Historia, Kultura, Polska

Tischner na dziś. Etyka spotkania w epoce cynizmu

Ks. Józef Tischner bowiem, filozof nadziei i dramatycznego wyboru, zmarł w momencie, w którym zaczynało się to, co dziś nazwalibyśmy „erą postprawdy”. Gdyby żył, jego słowa zapewne nie byłyby gładkie. Ale nie byłyby mniej potrzebne. Czasem trzeba bowiem walnąć pięścią w stół. Bo czym jest etyka Tischnera, jeśli radykalnym nie wezwaniem do człowieczeństwa w najczystszej postaci?

Ks. Józef Tischner w 1992 r. Fot. Aleksander Jalosinski/Forum

Etyka na życie, nie na pokaz

W czasach narastającego populizmu, rozmytej odpowiedzialności i mechanizmów alienacji, zarówno w polityce, jak i w Kościele, dwóch głównych poziomach społecznych, jego filozofia spotkania i dramatu ukazuje się jako intelektualna busola, której pilnie potrzebujemy. Ks. Józef Tischner odrzucał etyczne uproszczenia, moralistyczny szantaż i czysto ideologiczne ramy. Mówił, że człowiek nie jest sumą nakazów i zakazów, lecz kimś, kto musi zmierzyć się z dramatem wolności i odpowiedzialności wobec Innego. Tego Innego, który nie jest ideą, ale konkretną osobą.

W „Sporze o istnienie człowieka” pisał ks. Józef Tischner, że człowiek, który nie zadaje sobie pytania o sens, nie jest człowiekiem.

Dziś wielu z nas przestało te pytania zadawać. W hałasie mediów społecznościowych, w uproszczeniach medialnych przekazów i w publicystyce napędzanej algorytmami, sens nie jest już przedmiotem troski, lecz produktem. Tymczasem ks. Józef Tischner wskazywał, że sens — a nie prawda rozumiana jako ideologiczna pałka — powinien być centrum myślenia etycznego. To myślenie etyką, nie ideologią, nie polityką, nie emocjonalną reakcją, było jego wielkim przesłaniem. I właśnie dlatego dziś, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, potrzebujemy Tischnera. Nie jako reliktu inteligenckiego katolicyzmu, nie jako cytatu z kolorowych wydań filozoficznych esejów, ale jako żywego inspiratora duchowej odwagi.

Dramat to nie błąd, dramat to życie

Jednym z najciekawszych momentów myśli Ks. Józefa Tischnera jest jego odrzucenie jednoznaczności. Tischner nie ufał światom czarno-białym. Uczył, że życie to nie program partyjny ani dekalog zredukowany do checklisty. Życie to dramat. A dramat to spotkanie wolności z wolnością, „ja“ z „ty“, sumienia z sumieniem. W tym sensie Tischner był intelektualnym kontynuatorem personalizmu, ale z głębokim egzystencjalnym napięciem. Nie bez powodu był blisko Karola Wojtyły, a potem Jana Pawła II. Obaj wiedzieli, że etyka musi wynikać z doświadczenia osoby, a nie z konstrukcji abstrakcyjnych.

Ks. Józef Tischner nie uciekał bowiem od napięcia między tradycją a nowoczesnością. Nie szukał prostych odpowiedzi na trudne pytania. I to czyni go dzisiaj tak bardzo potrzebnym. Bo jako społeczeństwo jesteśmy zmęczeni krzykiem, ironią i cynizmem. A jego język, język nadziei, dramatu i sumienia, daje inne wyjście.

Jednym z największych nieporozumień dotyczących Tischnera jest próba zawłaszczenia go przez jedną stronę kulturowego sporu. Tischner nie był ani „katolickim liberałem”, ani „konserwatystą z ludzką twarzą”. Był duszpasterzem myślącym. A to znaczy kimś, kto słucha i próbuje zrozumieć.

Kościół w Polsce — choć nie tylko — dziś częściej mówi niż słucha. Częściej narzuca niż proponuje. Ks. Józef Tischner szedł inną drogą. W jego filozofii dialog nie był strategią, ale wyrazem szacunku wobec tajemnicy drugiego człowieka, którego spotkać można na każdym kroku, tuż po wyjściu z domu. Miał odwagę mówić językiem, który przekraczał kościelne formuły, i który przez to był dla wielu solą w oku. Ale czy właśnie tego dziś nie potrzeba? Bo to nie o Kościół tylko chodzi, ale o człowieka, którego ks. Józef Tischner szukał nie tylko na stronach kolejnych książek ale tuż za progiem domu.

Tischner na nowo. Po 25 latach

Jako człowiek młodszego pokolenia, dla którego ks. Józef Tischner był już raczej lekturą niż obecnością, czuję, że jego filozofia może być czymś więcej niż tylko przedmiotem akademickich analiz. Może być inspiracją dla pokolenia, które podobnie jak on czuje, że „stary świat się kończy, a nowy jeszcze nie nadszedł”.

Ks. Józef Tischner nie dawał bowiem gotowych recept. Ale oferował język, którym można o tym świecie mówić — uczciwie, bez uproszczeń, z nadzieją. Niech więc Tischner nie będzie li tylko pomnikiem. Niech będzie przewodnikiem. Bo myślenie etyką, etyką spotkania, dramatu, sumienia, jest dziś może jedynym ratunkiem przed etycznym rozkładem. Warto więc, po ćwierćwieczu, nie tyle wspominać ks. Józefa Tischnera, co z nim rozmawiać; dyskutować z ks. Józefem Tischnerem. Jak z przyjacielem, który nie mówi, co myśleć ale jak myśleć. I może najważniejsze: po co?

Michał Kłosowski

 

Źródło: DlaPolonii