Świat

Po tysiącu lat carskie prochy wrócił do domu…- korespondencja własna z Bułgarii

Sofia przywitała go jak władcę. Był hymn, salwy armatnie, wojskowa asysta i uroczysty pochód. Nie było jednak ani tronu, ani korony. Była niewielka trumna ze szczątkami człowieka, który zmarł ponad tysiąc lat temu. A jednak tego dnia Bułgarzy mieli poczucie, że do kraju wraca nie tylko jego ciało, ale także pamięć o państwie, za które walczył.

Był hymn, salwy armatnie, wojskowa asysta i uroczysty pochód Fot. Leszek Wątróbski

3 października Sofia na kilka godzin stała się miejscem niezwykłego spotkania teraźniejszości z bardzo odległą przeszłością. Na placu Kniazia Aleksandra I Bułgaria oficjalnie powitała szczątki cara Samuela. Wcześniej, w Salonikach, w Muzeum Kultury Bizantyjskiej, nastąpiło ich oficjalne przekazanie stronie bułgarskiej. Stamtąd szczątki średniowiecznego władcy przyleciały do Sofii wojskowym samolotem „Spartan”. W stolicy czekała kompania honorowa, przedstawiciele władz, duchowieństwa i tłumy mieszkańców.

W niedzielę 3 października Sofia na kilka godzin stała się miejscem niezwykłego spotkania teraźniejszości z bardzo odległą przeszłością, kiedy to oficjalnie powitano tam szczątki cara Samuela Fot. Leszek Wątróbski

To nie była zwykła ceremonia państwowa. Bułgarzy nazwali ją znamiennie: „Bułgaria wita cara Samuela”. W tych kilku słowach zawierało się właściwie wszystko. Tak, jakby wracał ktoś, kto wyjechał na chwilę, a nie władca, którego śmierć dzieli od współczesnej Bułgarii ponad tysiąc lat.

Rozległ się hymn państwowy. Oddano 21 salw artyleryjskich. Recytowano wiersz Atanasa Dałczewa „Ku ojczyźnie”. A potem rozpoczął się uroczysty pochód w stronę bazyliki św. Zofii.

I właśnie ten pochód wydaje się najbardziej przejmującym obrazem całego wydarzenia. Przez centrum współczesnej Sofii szła trumna człowieka ze świata, którego już nie ma. Mijała ulice pełne samochodów, ludzi z telefonami komórkowymi, współczesne gmachy i sklepy. A jednak przez chwilę wszystko podporządkowane było pamięci o jednym człowieku.

Człowiek, który nie chciał oddać Bułgarii

Samuel panował w latach 997-1014. Był władcą państwa osłabionego wcześniejszymi konfliktami i nieustannie zagrożonego przez Bizancjum. Jego panowanie przypadło na czas ciężkich wojen o przetrwanie bułgarskiej państwowości.

Sofia – pomnik cara Samuela Fot. archiwum

Właśnie dlatego we współczesnej Bułgarii pozostaje postacią niemal symboliczną. Nie tyle dlatego, że wygrał wszystkie wojny – bo ich nie wygrał lecz dlatego, że walczył do końca o zachowanie państwa.

Premier Rumen Radew przypomniał podczas uroczystości, że Samuelowi przypadła „ciężka dola” obrony ojczyzny w sąsiedztwie potężnego Cesarstwa Bizantyjskiego. Mówił o władcy, który bronił ziem na wschodzie i zachodzie, prowadził dyplomację, pozostawał z wojskiem i próbował zachować jedność państwa.

Radew przywołał też wielkich poprzedników Samuela – Asparucha, Terwela, świętego cara Borysa I oraz Symeona Wielkiego. To ważne rozróżnienie: Symeon Wielki nie był bohaterem powrotu z 3 października. Był jednym z poprzedników Samuela, symbolem wcześniejszej potęgi Bułgarii. Premier mówił o „Wielkiej Bułgarii Symeona”, której kres przyniosły później konflikty wewnętrzne i osłabienie państwa. Samuel odziedziczył więc nie imperium u szczytu potęgi, lecz kraj, który musiał walczyć o przetrwanie. I może właśnie dlatego jego powrót po tysiącu lat ma dla Bułgarów tak szczególny wymiar.

„Wraca nie tylko ciało”

Rumen Radew powiedział podczas uroczystości słowa, które w bułgarskich mediach wybrzmiały szczególnie mocno. Podkreślił, że po tysiącu lat do ojczyzny wracają nie tylko doczesne szczątki jednego z największych władców. Wraca także jego duch, nieustępliwość, bezgraniczna wiara w ojczyznę i jego testament, aby chronić Bułgarię. To już nie jest język zwykłego protokołu państwowego. To język pamięci.

I trudno się dziwić, że właśnie w tym momencie polityka ustąpiła miejsca historii. Przecież przez sześćdziesiąt lat Bułgarzy starali się o odzyskanie szczątków Samuela. Zostały one odkryte w 1965 roku przez greckiego archeologa Nikolaosa Moutsopoulosa podczas wykopalisk w bazylice na wyspie św. Achillesa na jeziorze Mała Prespa.

