
Christopher Nolan swoim najnowszym filmem „Odyseja” wraca do oryginalnego tekstu Homera spisanego 3000 lat temu. Kina pełne, dyskusje trwają, pęcznieją portfele producentów – w weekend otwarcia film zarobił rekordowe 264 mln dolarów. Licznik bije dalej…
Od VIII wieku przed Chrystusem poemat „Odyseja” autorstwa Greka, znanego jako Homer, nie schodzi z afisza. Niebywałe, że poza okazjonalną i niezbyt konsekwentną zmianą imienia bohatera z greckiego Odyseusza na rzymskiego Ulissesa, od niemal 3000 tysięcy lat ludzie czytają „Odyseję”, by poznać niezmiennie tę samą historię. W kulturze zachodniej opisany przez Homera powrót Odysa z wojny pod Troją do domu, królestwa Itaki, stał się z czasem synonimem każdego powrotu i w czasie i przestrzeni, także ryzyka, przeszłości, utraconego czasu, wędrówki w nieznane, tułaczej poniewierki, metaforą życia. Prawdopodobnie najdalej. w odczytaniach posunął się Stanley Kubrick filmie „2001: Odyseja Kosmiczna” (1968), gdzie iluzoryczne poszukiwanie Itaki, królestwa Odysa położonego na najmniejszej z Wysp Jońskich na zachodnim brzegu Grecji, przeniósł w niezmierzony kosmos. W przeciwnym kierunku skierował Odyseusza Dante Alighieri w „Boskiej Komedii” z XIV wieku. Jego wędrówkę, zwykle jako świadectwo odwagi, sprytu i siły ducha zastąpił cynizmem, kłamstwem, morderstwem, manipulacją i zakończył w ósmym zakolu ósmego kręgu piekła. Wiele wieków podobnej żonglerki dziełem Homera sprawiło, że słowo „odyseja” funkcjonuje dzisiaj jako rzeczownik pospolity opisujący długą, zwykle trudną wędrówkę z przygodami i ich dramaturgią, a sam epos stanowi nieograniczony wręcz zasób możliwości fabularnych i dramaturgicznych splotów w przeróżnych adaptacjach homerowskiego tekstu, jak i dzieł mu pokrewnych.

Christopher Nolan, ku zaskoczeniu znawców, krytyków i wielbicieli, zmierzył się z materiałem pierwotnym, źródłem wszelkich natchnień, interpretacji i komentarzy, czyli oryginalnym tekstem Homera. W ten sposób skonfrontował siebie i swoje dzieło z innymi filmowymi adaptacjami eposu poczynając od pierwszego, z roku 1905, zrealizowanego przez Georgesa Meliesa. Poważna konkurencja przyszła oczywiście później z głośną ekranizacją Andrieja Konczałowskiego („Odyseja”, 1997) i ostatnią w kalendarzu, „Powrót Odyseusza” („The Return”, 2024) Uberto Pasoliniego. Z Juliette Binoche i Ralfem Fiennesem w rolach głównych filmu prawie nie zauważono. Dla kontrastu, jak wielkie oczekiwania towarzyszą najnowszej ekranizacji „Odysei” autorstwa Chrisa Nolana, świadczy niebywała frekwencja w kinach, wysyp mniej lub bardziej rzeczowych analiz krytyków, literackich ekspertów czy specjalistów od starożytności. Witryny księgarskie również zapełniły się najnowszymi wydaniami „Odysei”, od oryginalnego po wersje dla dzieci, młodzieży, dorosłych, starców, głuchych i niewidomych. Tak wielkie zainteresowanie dziełem Homera podsyciła zmyślna kampania promocyjna filmu (kosztowała przeszło 100 mln dolarów) i pilnie strzeżone sekrety produkcji. Podczas prac nad filmem ogłoszono jedynie obsadą aktorską, co sprowokowało gorącą dyskusję o tym, co Nolan właściwie zamierza, wszak czarnoskóra Helena, i to w podwójnej roli, musi oznaczać coś wyjątkowego. Co dostaliśmy? Czy bogowie nagrodzą Nolana tak, jak nagrodzili Homera, obdarzając go, śmiertelnika, substytutem nieśmiertelności, czyli wieczną sławą? Na razie dopisuje publiczność, a krytycy poszukują znaczeń tak w filmie ukrytych, że jednomyślność w ocenach szybko nie nastąpi. Zapraszam na seans!

