Australia i Polonia, Historia, Kultura, Polska

Pan Tadeusz Różewicz w Muzeum “Pana Tadeusza”

Wrocław. Muzeum Pana Tadeusza. Wystawa „Pan Tadeusz Różewicz”: Gazeta – Pan Tadeusz Różewicz. (fot. Marian Radny)

Wrocław, Stary Rynek; muzeum Pana Tadeusza w kamienicy Pod Złotym Słońcem nazwę bierze od eksponowanego tam rękopisu „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, ale jego motto – Misja: Polska – wypełniają jeszcze wystawy o Władysławie Bartoszewskim, Janie Nowaku-Jeziorańskim i Tadeuszu Różewiczu. O sąsiadach-poetach z wrocławskiego rynku Różewicz mówił: ”Tak jak Mickiewicz obdarzył nas Absolutem zamienionym w poezję, tak Fredro karmił nasz skłonny do melancholii naród śmiechem”. A co mamy od Różewicza, „zarażonego życiem” poety „po końcu świata”?

Wrocław. Muzeum Pana Tadeusza. Autograf Pana Tadeusza Adama Mickiewicza; jeden z najwartościowszych zabytków polskiej kultury i najcenniejszy rękopis w zbiorach Ossolineum. (fot. Marian Radny)

Na pewno rekord: Tadeusz Różewicz jest pierwszy w rankingu polskich poetów tłumaczonych na obce języki (49), za nim plasują się nobliści, Czesław Miłosz (44) i Wisława Szymborska (42), a potem Zbigniew Herbert (38). O pierwszym i ostatnim jedni mówią nobliści bez Nobla inni, że Nobel nie zasłużył na nich.

W muzeum „Pan Tadeusz Różewicz” jest obecny od października 2021, w stulecie urodzin poety, chociaż w literackim pejzażu Wrocławia pozostaje żywą tkanką od dawna Różewicz mieszkał i pracował w tym mieście 46 lat, do śmierci w 2014 roku. Eksponowane materiały pochodzą z jego prywatnego archiwum nabytego od rodziny przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu w 2016 roku.

Wrocław. Muzeum Pana Tadeusza. Wystawa „Pan Tadeusz Różewicz”: Rękopis wiersza Tadeusza Różewicza Poeta w czasie pisania z tomu „Na powierzchni poematu i w środku” (1980). (fot. Marian Radny)

Narracja wystawy unika chronologii życia i twórczości Różewicza, skupia się na  zagadnieniach, z którymi poeta wchodził w nieustanny dialog wiara, śmierć… poezja, malarstwo… teatr, film…. i oczywiście, wojna.

Dzisiaj, kiedy medialna oprawa trwających konfliktów niebezpiecznie je spowszednia, a nakręcany wyścig „odstraszających wroga” zbrojeń pozornie odsuwa ich widmo, jak wybrzmiewa głos „okaleczonego wojną” poety?

Na wojence nie jest ładnie, kiedy ułan z konia spadnie…

„…lubię żołnierzy i lubię orkiestry wojskowe! – dopowiadał. –  (…) Jednego tylko nie życzę żołnierzom: (…) wojny i konieczności walki (…) Tu widać wielką sprzeczność w moim myśleniu, bo życzyć generałowi, żeby nigdy nie wziął udziału w wojnie, to tak, jakby życzyć kucharzowi, by nigdy nie ugotował obiadu”.

Myśl rozwinął w poemacie Dezerterzy i choć inspirował się tymi z hitlerowskiej armii, objął nią innych, bo dezerterów w swoich szeregach ma każde wojsko. Czy zatem dezerter bohatersko nie chce zabijać, bo pragnie zachować inne życie, czy nikczemnie tchórzy, ze strachu o swoje? Po odrzuceniu przymiotników i inwektyw wychodzi, że akt dezercji ratuje ludzkie istnienie. A gdyby całe wojsko na wszystkich wojennych frontach zdezerterowało?… Tak daleko Różewicz nie sięgnął, ale spojrzał na problem inaczej na tyle, by uznano utwór za „wysoce kontrowersyjny”. Pisze: 