Przez dziesięciolecia pozostawały więc poza Bułgarią. Teraz wróciły

Nie przez przypadek Radew nazwał to wydarzenie spełnieniem dawnego obowiązku. W Salonikach powiedział wręcz: „Wypełniamy moralny testament” – odnosząc te słowa do powrotu szczątków Samuela. Można zapytać: dlaczego szczątki człowieka, który zmarł w 1014 roku, mają takie znaczenie dla współczesnego państwa? Odpowiedź jest prosta. Narody przechowują swoją historię nie tylko w książkach. Czasami przechowują ją także w kamieniu, grobach, świątyniach i szczątkach ludzi, których uznały za swoich.

Święta Zofia* czekała

Jest jeszcze jedno niezwykłe miejsce w tej historii – bazylika św. Zofii. To właśnie tam, w centrum współczesnej Sofii, miał zostać złożony sarkofag ze szczątkami cara. Ta świątynia jest jednym z najstarszych i najcenniejszych zabytków chrześcijańskich południowo-wschodniej Europy. Jej początki sięgają IV wieku. To od niej miasto otrzymało nazwę Sofia.

Świątynia stoi niemal w cieniu monumentalnego soboru Aleksandra Newskiego. Jest od niego znacznie mniejsza, skromniejsza i łatwa do przeoczenia przez turystów. A jednak to właśnie ona stała się tego dnia miejscem najważniejszym. W niej znalazł się marmurowy sarkofag.

Cerkiew św. Zofii jest jednym z najważniejszych zabytków bułgarskiej stolicy i jedną z najstarszych zachowanych świątyń w mieście. Tam złożone zostaną prochy cara Samuela Fot. Leszek Wątróbski

Po uroczystym pochodzie odprawiono nabożeństwo żałobne, któremu przewodniczył patriarcha bułgarski Daniel. To on powiedział słowa chyba najbardziej odpowiednie dla całej ceremonii: „Z czcią i synowskim szacunkiem witamy sarkofag z doczesnymi szczątkami jednego z najbardziej godnych i wielkich władców narodu bułgarskiego”.

A potem padło zdanie jeszcze bardziej przejmujące: po ponad tysiącleciu Samuel „wraca do swoich, aby pozostać na zawsze w Bułgarii”. Właśnie tutaj kończy się państwowy ceremoniał, a zaczyna coś znacznie bardziej osobistego. Bo przecież każdy powrót do domu ma w sobie coś z pojednania.

Historia potrafi być przewrotna

Kiedy kondukt dotarł do św. Zofii, kończyła się droga rozpoczęta jeszcze w 1965 roku, gdy Moutsopoulos odkrył szczątki na wyspie św. Achillesa. Sześćdziesiąt lat starań. Ponad tysiąc lat od śmierci. Kilka godzin ceremonii. I jeden marmurowy sarkofag.

Można oczywiście patrzeć na to wszystko jak na wielką państwową inscenizację: mundury, armatnie salwy, hymn, przemówienia, polityków i dostojników. Ale pod tą warstwą oficjalności kryje się coś prostszego – potrzeba powrotu. Człowiek, który umarł daleko od współczesnej Bułgarii, wrócił do miejsca, które uznaje go za swojego.

Dlatego słowa patriarchy Daniela brzmią mocniej niż wszystkie protokolarne formuły. Samuel powiedział – wraca „do swoich”. A Bułgaria odpowiedziała mu po tysiącu lat ciszą starej świątyni, modlitwą i kamiennym sarkofagiem. I być może właśnie tak wygląda prawdziwy powrót władcy.

Leszek Wątróbski

* Cerkiew św. Zofii jest jednym z najważniejszych zabytków bułgarskiej stolicy i jedną z najstarszych zachowanych świątyń w mieście. To właśnie od tej świątyni stolica Bułgarii otrzymała swoją nazwę. Dzisiejsza bazylika wyrasta z tradycji późnoantycznych świątyń chrześcijańskich, a jej obecna forma związana jest z architekturą wczesnego chrześcijaństwa i Bizancjum. Pod posadzką zachowała się rozległa nekropolia oraz pozostałości wcześniejszych budowli sakralnych.

Dla Bułgarów świątynia ma teraz jeszcze jedno, wyjątkowe znaczenie. Stała się miejscem ostatniego spoczynku cara Samuela, jednego z najważniejszych władców średniowiecznej Bułgarii, panującego w latach 997–1014. To symboliczny powrót władcy do kraju po ponad tysiącu lat od jego śmierci.
3 października 2026 r. trumna z jego szczątkami została przywieziona do Sofii w uroczystej procesji. Po ceremonii państwowej i wojskowej szczątki cara złożono w specjalnie przygotowanym białym marmurowym sarkofagu, ustawionym w południowej części transeptu bazyliki, w pobliżu ołtarza. Uroczystościom religijnym przewodniczył patriarcha Bułgarii Daniel.

Sarkofag ma około 2,30 m długości, niemal metr szerokości i około 90 cm wysokości. Waży około 2,5 tony. Wykonano go z białego marmuru pochodzącego z regionu Prilepu – obszaru, który w czasach Samuela znajdował się w granicach jego państwa. Na jego bokach znalazły się symbole nawiązujące do epoki cara: twierdza Samuela strzeżona przez dwa lwy, archanioł Michał, dwa pawie – symbole nieśmiertelności – oraz przedstawienie bazyliki św. Achilliosa, gdzie pierwotnie odnaleziono szczątki władcy.