Po porywajacych wizjach kosmiczno-naukowo-intelektualnych jakimi emanuje „Intercepcja” „Interstellar”, czy „Oppenheimer”, w „Odysei” Nolan pokazał zupełnie inną wrażliwość. Stworzył wartki fabularnie film przygodowo-psychologiczny z elementami, siłą rzeczy, fantastyki, a przy uważnym oglądaniu, również z komentarzami, które można by uznać za bieżące, bądź zawsze ważne. Odys, jakiego oglądamy to człowiek z krwi i kości, nie pretenduje do bycia herosem równy bogom, odrzuca ofertę nieśmiertelności (nimfa Kalipso), jakby wiedział, że taką zapewni mu Homer. Jako żołnierz i dowódca, w drodze powrotnej z wojny do domu nie zawsze wybiera mniejsze zło, ulega pokusom, nie stroni od kłamstw i przygody. „Mamy dość zapasów z Troi, ale kilka przystanków tu i ówdzie nie zaszkodzi”. Tak zaczynają podróż. Uskrzydlone żaglem i wiosłami łodzie unoszą Odysa i jego towarzyszy przez morskie żywioły, z którymi utożsamia się Posejdon rozgniewany oślepieniem przez Odysa jego syna, cyklopa Polifema. Nieprzejednany w gniewie wyrzuca śmiałków poza horyzont ówczesnego świata. Mnożą się fantastyczne przygody, czary, pułapki i dramaty, ale upór, spryt i przebiegłość Odysa powoduje, że ciągle płyną dalej. Do czasu, bo na wyspie, gdzie mieszka Kalipso i z którą spędzi 7 lat, jest już sam. Stracił łodzie i towarzyszy, a za sprawą zakochanej nimfy, traci również pamięć. Odpryski przeszłości, głównie koszmary wojenne spod Troi ze słynnym drewnianym koniem jego pomysłu, rzezi pokonanych i wszechobecne poczucie winy, wypychają go z ramion Kalipso w dalszą podróż. Żyje dzięki przychylności Ateny, ale Posejdon nie ustaje w zamiarze wymierzenia mu kary, nie tylko za okaleczenie syna. Odys chce pokuty i w końcu, gdy wróci do Itaki, dobrowolnie ją opuści (w jednym z mitów, Odys, po szczęśliwym powrocie do Itaki miał nieść na ramieniu wiosło tak długo, aż wszyscy ludzie, których spotka, uznają, że niesie mieszadło do zboża; to jedna z wielu niedościgłych przekazem mitologiczna miniaturka starcia ludzkiego ego z boskim, pokrewna losom Midasa, Syzyfa, Sybylli, Kasandry, czy Titonosa).
U Nolana, jak u Homera, Odys najpierw musi jednak wrócić do Itaki, do domu. Od początku jego podróży wiemy co dzieje się w królestwie, z synem Telemachem, panoszącymi się w pałacu zalotnikami i niezłomnie oczekującą na powrót męża Penelopą. Podświadomie wyczekujemy finału, zemsty oczywiście, tym bardziej że Nolan eksponuje wątek Agamemnona, którego po triumfalnym powrocie spod Troi morduje żona i jej kochanek. Widzimy również jego brata, Menelaosa, gdy biesiaduje u boku odzyskanej, wymownie oszpeconej żony, pięknej niegdyś Heleny. „Kiedyś ta twarz posłała na wojnę tysiące okrętów, dzisiaj byłoby może z pięćset” – mówi Menelaos. Duch Agamemnona radzi Odysowi: „Nie wchodź do domu frontowymi drzwiami pełnych lampionów i wieńców na twoją cześć. Wejdź w przebraniu. Powoli. Rozejrzyj się”. Oczekujemy więc powrotu Odysa do Itaki i rozprawy z zalotnikami, ale jak on, musimy być cierpliwi. Wiemy, co knują i czego chce Odys, jesteśmy z nim, ale on, jak chce Homer, musi być sam… Nolan oszczędzi nam niespodzianki – w przebraniu żebraka Odys rozprawia się z zalotnikami w stylu mistrzów wschodnich sztuk walki, odzyskuje żonę, syna i królestwo. Choć efektownie i kosztownie, wyszło tanio.

