Australia i Polonia, Podróże, Polska

Żagle 2026

Ela Chylewska

Podczas każdego pobytu w kraju odwiedzam Szczecin. Po raz pierwszy udało mi się być w rodzinnym mieście podczas słynnych Żagli. Od piątku, 14 sierpnia, szczecińskie bulwary, okolice Wałów Chrobrego i Łasztowni zamieniają się w jedną wielką festiwalową scenę. Na Odrze cumują jednostki z Polski oraz innych europejskich krajów. Żaglowce od lat są symbolem tego wydarzenia i tworzą niepowtarzalną atmosferę, która każdego roku przyciąga zarówno mieszkańców Szczecina, jak i turystów.

Żagle 2026, Szczecin (fot. ECH)

Już w piątek wyruszyłam na spacer po nabrzeżach, przy których zacumowało 31 jednostek z Niemiec, Holandii, Skandynawii oraz Polski. Niektóre z nich otwierają swoje pokłady dla zwiedzających, inne wypływają na dwugodzinne rejsy po Odrze. Wśród nich znajdują się między innymi „Abel Tasman”, „Joanna Saturna”, „Kapitan Borchardt”, „Generał Zaruski”, „Dar Szczecina” i „ORP Iskra”. Fani trylogii Tolkiena ustawiają się w kolejce, by wejść na pokład „Loth Loriën”, a miłośnicy jednostek parowych obowiązkowo odwiedzają zabytkowy lodołamacz parowy „Stettin”. Bohaterem specjalnym tegorocznej edycji jest szkuner „Baltic Beauty”, który świętuje setne urodziny. Jubileuszowi towarzyszy pięciodniowe rzeźbienie nowego galionu, prowadzone na oczach publiczności.

Ale festiwal to nie tylko statki. To również masa atrakcji dla dzieci i dorosłych. Po obu stronach Odry, w strefach animacji i warsztatów, dzieci biorą udział w kreatywnych zabawach, przedstawieniach i grach zręcznościowych. Jest też Strefa Żeglarska, w której można nauczyć się wiązania węzłów żeglarskich. O solidną dawkę adrenaliny dbają wesołe miasteczka, zarówno na prawym, jak i lewym brzegu rzeki. Podczas Żagli nie trzeba nadrabiać drogi między atrakcjami. Oba brzegi Odry łączy most pontonowy, zbudowany przez żołnierzy. Przechodzę nim na prawą stronę rzeki.

Żagle 2026, Szczecin, Wały Chrobrego (fot. ECH)

Na Łasztowni, wzdłuż ulicy Jana z Kolna, a także na samych Wałach Chrobrego są stoiska gastronomiczno-handlowe, które tworzą dobrze znany i lubiany Jarmark pod Żaglami. Można tu kupić marynistyczne pamiątki, rękodzieło, a także rzemieślnicze wyroby spożywcze. Smakowite aromaty dochodzą ze strefy food trucków. Czego tu nie ma? To prawdziwy kulinarny rejs dookoła świata. O strawę duchową dba księgarnia „Kamienica w lesie”, która zapewniła wiernym czytelnikom aż trzy stoiska. Statkiem flagowym księgarni są książki szczecińskich autorów z autografami. Odpłynęłam z jedną z nich.

Wieczorem rozlega się muzyka. Znajduję się już na Wałach Chrobrego, skąd widać scenę, na której tego dnia śpiewają kolejno Oskar Cyms i Dawid Kwiatkowski. Jutro wystąpią raperzy. Pod sceną tłumy fanów tańczących i śpiewających ulubione kawałki.

Kiedy wracam do domu, w drodze do tramwaju mijam mnóstwo ludzi kierujących się w stronę Odry. Idą na specjalny pokaz. W piątkową noc niebo nad Wyspą Grodzką rozświetli 150 dronów, które ułożą 13 symboli miasta zaprojektowanych przez uczniów szczecińskich szkół.

Niestety, w sobotę wyjeżdżam ze Szczecina, a następne dwa dni festiwalu oglądam na małym ekranie. Widzę, jak ulicami miasta przechodzą barwne parady IX Festiwalu Orkiestr Dętych o Puchar Prezydenta Miasta Szczecina. Wystąpiło w nim osiem zespołów z Polski, Danii i Węgier. Podwójnym zwycięzcą został węgierski „Bekton Concert Band”. Tytuł najlepszej grupy tanecznej trafił do mażoretek „Lazuria” z Kramska.

Ostatniego dnia festiwalu, w niedzielę o godzinie 17.00, jednostki odcumowały. Ruszyły w pożegnalnej paradzie wzdłuż Wałów Chrobrego i Bulwaru Piastowskiego, żegnane z obu brzegów przez tysiące widzów — również tych przed ekranami telewizorów. Organizatorzy nie mówią nostalgicznego „żegnaj”, tylko optymistyczne „do widzenia”. Zatem do zobaczenia za rok!

Ela Chylewska