Najpierw słychać muzykę. Potem pojawiają się oni – dzieci, młodzież i dorośli. Barwne stroje, skupione twarze, gesty wyćwiczone podczas wielu prób. Za chwilę scena ożyje tańcem i śpiewem. Dla publiczności będzie to kilka, kilkanaście minut artystycznego występu. Dla tych, którzy stoją na scenie, jest to jednak coś znacznie ważniejszego.

To opowieść o tym, kim są
O przodkach, których nie znali osobiście. O tradycjach, które mogłyby zniknąć, gdyby kolejne pokolenie przestało je przekazywać. O tatarskiej obecności w Polsce, mającej za sobą setki lat historii.

To właśnie dlatego w Białymstoku działa Buńczuk – Tatarski Zespół Taneczno-Wokalny, który od ponad ćwierćwiecza poprzez taniec, śpiew, poezję i teatr przypomina, że kultura nie jest muzealnym eksponatem. Żyje tak długo, jak długo są ludzie, którzy chcą ją przejąć od swoich poprzedników i przekazać następnym. – My jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Tatarami i staramy się edukować i przekazać to właśnie tym młodszym pokoleniom – mówi kierownik Zespołu – Róża Chazbijewicz. W tych słowach zawiera się właściwie cała filozofia Buńczuka.
Iskra
W jednym z wystąpień pada jeszcze jedno ważne słowo: „iskierka”. Trzeba ją w młodym człowieku zapalić. Najlepiej zanim dorośnie i zacznie sam szukać odpowiedzi na pytanie, skąd pochodzi jego rodzina i dlaczego jego nazwisko, domowe opowieści, święta, potrawy czy modlitwy różnią się od tych, które zna większość jego rówieśników. – Działając na co dzień z młodzieżą, z dziećmi, edukując i wbijając im tę iskierkę – mówi przedstawicielka Buńczuka. To zdanie można potraktować jak motto zespołu.
Bo z tożsamością bywa tak, że człowiek zaczyna ją doceniać dopiero wtedy, gdy coś z niej zaczyna znikać. Kiedy starszych już nie ma. Kiedy rodzinne opowieści stają się coraz krótsze. Kiedy przedmioty, które kiedyś miały znaczenie, trafiają do pudeł, a potem do muzealnych gablot. Tatarzy z Buńczuka chcą ten proces zatrzymać. Nie przez wielkie deklaracje, lecz przez cotygodniową próbę.
Dziecko przychodzi, uczy się kroków. Następnym razem pamięta już kilka więcej.
Uczy się melodii. Potem słów. Poznaje strój. Dowiaduje się, skąd pochodzi taniec. Z czasem zaczyna rozumieć, że to wszystko jest częścią większej historii. I właśnie wtedy rodzi się owa „iskierka”.
Zaczęło się w 1999 roku
Buńczuk powstał w marcu 1999 roku. Jego założycielką była Halina Szahidewicz – jedna z ważnych postaci współczesnego życia społecznego Polskich Tatarów, długoletnia przewodnicząca Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Białymstoku, działaczka społeczna i animatorka kultury.
Początkowo był to zespół dziecięco-młodzieżowy. Pomysł był prosty, ale miał dalekosiężne konsekwencje: dać młodym Tatarom możliwość wspólnego spędzania czasu, a przy okazji nauczyć ich kultury własnych przodków.
W zamyśle Haliny Szahidewicz Buńczuk miał być właśnie taką alternatywą – miejscem, gdzie dzieci i młodzież nie tylko tańczą i śpiewają, lecz także poznają własne korzenie.
Pomagała jej wówczas Lewiza Osmanowa, Tatarka z Krymu, która zajmowała się choreografią. Dziś choreografem Buńczuka jest Achmed Tashayev – z urodzenia narodowości czeczeńskiej. Prowadzi zajęcia z grupą młodzieżową i dorosłymi.
Drugim choreografem jest Irina Sidoruk – absolwentka Szkoły Sztuki w Grodnie, gdzie uzyskała dyplom na Wydziale Choreografii. Pierwsze lata były czasem budowania zespołu, jego repertuaru i scenicznego języka. Dzisiaj tamten początek może wydawać się odległy. Ale kiedy na próbie pojawia się kolejne dziecko, historia właściwie zaczyna się od nowa.
Dlaczego „Buńczuk”?