Wszelkie adaptacje dzieła Homera, w tym film Nolana, wpisują się jakby w starożytną tradycję greckich miast, które przez wieki adoptowały mit Odysei i jej bohaterów do swoich potrzeb. Jaką potrzebę miał Nolan, opowiadając swoją wersję „Odysei”, nie wiadomo. Trudno również przewidzieć, jakimi łaskami bogowie obdarzą jego dzieło. Można przypuszczać, że w łaskawościach, jakimi obsypali Homera, Nolan go nie wyprzedzi.
Na razie Nolan ma się jak Midas, czego nie dotknie, mieni się złotem – koszty produkcji filmu zwróciły się w weekend otwarcia. Ale – „Nie szukaj bogów w ludziach, zawsze będziesz rozczarowany” – mówi Odys do syna Telemacha.Mówi to bohater spod Troi, którego fortel z koniem trojańskim doprowadził do zagłady miasta tylko dlatego, że najeźdźcy czcili to samo bóstwo co obrońcy (owo bóstwo, Atena, zwycięstwem nagrodziła sprytniejszych). Zeus zaniecha gniewu i kary dla Odysa, gdy ten, zabijając zalotników pustoszących jego dom, podepcze święte prawo gościnności; uznał, że ręką Odysa ukarze ludzką nikczemność. Ale decyzje podejmuje Odys, bo, jak skarży się Atenie, języka bogów nie rozumie. Kalipso mówi – „Chcesz być panem swego losu, ale nie możesz; porzuć bunt, poddaj się bogom, przyjmij karę i żyj”. Nolan kontakty Odysa z bogami zastępuje żywiołem, fantazją, magią, uczuciem, pokusą, przypadkiem. Dostęp do Odysa ma tylko Atena, bardziej jako wyrzut sumienia niż antyczna boskość. Odys wszystkim tym przeciwnościom stawia czoła, chociaż wie, do czego w swoich kaprysach są zdolne. Po prostu uparty, przebiegły, odważny i obrotny człowiek w obliczu sił natury, ludzkich przesądów i nikczemności. „Najwyraźniejszy widok na ludzi ma się z dołu” – mówi do syna nierozpoznany, przebrany za żebraka, negując niejako atrybut boskiego dozoru z wysokości Olimpu. Czy takie traktowanie bogów wzbudzi ich gniew? Czy wybaczą Nolanowi?
Toczące się dyskusje o filmie dotyczą, w dużej mierze, poszukiwań motywacji Nolana, co skłoniło go do zrobienia tego filmu. Tropy są jednak nikłe i wszelkie dywagacje o mniej lub bardziej ukrytych znaczeniach, stają się z drugorzędnych, pierwszymi. Wydaje się zatem, że trzeba zostawić bieg spraw bogom i zdać się na ich kapryśne wyroki. Wypada jeszcze tylko wspomnieć, że we wszelkich sporach i wyścigach o najbardziej trafne, równie uniwersalne odczytanie „Odysei” jak ona sama, ciągle nie sposób odmówić lauru poecie:
Zostanie kamień z napisem
Tu leży taki i taki
Każdy z nas jest Odysem
Co wraca do swojej Itaki.
Leopold Staff.
Marian W Radny




USD
AUD
CAD
NZD
EUR
CHF
GBP 