„…kto uchylił się od zabijania / sam siebie zabił / i pogrzebał żywcem / w niepamięci…” 

„Wzywam Was / na Apel Poległych… / Dezerterzy!…”   i dodaje:

„…czekam na pomnik / nieznanego żołnierza dezertera / ze wszystkich armii / ze wszystkich wojen…  /pomnik wzniesiony oczami / matek żon sióstr kochanek / pomnik wzniesiony / ze wstydu / rozpaczy strachu / miłości nienawiści / pomnik bez imienia i nazwiska…”

Wrocław. Muzeum Pana Tadeusza. Wystawa „Pan Tadeusz Różewicz”: Fragment Dziennika Gliwickiego z 1957 roku wydanego w tomie „Matka odchodzi” (1999). (fot. Marian Radny)

Naiwny pacyfizm? Pomniki nieznanego żołnierza dezertera, w ramach rozliczeń z niemieckim nazizmem, wzniesiono w Niemczech i Austrii. Ale Różewicza nie interesuje doraźność: „Dezercja należy do przeklętych problemów ludzkości – bohater i dezerter są ludźmi, i próba zrozumienia strachu musi iść równocześnie z próbą zrozumienia odwagi”. Taką właśnie próbą są Dezerterzy.

Z rodzinnego życiorysu

Różewicz, już jako uznany twórca, w latach 60. i 70. był autorem lub współautorem scenariuszy do filmów reżyserowanych przez swojego młodszego brata Stanisława, m.in. Trzy kobiety, Świadectwo urodzenia, Głos z tamtego świata, Samotność we dwoje, Drzwi w murze, Szklana kula… Natomiast syn Różewicza, Jan, reżyserował jego dramaty, których napisał 18, najbardziej znane to Kartoteka, Stara kobieta wysiaduje, Białe małżeństwo… i owiane legendą skandalu Do piachu. Tadeusz Różewicz przeżył brata i syna – obaj zmarli jesienią 2008 roku. Starszy brat Janusz, poeta i żołnierz Armii Krajowej, został rozstrzelany przez Niemców w listopadzie 1944 roku, niedługo po tym, jak Różewicz, podchorąży „Satyr”, opuścił leśną partyzantkę AK. Brał udział w akcjach zbrojnych oddziału i w wykonywaniu wyroków śmierci. „Sam nie wykonywałem”, tłumaczył. Matkę pochował w 1957 roku; pożegnał ją tomikiem „Matka odchodzi” (nagroda Nike 2000), a wcześniej napisał: Opadłaś z sił i ciała / można cię wziąć na ręce / jak dziecko małe / i podnieść do serca

Tadeusz Różewicz podczas prób sztuki „Kartoteka rozrzucona” w Teatrze Polskim we Wrocławiu (1992). (fot. Adam Hawałej)

Oświęcimskie dzieci

Różewicz nie określał swojego pochodzenia, ale pamiętano mu je, po matce, wcześnie przechrzczonej i bez powrotu. Pisarz Henryk Grynberg wspominał: „W 1968 roku na liście lokatorów wrocławskiej kamienicy, gdzie mieszkał, rysowano przy jego nazwisku gwiazdę Dawida, a w stanie wojennym obok wymalowanej gwiazdy dopisywano jeszcze „ŻYD”. Po publikacji i nieudanych próbach wystawienia dramatu Do piachu (1972; cenzura wstrzymała publikację do 1979), gdzie etos leśnej wojaczki opisał rozbojem, brudem, wszami i głodem, sztukę uznano za antypolską i antypatriotyczną z gończym wskazaniem: „wynoś się mośku do Izraela”. Druga strona nie zostawała w tyle. Jego poezji zarzucano „rozmywanie Zagłady przez wpisywanie jej do zbrodni wobec narodu polskiego”, cytując dla przykładu oświęcimski wiersz „Warkoczyk” gdzie dziewczynka z warkoczykiem „nie kojarzy się z żydowską”, bo oświęcimskie dzieci Różewicza „występują w maskach polskich dzieci”. U Różewicza więcej jednak łączy to, o czym nie mówi, czego nie nazywa, bo często to, co odkrywa, nie ma jeszcze nazwy. Ujął to obrazowo, gdy mówił o pomniku poety –  …zaciekawiłby mnie (…) pomnik wszystkich poetów, który nie miałby ani nosa Tuwima, ani uszu Schulza, ani…