Nazwa zespołu brzmi egzotycznie dla kogoś, kto po raz pierwszy ją słyszy. Buńczuk był symbolem władzy wojskowej. Był to drzewiec zakończony półksiężycem i ozdobiony pękami końskiego włosia. Tego rodzaju znaki były związane między innymi z wojskowością tatarską. Dzisiaj buńczuk nie prowadzi już nikogo do boju. Jego znaczenie stało się symboliczne. Można powiedzieć, że zespół noszący tę nazwę prowadzi inną walkę – o pamięć i trwanie. O to, żeby słowa „Polski Tatar” nie kojarzyły się wyłącznie z rozdziałem podręcznika historii. O to, żeby młody człowiek wiedział, że jego przodkowie przez wieki byli częścią Rzeczypospolitej. O to, żeby tatarskie pieśni nadal miały komu wybrzmieć.
Wielopokoleniowy dom
Dziś Buńczuk jest zespołem wielopokoleniowym. Na zajęcia przychodzą dzieci, młodzież i dorośli. Zespół liczy blisko 50 osób. Najmłodszy przedstawiciel Zespołu ma 68 lat, najmłodszy – 8 lat. Próby odbywają się w Białymstoku, a zespół prowadzi zajęcia taneczne i wokalne. Oficjalna strona zespołu pokazuje trzy grupy – dziecięcą, młodzieżową i dorosłą. Ta wielopokoleniowość ma ogromne znaczenie.
W wielu kulturach tradycja przechodzi z dziadków na wnuki przy kuchennym stole. W opowieściach rodzinnych. Przy okazji świąt. W domu. W przypadku Buńczuka dochodzi do tego scena.
Starszy może obserwować młodszego i przypominać sobie własne początki. Młodszy widzi, że tradycja nie należy tylko do ludzi starszych. Może ją tańczyć ktoś, kto ma dziesięć lat. Może śpiewać nastolatek. Może dorosły, który dopiero po latach wrócił do swoich tatarskich korzeni. W ten sposób kultura przestaje być czymś zamkniętym w przeszłości. Staje się wspólnym doświadczeniem.
Krym, Tatarstan i Podlasie
Repertuar Buńczuka sięga do różnych obszarów świata tatarskiego. W programach zespołu pojawiają się między innymi pieśni i tańce Tatarów krymskich, a także tradycje związane z Tatarstanem. Są również utwory poetyckie – zarówno autorów tatarskich, jak i polskich poetów piszących o Tatarach. Jest w tym coś niezwykłego.

Podlaski Tatar wychodzi na scenę i poprzez taniec wraca do miejsc, które często są bardzo daleko od jego rodzinnego domu. Krym może być wspomnieniem zapisanym w pieśni. Tatarstan – brzmieniem melodii. A Podlasie jest miejscem, w którym ta kultura znalazła swój polski dom. To właśnie tutaj znajdują się Bohoniki i Kruszyniany – miejscowości, które dla Polskich Tatarów mają znaczenie szczególne.
Dlatego zaproszenie na „tatarski szlak” nie jest wyłącznie zaproszeniem turystycznym. To zaproszenie do świata, w którym historia nadal pozostaje częścią codzienności.
Kultura, która wychodzi ze sceny
Buńczuk nigdy nie był zespołem zamkniętym w jednej sali. Przez lata występował w wielu miejscach w Polsce i za granicą. Pojawiał się podczas wydarzeń poświęconych Tatarom, imprez wielokulturowych, festiwali i spotkań edukacyjnych. Występował także przed ważnymi osobistościami, między innymi przed księciem Walii Karolem oraz prezydentami Polski. Występ w takim miejscu ma oczywiście wymiar artystyczny. Ale ma też drugi wymiar – reprezentacyjny. Bo kiedy na scenę wychodzą Polscy Tatarzy, pokazują nie tylko własny folklor.
Pokazują część Polski
Część jej historii, która przez długie stulecia rozwijała się obok tradycji polskiej, litewskiej, białoruskiej, żydowskiej, ukraińskiej czy niemieckiej. Podlasie szczególnie dobrze pamięta, że polskość nigdy nie była jednobarwna. Nie tylko taniec. Buńczuk nie ogranicza się do tańca. W repertuarze są pieśni, poezja i formy teatralne.
