biednych dzielą i niszczą wspólnotę ludzi. Film Pawlikowskiego sprowadza refleksje przeszłości do czasów obecnych i łączy je w strefie ponad czasem.

Mann vs Homer. Thomas Mann i jego podróż do powojennych Niemiec w 1949 roku jest historycznym faktem, ale wątki fabularne w filmie Pawlikowskiego są fikcją (np. podróżował z żoną, nie z córką). Mann i rozterki, jakimi dzieli się z Eryką i ludźmi, których spotyka, wyraźnie wzorowane są na postaci Odyseusza z „Odysei” Homera i jego powrocie z wojny pod Troją do domu, królestwa Itaki. Mann opuścił Niemcy kilkanaście lat przed swoją podróżą i wraca do ojczyzny, nazywa ją Heimat, niczym Odyseusz, niby zwycięzca, niby bohater; przetrwał nazizm – jeśli zostałbym w Niemczech, nie byłoby mnie dzisiaj tutaj – mówi. I Mann i Odyseusz zastają po powrocie swoje ojczyzny opanowane przez obcych – panoszący się w pałacu Odysa zalotnicy, i zachodni alianci z Rosją okupujący pokonane w wojnie Niemcy. Zalotnicy próbują wymusić na Penelopie wybór, spośród nich, nowego małżonka i w efekcie, nowego króla Itaki, a splądrowany przez obce armie Heimat Manna, niczym Penelopa, również stoi przed wyborem ofert zwycięzców – przyjmie tę spod znaku Myszki Miki, czy tę spod szyldu Stalina. Odyseusz nie dopuszcza do wyboru, zabija zalotników, odzyskuje syna, wierną Penelopę i królestwo. Jak Mann chce odzyskać swoją ojczyznę, swój Heimat? Podobnie jak Odys nie akceptuje alternatywy podsuwanej przez zwycięzców z nadzieją, że jego dom, ojczyzna, Heimat, niczym Penelopa, przetrwa w wierności i zostanie z nim przy tym, czemu i on poświęcił swoje dzieło i życie – tradycji, kulturze i sztuce. To ma być siłą i drogą do ocalenia. Nie tylko jego ojczyzny. Nas wszystkich.

Marian W Radny

Film „Ojczyzna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. Scenariusz: Paweł Pawlikowski, Henk Handloegten, zdjęcia: Łukasz Żal, scenografia: Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński, montaż: Paweł Pawlikowski, Piotr Wójcik, kostiumy: Aleksandra Staszko.

Występują: Sandra Hüller, Hanns Zischler, August Diehl, Devid Striesow, Anna Madeley.