Nie byliśmy „zarażeni śmiercią”, byliśmy „zarażeni życiem”…

Ani „pokolenie zarażone śmiercią”, ani „Kolumbowie” – przekonywał. – Bo co ostatecznie odkryliśmy? Jakąś straszliwą historię, okropną tajemnicę, schowaną pod warstwą kultury, cywilizacji i tego, czego uczono nas w szkołach. Odkryliśmy, że Homo sapiens jest jakimś nieobliczalnym monstrum, potworem! A „Kolumbami” byliśmy o tyle, o ile odkryliśmy na ziemi piekło, bo to, co w tej chwili przeżywamy, jest formą piekła i agonii cywilizacji. Odkryliśmy drugą stronę medalu Homo sapiens!

Mój najlepszy wiersz / nie został jeszcze napisany… / mój najgorszy wiersz / też…

O pisaniu mówił: „Forma jest centralnym problemem sztuki! Gdyby Picasso malował tak jak Corot albo Courbet, nie istniałby. Gdyby w tej chwili jakiś malarz malował identycznie jak Picasso, mógłby zaistnieć tylko jako fałszerz. Ciągle wierzę w sprawczą siłę słowa. Tylko że samej materii, rudy, jest obecnie bardzo mało. Jest już na wyczerpaniu. Trzeba sięgać coraz głębiej. Trudno powiedzieć, jaki proces, jaki wybuch byłby potrzebny, żeby to wszystko znowu poruszyć. Dziś trudno odkryć nowe tereny w sztuce. Prawie wszystkie zostały już zajęte…”.

Największym wydarzeniem / w życiu człowieka / są narodziny i śmierć / Boga

Powyższa wykładnia różewiczowskiego „bogaństwa” pochodzi z wiersza Bez:

opuściłeś mnie bez szumu / skrzydeł bez błyskawic / jak polna myszka / jak woda co wsiąkła    w piach / zajęty roztargniony / nie zauważyłem twojej ucieczki / twojej nieobecności / w moim życiu…

W wierszu Dezerterzy pisał: „Nie zabijaj” / powiedział Pan / i milczy / „Gott mit uns“ / powiedział człowiek / i ruszył na wojnę…

W wierszu Kamieniołom (Twarz Trzecia) opisał swój kościół: 

Kamieniołom katedry / milczał / wewnątrz / zawieszony na zworniku / kopalny bóg / świecił /
białymi żebrami / na dnie

Po śmierci, urny z prochami Różewicza nie złożono na żadnym z wrocławskich cmentarzy, pojechała do Karpacza, na mały cmentarz przy światyni Wang. W tomie „Niepokój” pisał: „Szukam cmentarza / gdzie nie powstanę z martwych/…  zaś w tomiku „Twarz Trzecia”: „Nic nigdy nie zostanie / wytłumaczone / nic wyrównane / nic wynagrodzone (…) umarli umrą / i nie zmartwychwstaną“. W słowach ewangelisty szukał znaczeń dla siebie, jako poety: „Na początku było słowo / na końcu ciało”,  albo przekorniej: „tu leży pogrzebany w słowach / które nie stały się ciałem“.

Epilog

W 1991 pracowałem na Uniwersytecie Wrocławskim, kiedy senat uczelni uhonorował Różewicza doktoratem Honoris Causa. W rodzinnej wyjazdowej gorączce, do Australii, do pracy na innym uniwersytecie, uroczystości nie doczekałem. Kilka lat później mój ulubiony tomik z podpisem poety, „Twarz trzecia”, przepadł we wrocławskiej powodzi stulecia. Ciągle sięgam po niego z półki pamięć.

Marian W Radny