Artystyczna działalność zespołu ma przypominać o kulturze Tatarów Polskich w możliwie wielu jej wymiarach. To ważne, bo kultura nie mieści się w jednym tańcu. Jest też w języku, muzyce, stroju. W rodzinnych zwyczajach. W religii, kuchni, pamięci miejsc, nazwiskach, cmentarzach, meczetach, opowieściach dziadków i wreszcie – w świadomości kolejnego pokolenia. Dlatego działalność Buńczuka należy widzieć szerzej niż jako działalność zespołu folklorystycznego. To forma edukacji.
„Nie chcemy znaleźć się tylko w muzeum”
Podczas obchodów 80-lecia osadnictwa tatarskiego na ziemiach zachodnich, w których uczestniczył Buńczuk, temat zachowania tradycji powracał wielokrotnie. Zespół wystąpił podczas konferencji poświęconej Polskim Tatarom, a jego występ został określony jako ważne uzupełnienie naukowej części spotkania – żywa prezentacja tatarskiego dziedzictwa. Ale za sceną toczyła się rozmowa o sprawach znacznie poważniejszych. O tym, co stanie się z tradycją, jeśli zabraknie ludzi, którzy będą chcieli ją kontynuować.
Przedstawiciele środowiska tatarskiego mówili między innymi o staraniach o wpisanie tradycji daławarów na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Wskazywano, że niektóre zwyczaje, jeszcze niedawno oczywiste w tatarskich rodzinach, zaczynają zanikać. Padły wtedy słowa, które warto zapamiętać:
– My jako Polscy Tatarzy trwamy, działamy i mamy nadzieję (…) że będziemy trwać i nie będziemy ginąć i znajdować się tylko i być tylko na salach muzealnych albo w archiwach państwowych.
To jest także opowieść o Buńczuku. Bo muzeum przechowuje przedmioty. Archiwum przechowuje dokumenty. Ale zespół przechowuje coś, czego nie da się zamknąć w gablocie: ruch, głos, melodię, emocję, pamięć przeżywaną wspólnie.
Najważniejsze są dzieci
Kiedy mówi się o przyszłości niewielkiej społeczności etnicznej, liczby są ważne. Organizacje, dotacje, projekty, publikacje i konferencje – wszystko to jest potrzebne.
Ale ostatecznie pozostaje pytanie znacznie prostsze: czy przyjdą dzieci? Czy zechcą zatańczyć? Czy będą chciały zaśpiewać? Czy zapytają rodziców i dziadków, skąd pochodzi ich rodzina? Czy będą chciały pojechać do Bohonik albo Kruszynian? Czy kiedyś same przyprowadzą na próbę własne dzieci?
Właśnie dlatego w działalności Buńczuka tak mocno obecny jest motyw najmłodszego pokolenia. Jak mówi kierownik Zespołu – Róża Chazbijewicz, chodzi o to, by zainteresowanie własnymi korzeniami pojawiło się odpowiednio wcześnie. Bo później może być za późno.
Tatarzy są tutaj
Buńczuk powstał w Białymstoku w 1999 roku. Przetrwał zmieniające się czasy, kolejne pokolenia i różne trudności. Jego działalność kontynuowana jest do dziś. Zespół pozostaje miejscem, w którym dzieci, młodzież i dorośli mogą wspólnie pielęgnować tatarską kulturę.
W tym sensie historia Buńczuka jest historią znacznie większą niż historia jednego zespołu. To historia Polskich Tatarów, którzy od wieków próbują zachować równowagę pomiędzy pamięcią o własnych korzeniach a życiem w Polsce – kraju, który stał się ich ojczyzną. Można mieć różne języki rodzinnych wspomnień. Można mieć różne melodie. Można mieć inne święta i obyczaje. A jednocześnie można być częścią tej samej wspólnoty.
Buńczuk pokazuje to bez wielkich słów. Wystarczy spojrzeć na scenę. Dziecko staje obok dorosłego. Muzyka zaczyna grać. Pierwszy krok. Drugi. Potem obrót. Śpiew. I nagle historia, która mogła pozostać tylko w książce, zaczyna żyć. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Dopóki ktoś chce ją zatańczyć. Dopóki ktoś chce ją zaśpiewać. Dopóki rodzice przyprowadzają dzieci na próbę. Dopóki młodzi Tatarzy czują dumę, mówiąc: „Jesteśmy Tatarami”. Wtedy iskra nadal się tli. A może nawet zaczyna płonąć. I właśnie o to chodzi w Buńczuku.




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












